Forum corvitempus.forumoteka.pl Strona Główna corvitempus.forumoteka.pl
Opis Twojego forum
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Galonger

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum corvitempus.forumoteka.pl Strona Główna -> Karty Postaci -> Opisy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Galonger



Dołączył: 25 Paź 2012
Posty: 10

PostWysłany: Nie Lis 04, 2012 10:17 am    Temat postu: Galonger Odpowiedz z cytatem

Rozdział III - Deszcze Ukojenia




To był dobry dzień. Było słonecznie, zielono i pachniało kwitnącymi kwiatami. Szare Pióra siedziały w swoim obozie oczekując posłańca. Dość długo nie zjawiał się z istotną wiadomością, którą niósł ze sobą.
- Lepiej wyślę orła na zwiady - mruknął Tauren
Czuć było napięcie wiszące w powietrzu, wszyscy chodzili niespokojni, rozglądali się czujnie, nasłuchiwali... Nic... Cisza... Głucho...

_______________________________________________________________________

Biegł przez puszczę gubiąc się co raz i potykając o wystające ogromne korzenie drzew. Goniły go różne zwierzęta. Wiatr gwizdał mu w uszach od prędkości. W końcu wybiegł na polanę. Wszystko ucichło. Nagle zobaczył orła na niebie, który zaczął lecieć w dół w jego kierunku, po czym wzniósł się, zatoczył koło niedaleko niego i odleciał. Troll kucnął i ruszył powoli w stronę, którą wskazał mu orzeł. Gdy to zobaczył stanął jak wryty i otworzył szeroko oczy.
_______________________________________________________________________


- Co widział, co widział?! - rzucili się obozowicze na Taurena i jego Orła.
- Widział...
- Patrol przymierza...
- przerwała Galongerowi Ykamatsu - Tak wiem, widziałam. Mam już wiadomość... W skrócie to kilku członków Bloodlines przybędzie do nas tej nocy. Zabrali się ze swoim wyposażeniem i zjawią się z całą karawaną...
- To wspaniale! - wniosły się okrzyki radości w obozie
- Ale, ale, ale... - ponownie przerwała dyplomatka - Biorąc pod uwagę okoliczności oraz drugi list... musimy zmienić strategię... Patrole uniemożliwiają podróż w takiej karawanie po trakcie. Musimy im więc pomóc! - w tym momencie otworzyła drugi list - W drugim raporcie Smain napisał, że ich ekwipunek zaginął gdzieś w Booty Bay. Skoro muszą dotrzeć okrętem do Booty Bay i dopiero stamtąd wyruszą do naszego obozu... Mają do przejścia cały kontynent...
- Proponuję przylecieć Zeppelinem do Stanglethron Vale i założyć małe obozowisko w głębi puszczy. Wyślemy zaszyfrowaną wiadomość do Booty Bay aby kohorta Smaina nas znalazła. Nikt nie może się dowiedzieć ani o karawanie, ani o dołączeniu
- odpowiedział Herszt
- Dlaczego? - zdziwiła się Ykamatsu
- Wyjaśnię przy innej okazji...


Nazajutrz wyruszyli tak jak zaplanowali. Zeppelin się spóźniał i mieli lekkie opóźnienie. Juczna bestia Kodo czekała już wynajęta na pomoście Booty Bay oczekując byłych członków Bloodlines. Za jeden ze sznurów trzymający wyposażenie włożona była kartka z zagadką mającą pomóc karawanie w lokalizacji obozowiska.
- Myślisz, że zejdą z traktu zanim patrole Przymierza ich zaatakują? - mruknął Galonger do Ykamatsu dorzucając suche gałęzie do ogniska
- Moja zagadka jest prosta... Powinni pójść prosto w puszczę już przy starożytnej arenie zbaczając z głównego traktu. - odpowiedziała nasuwając kapelusz bardziej na twarz
- Miejmy taką nadzieję... Słyszałaś? - byczogłowy zerwał się i obszedł kilka metrów wokół obozowiska doszukując się najmniejszego szmeru lub poruszenia. W oddali majaczyła jedynie postać postać orka walczącego z tygrysem.
- Jesteś przewrażliwiony Taurenie... To nie jest wasze rasowe zachowanie... - stwierdziła Ykamatsu bawiąc się swoim sztyletem
- Po prostu nikt nie może się o tym wszystkim dowiedzieć!
- Dalej nie powiedziałeś mi dlaczego... - westchnęła
- Sprawa jest prosta... Przymierze tylko czeka na to, aby zabrać wyposażenie Hordy, sabotować nasze poczynania jako frakcji. Nie wiedzą, że Szare Pióra zrezygnowały z ciągłego udziału w bitwach. Znając naszą słabość na pewno by nas z miejsca wymordowali... Śmierdzący ludzie... A przed swoimi kryjemy się tylko po to, żeby nie płacić podatku za zawartość skrzyń Smaina. Słyszałem, że to cenna i dość duża przesyłka, a jak wiesz... mamy problemy finansowe... Thrall nie wydał nam jeszcze odpowiedniego pisma dającego nam swobodę w podróżowaniu - zmarkotniał Tauren - Jeżeli jeszcze natrafimy na patrole Przymierza, nie będziemy mogli dostać się z karawaną do naszej kryjówki w Brill. Na szczęście przekupiłem kilka goblinów w Grom Gol, którzy pomogą nam przedostać się z ładunkiem Zeppelinem do skarbca w Orgrimmarze... To tak w razie gdyby Przymierze się o nas dowiedziało...


Zrobiło się już ciemno. Tauren i Nieumarła ciągle siedzieli przy ognisku oczekując karawany... Różne odgłosy nasiliły się... Akustyka nocy nie pozwoliła im nawet na chwilę nieuwagi
- Zastanawiam się jak sobie radzą... - mruknęła Ykamatsu patrząc w gwiazdy.




- Gobliny. Znów gobliny. Niech ten rejs już się skończy.
Arriakas miał serdecznie dość tej podróży. Miał dość wody, statku i goblinów. Gdy dostrzegł port w Booty Bay, Forsaken uśmiechnął się. Przynajmniej na tyle na ile pozwalała mu jego plugawa twarz. Po zejściu z okrętu nie zauważył nic, prawie nic. Bo cały widok zasłaniała ogromna bestia kodo. Gdzieś zza stwora usłyszał głos, a po chwili wyłoniła się zielona twarz Orka.
- Witaj. - powiedział Smain - czy wiesz gdzie jest Kynareth?
Nieumarły nie wiedział. Nie miał ochoty wiedzieć. Młoda elfka i tak prędzej czy później się odnajdzie. Tak jak przypuszczał problem rozwiązał się sam. Kynareth przypłynęła następnym promem. Po powitaniu, cała trójka ruszyła do gospody w Booty bay. Dotarli do skrzynki pocztowej. Nagle na twarzy Orka pojawiła się bezsilność i zrezygnowanie.
- Psia mać! Musimy wracać do przystani. I to szybko!
Wrócili do kodo. Obok kodo zauważyli kolejnego towarzysza. Był to Ork imieniem Yageris, kolejny członek kohorty. Smain odczytał treść listu od Ykamatsu.

"Może pomoże mego imienia Ikona
może brakujący fragment broni Posejdona
Jednak cokolwiek się stanie - pamiętajcie
Nie zbaczajcie z Waszej prostej drogi"


No tak. Zagadka. Nie mogli się spodziewać niczego innego. Aż tak głupi nie byli. W końcu byli na spornej ziemi, ziemi niczyjej, wszędzie mogli czyhać szpiedzy Przymierza. Zagadka była konieczna.
Wyruszyli. Yageris ciągnął kodo. Smain na czele, za nim Arriakas i Kynareth. Młoda elfka wyglądała na zaniepokojoną. Nie podobała jej się misja. I nie podobało jej się że nie ma koło niej Shelerina. Ostatnio zawsze był. Polubiła go. Przeszli przez tunel i weszli do doliny. Od razu pojawiły się komary i inne robactwo. Ale pogoda była słoneczna, humor dopisywał. Wszytko wydawało się spokojne, uśpione.
- UWAGA! Przymierze!!! - ktoś zdążył krzyknąć, gdy przed nimi pojawiła się postać druida w postaci drapieżnego kota. Yageris nie potrzebował innej zachęty. Złapał za trzonek swego topora i zaatakował. Druid uciekł tak szybko jak się pojawił.
-Nie dobrze. To mógł być zwiadowca...
- Za zwiadowcą zazwyczaj kroczy cała armia...
Atmosfera w karawanie stała się cięższa. Wszyscy zaczęli zdawać sobie sprawę z powagi i trudności ich zadania. Smain wysłał Kynareth na zwiad. Poza kilkoma małpami koło Starożytnej Areny, niczego nie znalazła. Ale ktoś znalazł ich. Mianowicie rycerz śmierci Shelerin przybył do Doliny i dołączył do karawany. Kolejny były członek Bloodlines. Wzmocnił siłę grupy. Pojechali dalej.

-Psia mać, śmierdzi mi tu zasadzką. -rzekł Smain.
Tym razem wysłał na zwiad oba elfy. Tymczasem bestia kodo, po minięciu Areny zatrzymała się, jakby chciała coś przekazać przyjaciołom. Gdy zwiadowcy wrócili, twierdząc że jest bezpiecznie, karawana ruszyła dalej.
Nagle ciszę przerwał okrzyk Smaina:
- Do broni!!! Arriakasie pilnuj kodo!
Kolejny szpieg Przymierza stanął im na drodze, ale tak jak poprzedni został przegnany. Zaczęło robić się niebezpiecznie. Tylko Forsaken wydawał się cierpliwy i spokojny. Pojechali dalej. Kynareth i Shelerin zaczęli szeptać między sobą dziwnym językiem.
-Anar shari.
-Shari ri dur rosa u'phol.
-Możecie mówić normalnie? - zapytał zirytowany Smain.
- Po elfiemu się zwracamy, bo mamy jakby własne sprawy, bez obrazy. - odparł Shelerin.
Karawana kontynuowała podróż. Minęli na wschodzie wioskę Grom'gol. Kodo kilkakrotnie przystawało ze zmęczenia, ale miska wody i poklepanie po pysku pozwalało jechać dalej. Ataki Przymierza ustały, wrócił nastrój do rozmowy. Smain co chwila zerkał na mapę. Przestało mu się to podobać - coś było nie tak. Powinni już znaleźć obóz Herszta i Kwatermistrzyni. Ork zdecydował się na kolejny zwiad. Tym razem pojechał osobiście, a reszcie polecił zaczekać z kodo. W pewnym momencie Yageris podszedł do zwierzęcia.
-Ciekaw jestem, czy... - i podstawił mu pod pysk kufel z piwem.
Kodo chyba nie smakował trunek, bo rozlało całą jego zawartość. Arriakas próbował poczęstować go kostką cukru. To był fatalny pomysł. Rozjuszone kodo zerwało się i zaczęło szarżować na Forsakena. Dopiero siła Yagerisa powstrzymała bestię. Kynareth i Shelerin gdzieś zniknęli we dwoje. No tak, mają swoje sprawy, pomyślał nieumarły. Uczucia... głupota. Arriakas miał doświadczenie tysiącleci. Wiedział że w obliczu czasu uczucia są zmienne jak wiatr, a nietrwałe jak proch. Niebawem wrócił Smain. Niczego nie znalazł. Elfy też wróciły i karawana ruszyła dalej.

Dotarli do drewnianego mostu. Bestia nie mogła nim przejść, była za ciężka. I jeszcze ten cały ekwipunek na jej grzbiecie. Nagle kodo zaczęło węszyć przy ziemi. Wyczuwało jakby znajomy zapach. Zdecydowanym krokiem zaczęło maszerować z brzegiem, na południe.
Zapach narastał. Wędrowców atakowały dzikie stworzenia, ale nie stanowiły większego problemu. Bestia doszła do ogromnego pnia zwalonego drzewa i zaryczała radośnie. Smain wysunął się na przód i zawołał za sobą resztę. Nieumarły i drugi z Orków dołączyli do niego, i razem skłonili się przed Galongerem, Hersztem Obozu Szarych Piór. Misja została wykonana, ładunek przetransportowany. W pięcioro, razem z Ykamatsu usiedli dookoła ogniska i przy piwie rozmawiali o wyprawie. Ale nie w komplecie. Elfy, Shelerin i Kynareth nie dołączyli do reszty. Widocznie bardziej odpowiadało im ich własne towarzystwo.
W dżungli, przy ognisku, zakończyła się wyprawa byłych członków bloodlines, i przynieśli swój dar do obozowiska Piór. Misja została wykonana, nadszedł czas na odpoczynek...

Odpoczynek... Wszyscy usiedli przy ognisku rozprawiając o podróży, podczas gry bestia kodo położyła się spokojnie przy kłodzie. Yageris rozdał trunek obecnym i zaczęła się gorąca kłótnia na temat zagadki, której w końcu nikt nie rozwiązał.
- Ikona imienia to jego pierwsza litera, tak jak pierwsza litera w księdze! - warknęła Ykamatsu
- Zgniłek! - odburknął Smain.

Po dość długi wyjaśnieniach Galonger i Yageris zadecydowali, że trzeba wyruszyć dalej razem, w stronę Grom Gol, z racji ataków Przymierza. Ruszyli więc wzdłuż rzeki, którą przyszła tutaj karawana. Bestia Kodo sprawiała problemy przy wejściu pod górkę, więc cały konwój musiał ją wciągnąć i wepchnąć, ale nikt nie wiedział, że to nie koniec niespodzianek...

- Most jest niedaleko!
- A wytrzyma? Musimy się przeprawić przez tą rzekę.
- Hmm, nie. Jest zbyt głęboko.
- Może czar chodzenia po wodzie?


Zdezorientowana bestia uciekła kawałek w las i zajęła się wcinaniem paprotki rosnącej przy drzewie.

- No rusz się głupia bestio!
- Spokojnie, trzeba jej kobiecej ręki...


I wtedy wkroczyła Steria uspokajając Kodo. Bestia od razu nabrała wigoru i zaczęła się słuchać. Po dłuższym czasie udało się ją przetransportować przez rzekę i karawana ruszyła dalej do miasta, po drodze spotykając zagubioną parę Elfów i dołączając ich do orszaku.
W Grom Gol załadunek poszedł bez przeszkód, poza tym, że Zeppelin zaczął startować zanim wszyscy byli gotowi, więc Kynareth musiała przylecieć z Kodo następnym kursem. Po tej ostatniej niespodziance konwój ruszył w stronę Orgrimmaru mijając walczących Orków, Taurenów i Nieumarłych. Trudno było przedrzeć się przez tłum w tak licznej grupie, dlatego co chwilę słychać było okrzyki "Z drogi!", "Ruszcie się", "Dajcie przejść!". O dziwo o tej porze w stolicy orków było bardzo dużo przedstawicieli różnych ras.

- To tyle, dotarliśmy! Może nie do końca utrzymamy fakt przeprawy karawany w tajemnicy, ale mogło być gorzej... Martwi mnie tylko ten druid Przymierza, który zdołał uciec... Nie stać tak! Rozładować to do skarbca!


Po wszystkim wszyscy udali się do karczmy w Brill aby usiąść spokojnie, porozmawiać o całym dniu i o błahostkach oraz w końcu się napić...

Tego samego wieczoru Tauren był milczący. Siadł w kącie pomieszczenia z piórem i pergaminem obojętny na żarty towarzystwa, które bawiło się nieopodal. Pióra naprawdę były wtedy szczęśliwe. Galonger złożył pergamin i obserwował ich jeszcze przez dłuższą chwilę lekko się uśmiechając. Skierował się do wyjścia z karczmy przybijając do tablicy list, który przed chwilą napisał. List miał krótką treść...

"Nakarmcie swoje konie, wilki, strusie, mamuty i przygotujcie na dłuższą podróż."


Nastał poranek. Osoby, które wstały wcześnie z lekkim bólem głowy zauważyły nowy zwój na tablicy. Otworzywszy szeroko oczy zaczęli budzić resztę Szarych Piór. Te słowa brzmiały w ich głowach bez końca. Wiele pytań "Co się dzieje?" wznosiło się w stronę nieba. Co dziwne, nie widzieli też Herszta od wieczora. Obsługa tawerny twierdziła, że był on tutaj rano, ale tak naprawdę nikt go nie widział. Wątpliwości miały się bardzo szybko rozwiać... Po przybyciu na miejsce byli wszyscy, oprócz Herszta i Kwatermistrzyni, którzy się spóźnili. Szybka informacja, iż Szare Pióra w końcu poznają swoją główną kwaterę zakupioną przez Ykamatsu i Galongera niedługo po porzuceniu wojen, i wyruszyli...
Ponieważ podróż mogła być niebezpieczna, Szare Pióra musiały uformować szyk bojowy. Herszt jednak zwolnił żeby porozmawiać o czymś z Flavią...
- Powiemy im teraz?
- Ciii... Dopiero jak dotrzemy... Udawaj, że wszystko jest w porządku.


Niedługo później zatrzymali się przy bramach wiodących do Western Plaguelands. Czuć było niepokój, każdy rozglądał się niepewnie gotów przywitać niedobitki Plagi swoją bronią... Czekali jednak na zielonoskórego Skaga, który został daleko z tyłu. Morale spadało, część członków obozu ruszyła do przodu zatrzymana jedynie krzykami Ykamatsu. Robiło się ciemno i jeszcze bardziej mroczno... Jednak wyruszyli dalej... W drodze do Andorhal napadły ich niedźwiedzie, a tuż przed miastem kilka Ghouli. To był przedsmak bitwy, którą musieli stoczyć w środku miasta... Flavia i Shelerin ruszyli do przodu aby oczyścić drogę, Yageris zamykał tył konwoju, a Galonger i Ykamatsu pilnowali wszystkiego prowadząc orszak.
Przy pewnej krypcie za miastem udało się w końcu z niego uciec. Droga wiodła przez niskie wzgórza, a za nimi rozciągała się piękna panorama jeziora oraz wodospad, przez który musieli się przedostać.
Po niełatwej przeprawie kohorta zatrzymała się czekając na Elfy, które zostały gdzieś z tyłu z Yagerisem i zabezpieczały tyły. Niektórzy postanowili wykorzystać ten czas i popływać w jeziorze. W tym momencie Yageris stwierdził, że ma dość pilnowania wszystkich, którzy spowalniają marsz. Herszt dosiadł się do niego i zaczęli o czymś rozprawiać. Tymczasem zrobiło się naprawdę ciemno, a do przebycia było nieco mniej niż połowa drogi... Górski szlak był niebezpieczny nocą... Granosh wyrwał się do przodu pomimo protestów Szarych Piór. Wyjeżdżając z gór trafili na mały obóz, w którym zatrzymali się jedynie na chwilę, by znów utworzyć zwarty szyk.
Dalej była już tylko ogromna posiadłość - miejsce, do którego zmierzali... Ukryta górska droga, dalej strażnicy, przejście przez jaskinie... Wymarzona kryjówka...

Herszt zaprosił wszystkich do środka. Wnętrze było ogromne, wydawało się nawet, że większe niż cały budynek oglądany z zewnątrz. Piękny drewniany parkiet, wnęka jadalna, piwnica, schody na górę, po których się wspięli... Tam czekały ustawione w półkole krzesła. Galonger stanął od razu na środku, tymczasem Ykamatsu usiadła na poręczy na Hersztem, z której łatwo mogła spaść na sam środek dolnej sali. Zaczęła się część oficjalna. Przemowa Herszta i... nadanie rang zasłużonym członkom obozu. Pierwszy był Arriakas. Jego zaskoczenie mieszało się ze strachem. Awans dostali również Necrarch, Flavia, Yageris. Smain niestety był nieobecny. Przyszła kolej na zastanowienie się nad Shelerinem, jednak Yageris poderwał się krzycząc:
- Nie! Ten Elf nie zasługuje na to! Sprzeciw! - krzyknął Yageris
- To, że cenię miłość wyżej niż Szare Pióra nic nie znaczy! - odgryzł się Shelerin wiedząc do czego nawiązuje Yag
- Yagerisie, cicho! - zapiszczała Flavia
- Ja jestem po stronie Yagerisa! - mruknął ktoś z tłumu.
Pomimo płaczu ukochanej Shelerina Kynareth, Rycerze Śmierci postanowili załatwić sprawę honorowo. W tym celu przenieśli się na dziedziniec posiadłości i tam odbył się pojedynek, w którym zwyciężył... Yageris. Shelerin spadł z dość wysokiego muru. Kynareth wskoczyła na swojego konia i ruszyła z posiadłości w stronę puszczy. Granosh tymczasem wykrzykiwał, że trzeba było zabić Shelerina. Zaczęły lecieć wyzwiska między Shelerinem a Granoshem. Granosh urażony widocznie słowami Elfa krzyknął:
- Chcesz zobaczyć moją śmierć? To zaraz będziesz miał okazję! - krzyknął biegnąc w stronę bardzo wysokiego zbocza górskiego
- Granosh! - krzyknął za nim Herszt biegnąc za nim. Yageris ruszył za tą dwójką najszybciej jak mógł. Mimo powstrzymywania... Granosh skoczył...

Płacz, żałoba, zdesperowane nawoływanie Granosha po jego imieniu... Nic...

Dla garstki osób, która została pozostało poznanie prawdy, którą mieli wyjawić Galonger i Flavia, której świadkiem był Yageris o poranku...

_______________________________________________________________________

Zbiegły Druid, który atakował kohortę prowadzoną przez Smaina zdołał przekazać wystarczająco informacji swoim dowódcom z Przymierza. Dzień przed tym oto spotkaniem przed karczmą w Brill pojawił się Gnom, za którym ruszyły wszystkie Szare Pióra. Udało się go zabić, lecz nikt wtedy nie podejrzewał jaki będzie tego koszt. Nikt nie został w karczmie... Wino zostało zatrute, o czym przekonał się Herszt popijając rano wino z beczek. Zmienił się w Gnoma, zaczął biegać, hałasować, drażnić się ze wszystkimi, po czym wybiegł na zewnątrz i ganiał się z Yagerisem i Flavią wokół studni. Oberwał jednak w końcu od Flavii, po czym padł na wznak... Wtedy ciało wróciło do prawdziwej formy... Taurena.
- To Herszt?! - dziwili się Flavia i Yageris
_______________________________________________________________________


- Tak więc... - kontynuowała Flavia - karczmarz mówił, że był u niego tylko jakiś rogaty osobnik...
- Demon? Raczej rozpoznałby Demona i uciekłby!
- Zastanówcie się! Przecież nie tylko Demony mają rogi, mają je chociażby Taureni!
- Nieważne! Do wina dolana została mikstura magiczna opracowana przez Przymierze. Zaprezentuję wam jej działanie. Galongerze?

Po wypiciu wina przez Herszta sytuacja z rana się powtórzyła... Flavia opatrzyła go. Ten zwymiotował kilka razy i usiadł na podłodze...

Spotkanie trwało bardzo długo. Po oficjalnej części Szare Pióra przeniosły się na Arenę na dworze. Była i głupawka w postaci rzucania się śnieżkami i pochodniami.
Jednak ciągle pozostawały myśli o Granoshu...



Tej samej nocy Tauren przekonał się, że nie jest mu dane zaznać spokoju. Zaczęły go nękać kozmary, które uważał za symboliczne. Każdego ranka wstawał strapiony i snuł się po obozie. Szare Pióra nie wiedziały co mają, ze sobą zrobić - nikt ich nie prowadził. A gdy nadeszła pomoc i losy Taurena diametralnie się zmieniły... Herszt zniknął pozostawiając w Obozie swój dziennik...








_______________________________________________________________________

_________________
- B?d? czujny - westchn?? - Ale nie s?dz? ?eby twój wytrawny gracz by? w stanie mnie zaskoczy?. Nie po tym co ja tu przeszed?em.
Rzucili si? tu na mnie szpiedzy, dopad?y wymieraj?ce gady i gronostaje. Nakarmiono mnie nie istniej?cym kawiorem. Nie gustuj?ce w m??czyznach nimfomanki podawa?y w w?tpliwo?? moj? m??ko??, grozi?y gwa?tem na je?u, straszy?y ci???, ba, nawet orgazmem, i to takim któremu nie towarzysz? rytualne rychy. Brrr...
- Pi?e??
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 03 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 03, 2016 8:42 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum corvitempus.forumoteka.pl Strona Główna -> Karty Postaci -> Opisy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz dodawać załączniki na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group