Forum corvitempus.forumoteka.pl Strona Główna corvitempus.forumoteka.pl
Opis Twojego forum
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Arashi

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum corvitempus.forumoteka.pl Strona Główna -> Karty Postaci -> Opisy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Arashi
Mistrz Gry
Mistrz Gry


Dołączył: 25 Sie 2012
Posty: 159

PostWysłany: Czw Gru 13, 2012 6:27 pm    Temat postu: Arashi Odpowiedz z cytatem

Próbowała zasnąć, przewracając się z boku na bok. Jednakże, kiedy tylko zamykała oczy pojawiały się obrazy wspomnień…
- Arashi obudź się ! Obiecałaś, że pójdziesz, że mną nad rzekę.
Głos jej starszego brata wyrwał ją z błogiego snu. Otworzywszy oczy zobaczyła nad sobą uśmiechniętą twarz Abaraia.
– Czekam !
Zawołał i śmiejąc się głośno wybiegł z jej pokoju. Uwielbiała starszego o rok brata, mogłaby za nim pójść w ogień. Szybko ubrała się i wymknęła niezauważona przez matkę. Ona i Abarai rozumieli się bez słów, jakby byli jedną duszą w dwóch ciałach. To on nauczył ją poruszać się w lesie, korzystać z różnych kryjówek. Zawsze chętny do psot i zwariowanych pomysłów. Matka za bardzo nie była tym zachwycona i często przez to obrywali bury. Zwłaszcza ona, zamiast bowiem sposobić się na przyszłą żonę, matkę i panią domu, wolała ze starszym bratem włóczyć się po okolicy. Był tak podobny do ojca z ciemnymi oczami i płomiennie czerwonymi włosami wiązanymi w kucyka, z którego ciągle wymykały mu się niesforne kosmyki. Mieli jeszcze malutką cichą i spokojną siostrę, która z zapałem uczyła się haftu. Ojciec był kowalem i to bardzo dobrym. Nieraz z ukrycia przyglądała się ojcu i starszemu bratu, jak w kuźni stal poddaje się ich woli. Była tym procesem zafascynowana. Więc w tajemnicy brat wprowadzał ją w niektóre sekrety kowalstwa.”
Znów przewróciła się niespokojnie, nie chciała pamiętać … Nie chciała wracać do tamtego dnia.…
„Wracali znad rzeki. Radośnie nieśli złowione ryby i przekomarzali się beztrosko, kiedy poczuli swąd spalenizny i usłyszeli krzyki. Rzucili się biegiem przez pole. Nagle jej brat złapał ją za rękę i przyciągnął do ziemi nakazując milczenie. Schowani w zbożu ostrożnie wychylili się …. Krzyk ugrzązł jej w gardle. Abarai zatkał jej usta ręką.
– Nie patrz... Nie ...
Powtarzał szepcząc do jej ucha i próbując ją odciągnąć. Wyrywała się rozpaczliwie pragnąc powstrzymać jeźdźców i rosłych wojowników, którzy … Wyswobodziła się z uścisku brata, lecz on podciął jej nogi i pochylony trzymał by nie wyszła z tej nikłej kryjówki.
– Arashi, nic nie możemy zrobić...
Jego głos był głuchy, a oczy rozszerzone, zaś po policzkach płynęły mu łzy. Ona też płakała, a przez całe ciało przebiegały dreszcze wstrząsając nią. Lecz nie odwracała głowy….
Widziała. Wszystko… Jej ojciec próbował walczyć, lecz dosięgli go. Kiedy upadł, jeden z rosłych drabów chwycił ich młodszą siostrę i na oczach matki, która rozpaczliwie się wyrywała z ich rąk rozbił główkę dziecka o ścianę domu...”
Zatkała uszy jakby znów usłyszała ten skowyt. Skowyt Elenai, widzącej śmierć małej Eoli. A potem…
„Abarai zakrył jej oczy i przytulił mocno, lecz słyszała, słyszała …Kiedy ponownie spojrzała ciało ich matki leżało w podartej sukni, w groteskowej pozie z poderżniętym gardłem. Wiedziała co zrobili. Chełpili się tym głośno śmiejąc się, gdy podpalali ich dom.
– Abarai... - Szepnęła i wcisnęła mu nóż od ryb do ręki - Obiecaj... - Nie dokończyła. Kurczowo chwyciła jego dłonie, błagalnie patrząc. Kiwnął głową….Kiedy ich otoczyli…Nie zdążył....Potężne szarpnięcie za włosy…Śmiech…Chrapliwe głosy, zapach wina ...
– I kogo my tu mamy, małą suczkę !!!
Głośny rechot. Szarpnęła się, lecz silne ręce trzymały mocno... Jej brat próbował się wyrwać. Udało mu się. Lecz oni się śmieli. Cóż mógł zrobić wyrostek wobec rosłych mężczyzn. Bawili się świetnie szydząc i zadając lekkie ciosy. A potem... Jedno cięcie i czerwone włosy opadły na ziemię. Głowa potoczyła się pod jej stopy, a oni głośno się śmiali pijąc wino i kopiąc tę głowę jak piłkę... Wtedy umarła jej dusza. To było jakby wszystko widziała w zwolnionym tempie, jakby stała obok i patrzyła bez jakichkolwiek emocji. Jak obca osoba... Ból... Ani razu nie jęknęła, nie rzekła ani słowa. Jej usta zamknęły się opieczętowane jej wolą. Dlaczego jej wtedy nie zabili ?... Zabrali ze sobą. Była jak lalka, którą dręczyli, katowali, bili i poniżali, jakby chcieli by wreszcie wykrzyczała, wypłakała swoje cierpienie. Lecz ona milczała… Widziała tortury, okrucieństwo wobec innych istot, rzeczy przerażające i nie oszalała nadal kurczowo trzymając się życia. Żaden z katów nie potrafił jej zabić. Co ją trzymało przy życiu ? Ogień... Ogień zemsty. Karmiła to nienawistne uczucie swoim bólem by rosło i dawało jej siłę. Przyjmowała wszystkie ciosy, patrząc prosto w oczy swoim oprawcom, a oni w końcu odchodzili z przekleństwem. Nie liczyła dni, nocy, miesięcy. Zatraciła dawną siebie, zapominała poprzednie życie. W końcu by jej ciało nie wytrzymało lub któryś z nich wreszcie by ją zabił, gdyby…”
Poruszyła się nerwowo przewracając na drugi bok.
„Swąd, swąd spalonej skóry… Cały budynek płonął, a ona wisiała przywiązana za ręce do belki stropowej z krwawiącymi plecami. Dusiła się od dymu. Belka zajęła się ogniem. Poczuła jak płomienie przepalają sznur obwijający jej przedramiona. Upadła na podłogę, a belka na nią przygniatając poranione plecy. Nie mogła się ruszyć. Ogarnął ją spokój, nie krzyczała. Pomyślała, że wreszcie będzie wolna i zamknęła oczy. Zanim zapadła w ciemność zobaczyła jeszcze na tle blasku płomieni jakąś postać. Poczuła jak ktoś odrzuca płonącą belkę uwalniając ją z pułapki i bierze na ręce. Poczuła ciepło niosące ukojenie, a nie ból. To było tak jakby przyjazna światłość ogarnęła całą jej udręczoną duszę budząc ją z letargu...”
Otworzyła oczy i gwałtownie usiadła na łóżku. Wstała i podeszła do okna otwierając je na oścież. Wiatr przeniknął jej ciało rozwiewając włosy i chłodząc twarz. Wróciła do łóżka i usiadła na nim ze skrzyżowanymi nogami.
„Była jak ranne zwierzątko, milcząca i nieufna. Minęło parę miesięcy zanim po raz pierwszy się odezwała. Paladyn był cierpliwy. Nigdy jej nie zapytał jak i dlaczego znalazła się w tym płonącym budynku. Nie okazywał gniewu, nawet wtedy gdy pocięła suknie jakie jej kupił. Nie rzekł też nic, gdy obcięła swe długie włosy skracając je do ramion. Jej rany powoli goiły się pozostawiając okropne blizny na plecach i przedramionach. W nocy zaś wracały koszmarne wspomnienia. Powracały w nich ich twarze. Twarze, które tak bardzo nienawidziła. Chciała nauczyć się walczyć, by już nigdy nie czuć się bezsilną. Marzyła o zemście i odchodząc bez słowa, podążyła za tym pragnieniem...”
Westchnęła i przymknęła ponownie oczy ...
„Ged ....Szarooki mistrz nauczył ją walczyć i w pewien sposób zastąpił jej ojca. Nigdy nie dowiedziała się dlaczego wtedy nie wydał jej strażnikom i wybrał na swoją uczennicę. Nie zadawał pytań o jej przeszłość. Zawsze opanowany i wymagający. Jego surowe oceny i komentarze bardziej bolały niż razy w niezliczonych morderczych treningach. Nigdy tak naprawdę go nie poznała. Był skryty, bezwzględny i twardy. Nieraz rozcierała posiniaczone ręce i nogi, czy wycierała krew ze skaleczeń. Starała się zapamiętać wszystko czego jej uczył i ćwiczyła nie zważając na zmęczenie czy bolące od wysiłku mięśnie....
- Jeszcze raz !
Spokojny głos był jak bicz, który uderzył z precyzją.
– Skup się !
Podniosła się z kolan i otarła krew płynącą z rozciętej wargi po niespodziewanym uderzeniu z łokcia. Zacisnęła mocno zęby, a palce na głowni jednoręcznych mieczy pobielały od silnego uścisku. Od paru miesięcy jej mistrz uczył ją walki na miecze. Nie przepadała za tym, wolała sztylety i uderzenie z zasadzki, z ukrycia, które kończyło z reguły życie ofiary. Jednakże Ged uznał, iż winna nauczyć się też walki w bezpośrednim starciu. Sam miał dwa piękne miecze o prostej głowni. Nazywał je pieszczotliwie Kłem i Żądłem. Miecz wykonany z siedmiu warstw stali wyostrzony tak, iż przecinał każdą prawie zbroję zwał Kłem. Żądło zaś lśniło w jego ręku delikatną zieloną poświatą i było zatrute. Trucizna nie zabijała, ale nawet draśnięcie powodowało u przeciwnika stan odrętwienia, skutecznie eliminując go z walki. Oba miecze były smukłe i lekkie, o eleganckiej linii, doskonale wyważone i piekielnie niebezpieczne w jego rękach. Teraz jednakże trzymał miecze o szerokich ostrzach jakie zakupił dla celów treningowych. Ged stał nieporuszony z drugiej strony polany. Oddychał spokojnie i czekał, aż zrobi kolejny ruch. Starała się uspokoić i na nowo skoncentrować. Przychodziło jej to z trudem, czuła zmęczenie. Obolałe mięśnie domagały się odpoczynku. Błyskawicznie przebyła dzielący ich dystans. Uderzyła z dołu i z góry wyprowadzając ciosy. Był na nie przygotowany bo odbił je z łatwością. Odbiła się i robiąc śrubę w powietrzu cięła z półobrotu zahaczając o jego szyję swoimi nogami i siłą rotacji zmuszając by zrobił przewrót nie dopuszczając by złamała mu kark. Zablokował cios i odskoczył z przewrotu na bezpieczną odległość uchylając się od drugiego cięcia wyprowadzonego z boku wzdłuż linii ramion. Odskoczyli od siebie zataczając krąg. Zaatakowali jednocześnie wybijając się w powietrze. Miecze zabrzęczały, gdy nawzajem zablokowali swoje ciosy, odrzucając się znowu na bezpieczną odległość. Ged przykląkł na jedno kolano, ostrza skierowując na dół. Wykorzystała to błyskawicznie, jednym skokiem trafiła stopą o jego zgięte kolano, odbiła się i robiąc salto nad jego głową zamarkowała potężne uderzenie w tył barków. Lecz nie doceniła go. Zrobił unik tak, iż miecz przeciął powietrze, a ona poczuła silne uderzenie w ramię. Uderzenie odrzuciło ją. Tylko dzięki wrodzonej gibkości zawdzięczała to, iż jakoś wylądowała na ugiętych nogach, a nie padła na ziemię.
– Nieźle, ale musisz się bardziej postarać.
Ged był nieubłagany. Miała już dość tego morderczego treningu. Postanowiła go zakończyć. Uderzyła ponownie robiąc unik dosięgła jednym z mieczy do jego włosów rozcinając rzemień, którym były związane. Lecz nie doceniła szybkości i refleksu swego nauczyciela. Nim się spostrzegła leżała na ziemi, a on kolanem dociskał jej tułów zaś jedno z ostrzy zawisło w bezpiecznej odległości nad jej szyją. Nie mogła się ruszyć. Jego ciężar przygniatał ją. Oddychała ciężko i nagle… Jak błysk w jej głowie wróciło wspomnienie… Wspomnienie, które zakopała najgłębiej jak potrafiła, którego nie chciała pamiętać. Wspomnienie bólu, który rozsadzał… Twarze, śmiech i wulgarne słowa, własna bezbronność… Poczuła płomień gniewu, który narastał, ogarniał całą jej istotę. Wściekłość na nich… Wszystkich…. Podkurczyła kolana i sama właściwie nie wiedząc co robi jednocześnie wykonała solidne kopnięcie w jego klatkę piersiową blokując przedramieniem i głownią swego prawego miecza ostrze, które zawisło nad jej szyją, a lewą ręką odbijając jego drugą broń. Już nie widziała swego mistrza tylko ich … Uderzała wściekle ogarnięta nagłą furią, a gniew spotęgował jej szybkość. Ciosy wyprowadzała jeden po drugim, a jej ciało robiło uniki instynktownie, tak jakby jej umysł wyłączył się. Napierała, a on spokojnie cofał się odbijając jej pchnięcia. W końcu poczuła, iż siły ją opuszczają, a wtedy… Znów wylądowała na ziemi. Lecz Ged tym razem przytrzymał ją, aż się uspokoiła. Po czym puścił, wbił swoje miecze obok i usiadł nie patrząc na nią. Uniosła się z ziemi siadając naprzeciw niego. Oboje oddychali ciężko.
– Arashi...
Usłyszała jego cichy głos.
– Na dziś koniec treningu.
Po czym spojrzał na nią surowo, odgarniając włosy z czoła spokojnie przemówił
- Musisz nauczyć się panować nad swoimi emocjami. Dziś popełniłaś błąd. Gdybyś walczyła z prawdziwym wrogiem już byś nie żyła.
Spuściła głowę. Podniósł się i pochylił nad nią. Uniósł jej twarz i dotknął dłonią miejsce gdzie biło jej serce.
– Jeśli chcesz być skuteczna, musisz to co kryje się tu…Wyłączyć, pogrzebać...
Następnie dotknął jej czoła.
– Musisz zachować spokój, bo tylko tak będziesz w stanie przewidzieć ruch przeciwnika. Nie ulegaj emocjom, bo kiedy Tobą zawładną tracisz kontrolę, a wtedy możesz popełnić omyłkę kosztującą życie.
Wstał i odwrócił się.
– Jeśli nie nauczysz się tego, nie będziesz w stanie zmierzyć się ze swoimi demonami.
Rzucił przez ramię, wziął miecze i odszedł zostawiając ją z własnymi myślami. Po drodze dotknął boku, ale tego już nie widziała. Przecięty skórzany kaftan i koszula odsłaniały draśnięcie....
-Jest szybka, piekielnie szybka - pomyślał...”.
Kolejne wspomnienie....
„Wracali po wykonanym zadaniu…Wpadli w zasadzkę. Siła i doświadczenie jej mistrza oraz jej szybkość i zręczność tworzyła zabójczy duet, więc udało im się wyrwać. Ruszyli dalej. Kiedy dotarli nad jezioro, zaproponował by zatrzymali się tu na noc. Usiadł opierając się o głaz z twarzą zwróconą w kierunku tafli wody.
- Zbierz duży stos drewna – powiedział cicho.
Posłusznie wykonała polecenie nie zadając pytań. Kiedy skończyła, zapadał już zmierzch. Rozpaliła małe ognisko i usiadła obok niego przygotowując posiłek. Jedli w milczeniu. Ged szczelniej otulił się peleryną. Była cicha noc, zaś gwiazdy błyszczały w oddali.
- Arashi … Jak odejdę, weź moje miecze.
Powiedział to spokojnie bez emocji. Drgnęła.
- Ale…
Przerwał jej szorstko.
- Nie dyskutuj… Tak postanowiłem... Pasują do Ciebie. Nie chcę, by ktoś inny je miał. Spojrzał w niebo i dodał już miękko - Piękna noc. Śpij. Będę czuwał.
Obudziła się o świcie. Mgła unosiła się, a ptaki zaczynały swoje poranne trele. Ognisko wygasło. Ged siedział z pochyloną głową. Dotknęła jego ramienia. Było zimne. Potrząsnęła nim. Jego powieki drgnęły i wolno uniosły. Szare, spokojne oczy. Chciał jej coś powiedzieć, ale usta tylko poruszyły się bezgłośnie. Pochyliła się tak, że jej ucho znalazło się na wysokości jego ust.
- Zawsze…- Poczuła delikatne tchnienie i głowa mu opadła. Objęła go. Nie płakała. Tuląc jego głowę przesiedziała tak wiele godzin… Znalazła jątrzącą się starą ranę... Wiedział, że odchodzi.... - Nie bój się śmierci - przypominały się jej jego słowa - zabójca jednym ciosem przecina nić życia innych istot. Więc nie możesz czuć strachu ani przed życiem ani przed ostatecznym kresem. Musisz kroczyć swoją drogą, by nie żałować niczego. Kto myśli inaczej jest głupcem. Śmierć jest wpisana w życie czy tego chcesz czy nie. Jeśli to przyjmiesz to nie będziesz się jej lękać…” Obłożyła ciało zebranym drewnem i podpaliła stos. Jej drobna sylwetka odbijała się od żarłocznych płomieni, które strzeliły wysoko snopem iskier dosięgając milczących gwiazd.… Stos wypalił się przez noc. Nad ranem zebrała to co zostało w pelerynę i zakopała przy głazie… Wtedy przysięgła sobie, że dopełni zemsty. Tyle lat czekała by wyrwać to co boli i unicestwić na zawsze. Tego dnia rozpoczęła polowanie. Na tych, których twarze wyryte miała krwawym śladem w swej duszy. Rozpoczęła walkę ze swoimi demonami…
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 04 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Nie Gru 04, 2016 3:17 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum corvitempus.forumoteka.pl Strona Główna -> Karty Postaci -> Opisy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz dodawać załączniki na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group