Forum corvitempus.forumoteka.pl Strona Główna corvitempus.forumoteka.pl
Opis Twojego forum
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Zdrada

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum corvitempus.forumoteka.pl Strona Główna -> Krucze Opowieści
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Aniras



Dołączył: 12 Wrz 2012
Posty: 24

PostWysłany: Pon Gru 17, 2012 8:09 pm    Temat postu: Zdrada Odpowiedz z cytatem

Niewielkie pomieszczenie, w którym znajdował się regał z różnorakimi księgami i masywnym biurkiem, na którym znajdowały się puste księgi oraz wszelakie pióra, atramenty oraz kilka świec, rozjaśnił promień światła z korytarza. Strudzony nieumarły wszedł to pomieszczenia. Zamknął za sobą drzwi, podszedł do biurka, wyciągnął z kieszeni zapałkę. Odpalił ją i użył do rozpalenia świec. Wyciągnął spod biurka duże, wygodne, zdobione krzesło i usiadł na nim. - Nareszcie.- powiedział cicho do siebie i otworzył księgę leżącą na środku biurka, tuż przed nim. Z pośród kilku rożnych piór wybrał swoje ulubione, gryfie. Pomyślał chwilę i spojrzał na bordową zasłonę, całkowicie pochłaniającą światło z zewnątrz. Rozejrzał się. W pomieszczeniu panował półmrok, lecz miejsce pracy było dobrze oświetlone. Zamoczył pióro i zabrał się do pisania.

Rozdział pierwszy
Jakiś czas temu dołączyła do naszego bractwa pewna elfka. Jej skóra była blado-niebieska, a włosy niemal śnieżnobiałe. Od razu można było spostrzec, że los jej nie oszczędził. W naszym bractwie byli już członkowie z podobnymi przeżyciami więc przyjęliśmy ją z otwartymi ramionami. Do teraz pamiętam tą chwilę, jakby to było kilka godzin temu. Radość jaką okazała, że w końcu ktoś ją zaakceptował. Aniras, bo tak się nazywała miała wiele na sumieniu, o ile można powiedzieć, że rycerze śmierci je mają, i zachowywała się dosyć dziwnie. Bardzo dobrze radziła sobie z bólem jaki ją spotkał podczas jej egzystencji. Pierwszy raz widziałem rycerza śmierci bezwarunkowo pomagającego innym. Jednak po pewnym czasie coś się wydarzyło.

Rozdział drugi
Pewnego razu Aniras zniknęła bez śladu na kilkanaście dni. Zaczęliśmy się zastanawiać czy coś się jej nie przytrafiło złego i czy nie zacząć jej poszukiwać. Na szczęście, a raczej nie szczęście niedługo po tym wróciła. Mieliśmy racje. Nie była już towarzyska i otwarta na innych, raczej wredna, zapatrzona w siebie, chciwa i rządna krwi. Żałuję, że wtedy nie podjęliśmy żadnych działań może lepiej by się to zakończyło. Co ciekawsze nie tylko jej charakter się zmienił. Jej skóra przybrała szary odcień, a włosy granatowy. Gdyby nie jej miecz, zbroja i wierzchowiec, w ogóle bym jej nie poznał. Na zadawane jej pytania, reagowała agresywnie i odchodziła. Zaczęła bawić się kosztem innych i okrutnie torturować swoje ofiary. Jak się okazało to był początek kłopotów.

Rozdział trzeci
Pewnego razu udałem się w miejsce, gdzie podobno przebywała, było to w Lesie Srebrnych Sosen. Gdy dotarłem na miejsce ujrzałem coś w rodzaju obozu wojskowego. Wielu nieumarłych kręciło się tam. Fakt ten wywołał u mnie nie małe zdziwienie, wszak po co jej armia? Kolejną rzeczą, która wprawiła mnie w zdziwienie, było to jak szybko ich liczebność wzrasta i jak się okazało to nie był koniec niespodzianek. Przy ognisku ujrzałem tajemniczą, zakapturzoną postać. Znacznie różniła się od tych wszystkich nieumarłych. Zaciekawiony podszedłem, a ona wstała i obróciła się w moją stronę. Okazało się, że był to elf, którego znałem, ale nie mogłem w to uwierzyć. Był to Gvynbleid, jak się później okazało brat naszej kłopotliwej elfki. Zabiła go i zmieniła w rycerza śmierci. Nawet ja nie mogę pojąć jak można dopuścić się takiego czynu, a jestem przecież opuszczonym. Żeby własną rodzinę... Niestety i tym razem nie podjąłem, żadnych kroków odnośnie Aniras, a to była ostatnia szansa. Niestety niebawem przyszło nam za ten błąd zapłacić.

Rozdział czwarty
Nasze następne spotkanie nastąpiło w Hammerfall, posterunku Hordy na wyżynach Arathi. Gvynbleid był dosyć rozmowny, natomiast jego siostra prawie w ogóle się nie odzywała. Moją uwagę zwrócił, podejrzewam, że nie tylko, dziwny hełm. Wcześniej rzadko kiedy widziałem Aniras w hełmie, i to na pewno nie był ten. Teraz w ogóle go nie ściągała, nawet w karczmie. W dodatku swój miecz zastąpiła podejrzanie wyglądającym toporem, od razu z postrzegłem, że jest z nim coś nie tak. Udałem się na krótki wypoczynek, a gdy wróciłem nikogo już nie było. Popytałem miejscowych o moich towarzyszy i w końcu udało mi się uzyskać informacje, w którą stronę się udali. Ruszyłem więc tą samą droga i po chwili zobaczyłem jednego z moich towarzyszy, Khaina, taureńskiego wojownika, nachylającego się nad czymś. Gdy podjechałem bliżej okazało się iż było to ciało Gvynbleida niemal rozcięte na pół. Khain z ukrycia obserwował rodzeństwo i słyszał ich rozmowę. Okazało się, że Aniras postradała zmysły i zabiła brata, tylko dlatego, że próbował ją uświadomić, że zmienia się w potwora i nie chce również taki być, jednak jak widać było już za późno. Musieliśmy zdecydować co robić dalej, a przede wszystkim zadbać o to, aby zneutralizować zagrożenie ze strony elfki.

Rozdział piąty
Wraz z Khainem i rycerzem śmierci Motorollą udaliśmy się do Booty Bay, portu goblinów w dolinie Stranglethorn. Postanowiliśmy jakoś wywabić Aniras więc opowiedziałem historyjkę o świętym artefakcie nieopodal. Tylko ja wiedziałem, że to nie prawda, ale nie chciałem ryzykować, że ktoś powie jej o tym iż jest to pułapka. Efekt był natychmiastowy. Spotkaliśmy ją jeszcze zanim opuściliśmy mieścinę. Podróż przebiegła bez problemów. Dotarliśmy do urwiska, gdzie znajdowała się fontanna. Była ona oddzielona od reszty rzeką. Jedynym sposobem, aby się do niej dostać było przejście przez stary, wiszący most. Nie byłem pewien czy wytrzyma, ale na szczęście okazał się solidniejszy niż na to wyglądał. Pozostało nam tylko czekać. Po kilku minutach po drugiej strony mostu ukazały się wrota śmierci, z których wyszła nasz renegat. W międzyczasie ukazała się nam łotrzyca imieniem Aleria, która powiedziała nam, że cały czas byliśmy śledzeni. Po trwającej dosyć krótko próbie rozmowy, Aniras przywołała do siebie kilkunastu swoich nieumarłych podwładnych i wymówiła "Macie dostarczyć mi ich ciała." Te słowa będę pamiętał bardzo długo, nie mogłem uwierzyć, że do tego doszło. Po tym Aniras uciekła przez wrota śmierci, a nieumarli rzucili się na nas niczym hieny na padlinę. Nie byli zbyt silni jednak ich liczebność była nieco kłopotliwa. Po uporaniu się z przeciwnikami zaczęliśmy szukać nowego tropu. Na niego nakierował nas troll. Rycerz śmierci zwany Jontha.

Rozdział szósty
Jontha zaprowadził nas na Outland. Z nami udał się łowca Galonger, a później dołączyli Khain i Alera. Jontha zaprowadził nas do doliny Shadowmoon ,gdzie miał czekać jego informator. Niestety ten zaginął natomiast spotkaliśmy inną ciekawą postać. Elfia kapłanka od samego początku była nieznośna. Tak swoją drogą dostrzegłem pewne podobieństwo miedzy nią, a tą, której szukaliśmy. Lekceważyła nas i nic nie robiła sobie z bólu, który jej zadawaliśmy. Bo długiej i niezwykle męczącej rozmowie powiedziała nam ich ten informator "pływa" sobie w jeziorze lawy. Z dalszej rozmowy wynikało, że była to uczennica Aniras, jednak sposób w jaki się o niej wyrażała zaprzeczał temu oraz to, że jak to się wyraziła, próbowała "uratować" Aniras, która udała się do Cytadeli Icecrown zgładzić Króla Lisza. Skoro była jej adeptką, czemu nam zdradziła miejsce jej pobytu? Jakby tego było mało okazało się iż ma dwa oblicza. Jedno dobre, a drugie złe, które przyjęła dobrowolnie w zamian za nieśmiertelność i chyba tego żałowała. Ten fakt to tylko moja opinia jaką wysnułem z tej sytuacji. Gdy dowiedzieliśmy się tego co nas interesowało Khain postanowił ją zabić. Musieliśmy jak najszybciej wyruszyć do Lodowej Korony.

Rozdział siódmy
Zdawaliśmy sobie sprawę, że może być to pułapka, a nawet jeśli intencje tajemniczej kapłanki były dobre to i tak nie będzie łatwo. Na szczęście informacje okazały się prawdziwe. Aniras przebywała w Świątyni Ciemności tuż pod samą cytadelą. Wraz z Jonthą, Khainem oraz Alerą weszliśmy do środka. Budowla i atmosfera w niej panująca spowodowały, że nawet ja poczułem obawy. Na drugim jej końcu znajdował się dziwny obelisk z czerwonym kryształem, a po bokach znajdowały się ławki pełne kultystów ci jednak nie byli agresywni. Gdy się zbliżyliśmy Moje obawy potwierdził głos samego Króla Lisza. Aniras nie chciała rozmawiać, niemal od razu rzuciła się do ataku. Co najgorsze nie dało się jej zabić. Zauważyłem, że za każdym razem kiedy otrzymywała cios, który powinien ją uśmiercić jakby wysysała życie z kolejnych kultystów. Była wymagającym przeciwnikiem. Mimo, że byliśmy we czwórkę szala zwycięstwa coraz bardziej przechylała się na jej stronę. Postanowiłem spróbować dosyć niekonwencjonalnego rozwiązania i wyciągnąłem jej podobiznę zza życia, znalezioną przy ciele jej brata. Zadziałało. Elfka upuściła topór i w końcu zdjęła hełm rzucając go na podłogę. W końcu po tak długim czasie, mieliśmy okazję ją spotkać. Przez ten jeden moment to była prawdziwa Aniras. Jednak tym razem to my nie chcieliśmy rozmowy i zaślepieni rządzą zemsty wznowiliśmy walkę. Zanim zdążyła podnieść topór Khain wywrócił ją na ziemię i wbił w nią swoje ostrze, powoli przesuwając i rozpruwając jej ciało. Dalej długo się trzymała, jednak już się nie regenerowała. Zastanawiam się tylko czy było to spowodowane tym, że wraz ze swoim ostrzem utraciła tę zdolność czy może wiedziała, że takie zakończenie będzie najlepszym rozwiązaniem. Gdy przestała się ruszać wojownik odciął jej głowę i oddaliliśmy się. Alera zauważyła, że ci jej wyznawcy, czy jakkolwiek ich nazwać zbiegali się do jej ciała. Z tego nie mogło wyniknąć nic dobrego jednak byli zbyt liczni, aby podjąć walkę. Poszliśmy każdy w swoją stronę, ale jedno było pewne. To nie był koniec tej historii...


Nieumarły odłożył pióro na swoje miejsce, zamknął księgę i wstał od biurka, cicho zasuwając za sobą krzesło. Zdmuchnął świece i spokojnym krokiem wyszedł z pomieszczenia.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 03 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 03, 2016 8:39 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum corvitempus.forumoteka.pl Strona Główna -> Krucze Opowieści Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz dodawać załączniki na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group