Forum corvitempus.forumoteka.pl Strona Główna corvitempus.forumoteka.pl
Opis Twojego forum
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Komnata Shinala

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum corvitempus.forumoteka.pl Strona Główna -> Siedziba Gildii Corvi Tempus -> Prywatne Komnaty
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Shelerin



Dołączył: 11 Lis 2012
Posty: 42

PostWysłany: Czw Lut 21, 2013 9:46 pm    Temat postu: Komnata Shinala Odpowiedz z cytatem




Komnata elfiego rycerza śmierci która zajął dość niedawno, była umiejscowiona w korytarzu wiodącym do biblioteki. Elf marzył o namiastce ciszy, spokoju i byciu z daleka od ciekawskich oczu, dlatego tez wybór padł na owe pomieszczenie. Początkowo elf zwątpił co do swojej decyzji – pokój szalonego alchemika z cala masa tomów, reagentów, pustych bądź stłuczonych fiolek oraz wszelakich mikstur alchemicznych niezbyt do niego pasował tym bardziej iż sam nie parał się szlachetną sztuką alchemii. Jednak w miarę jak rycerz śmierci odkrywał kolejne „sekrety” komnaty coraz bardziej zdawał sobie sprawę jak bardzo pomylił się w początkowym osądzie a pokój jest ucieleśnieniem marzeń dla samotników i myślicieli.

Rycerz śmierci po uprzątnięciu pomieszczenia, zaniesieniu większości rękopisów do biblioteki oraz ustawieniu mikstur w dolnych regalach biblioteczki, rozpoczął wdrażanie własnego porządku czego w efekcie była niemal doskonała harmonia elfiej estetyki, stylu, a zarazem prywatnego gabinetu, w którym mógł przygotowywać swoje ambitne plany, spisywać dzienniki bądź po prostu odpoczywając przed kolejną wyprawą.


Pokój częściowo oświetlał kominek położony na końcu pomieszczenia, jednak w kilku miejscach cień padał na regały, zawierające cale stosy ksiąg zdobyte bądź nabyte podczas licznych podroży Quel’dorei: traktaty filozoficzne ,elfie poematy ,ballady i pieśni ,manuskrypty z Acherusa które lubił czasem poczytać aby odtworzyć sobie retrospekcje bitwy ze Szkarłatną Enklawą ,księgi nekromatyczne i runiczne magii ,tomy o taktykach i przebiegach bitew i potyczek oraz wiele więcej różnorakich innych ksiąg. Obok kominka po prawej stronie zawsze znajduje się kilka kloców drewna, zaś po lewej niewielkie schody prowadzące do balkonu, którego uwielbiał obserwować trakt wiodący do twierdzy, kamienna bramę z litymi drewnianymi wrotami nieco już naruszonymi przez czas,ruiny podzamcza oraz dziedziniec przed twierdzą. Niewielką kolumnę przy ścianie łącząca kamienna balustradę dekoruje kamienny gargulec rycerza śmierci który dla wielu pozostaje tylko ciekawym dodatkiem. Wielu jednak twierdzi ,że podczas nocy zwłaszcza kiedy księżyc jest w pełni, owa „ozdoba” znika a w tym czasie, coś co na pewno nie przypomina kruka szybuje po gwiaździstym nieboskłonie. Przy biurku po zachodniej stronie komnaty elf spisuje raporty, opisuje w kajecie swe perypetie lub też siada w eleganckim fotelu i duma. Kolo niego oraz na ścianę obok znajdują się portrety jakieś nieznanej mu kobiety, jednak dla pamięci poprzedniego właściciela pokoju wołał je zachować. Wiedział swego czasu jak wygada uczucie do kobiety i często tez patrząc w malarskie dzieła debatuje nad zmiennością uczuć niewiast.


W kilku kufrach umiejscowionych w rożnych częściach pokoju składował on swe pamiątki z licznych wypraw oraz rzeczy osobiste swej oblubienicy z zakonu Ebonowego Ostrza, którą dalej poszukuje. Na środku jego kwatery znajduje się podest na księgę która zabezpiecza runicznym glifem oraz saronitowym łańcuchem z kłodką. Manuskrypt autorstwa Kel’Thuzada zawiera kilka potężnych nekromatycznych formuł, które w nieodpowiednich rekach mogą być bardzo niebezpieczne. Elf zaś nie mówi co ona zawiera i skąd ja ma, szybko jednak zbacza na inny neutralny temat pytającego dając mu dyskretnie do zrozumienia ,że w tej kwestii nie ma nic do powiedzenia. Kamienny stół w centrum jego pokoju zazwyczaj służy jako jego „centrum dowodzenia” – rycerz śmierci głowi się tam nad mapą ,opracowuje strategie bitewną ,bądź tez od czasu do czasu analizuje sytuacje na froncie w Northrend wymierzone w Plagę bądź czasami Przymierze. Biblioteczki na które wspina się po drabine zawierają zazwyczaj mało ważne dla niego księgi po które rzadko kiedy sięga oraz magiczne pergaminy ,zaś kubeł kolo kamiennego stołu zawiera kilka stworzonych przez niego operacji które czekają na zrealizowanie podczas kampanii Ebonowego Ostrza w Northrend. Świeczniki po przeciwległych stronach pokoju są używane wyłącznie podczas pobytu gości w jego kwaterze a i to nie zawsze. Natomiast zawieszone u nasady sufitu dwie lampy naftowe nad biurkiem oraz kamiennym stołem, są nader często używane ,albowiem elfa najlepsze pomysły nawiedzają nocą. Napisy wyryte w kamieniu w języku Thalassiańskim głoszą: „Żyjemy dla jednego celu: odkupienia" oraz „Umacniaj swą nienawiść, niech ci pomoże" ,aby nie zapomniał co tak naprawdę jest jego ostatecznym celem i sensem egzystencji. Cały pokój przyozdabiają trzy flagi rozciągnięte pod sufitem oraz ścianach: Biała z logiem bractwa Corvi Tempus wraz z rozciętym u dołu symbolem Szarych Pior, czerwona z emblematem Hordy oraz szara ze znakiem Ebonowego Ostrza. Alegorii o owych proporcach krążących po zamku jest cale mnóstwo ,zaś elf ani nie potwierdza ani nie dementuje żadnej z nich.


W dolnej części pokoju oddzielonej ściana znajduje się rozsuwana szafa wyrzeźbiona w Quel’Thalas, komoda która pamięta jeszcze poprzedniego właściciela komnaty oraz dwuosobowe, majestatyczne łoże, które elf sprowadził do twierdzy aż z Silvermoon razem z ostatnim transportem zapasów. Pomiędzy garderoba a posłaniem znajduje się wejście do odosobnionego pokoju elfa. Takie zastosowanie użyto głownie ze względów bezpieczeństwa i wygody albowiem drzwi wejściowe strasznie skrzypią i nie może ujść to uwadze śpiącego.


W bibliotece po lewej stronie ściany znajduje się widoczna dziura w podłodze wraz z drabiną ,która prowadzi w głąb do kazamatu. Poniżej znajduje się zbrojownia wraz z niewielkim miejscem do prowadzenia ćwiczeń na małej arenie ogrodzonej linami oraz kilkoma manekinami obok niej. Po lewej stronie na stojakach stoi wszelaka bron od drewnianego miecza ,stalowej klingi ,elfiego miecza połtoraręcznego na runicznym orężu jedno i dwuręcznym kończąc. Na niektórych manekinach wiszą także pancerze elfa zaś w kilku skrzyniach z logiem Ebonowego Ostrza znajduje się jego pozostały rynsztunek – róg wojenny nasączony mroczna magią Plagi, luneta, nieco magicznych ingrediencji ,kilka magicznych pieczęci które rycerze śmierci noszą zawsze ze sobą zależnie od zleconego zadania oraz cala masa innego niezbędnego sprzętu. Całość pokoju znajduje się w półmroku oświetlanym jednie przez kilka pochodni na ścianach obok drabiny i miejsca do ćwiczeń. W prawym kacie znajduje się niewielki wydzielony boks ze stogiem siana oraz kamiennymi blokami i rozkopana glebą, dla nieodłącznego kompana rycerza śmierci - ghoula. Pilnuje on aby przez tajne przejście znajdujecie się obok jego słomianego „posłania” nie przedostał się nikt niepożądany. Ponad to w boksie wisi niewielki haczyk a na nim zawieszony klucz do kłódki ,strzegący księgi Kel’Thuzada. Obok miejsca wydzielonego dla nieumarłego sługi elfa, znajduje się kilka przyrządów tortur m.in. wisząca klatka oraz dyby – kolejne pozostałości po poprzednim właścicielu komnaty ,który jak widać miał ku temu swoje powody aby je tutaj trzymać pomimo obecności lochów w twierdzy.

Ukryta ściana przesuwa się kiedy osoba wchodząca popchnie odpowiedni kamień przed siebie ,zaś w dalszym korytarzu panują zupełne ciemności. Obok wejścia jak i zarówno wyjścia znajduje się para pochodni jednak bez krzesiwa i hubki ,a ono samo prowadzi do starannie zamaskowanego wyjścia w murze ,porośniętego gęstego Grobowym Mchem ,które znajduje się w południowej części murów obronnych bastionu. Dojście do głównego traktu prowadzącego do twierdzy zabiera w sprzyjających okolicznościach kilka minut.

_________________
"Trzeba walczyć dwojako: trzeba być lisem i lwem... Dobra walka nie opiera się tylko na sile, mocy, trzeba być na tyle sprytnym, żeby móc swojego przeciwnika przechytrzyć."


Ostatnio zmieniony przez Shelerin dnia Pią Lut 28, 2014 5:55 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 03 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 03, 2016 8:45 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Shelerin



Dołączył: 11 Lis 2012
Posty: 42

PostWysłany: Czw Lip 04, 2013 6:32 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Motyw muzyczny

Rycerz śmierci spokojnym, opanowanym krokiem szedł przez korytarz, oświetlając sobie drogę pochodnią. Kiedy doszedł do swej komnaty, która umiejscowiona była o rzut kamieniem od biblioteki, zaczął obluzowywać na posadzce, jedną z kamiennych płytek. Kiedy próba ta odniosła rezultat, położył na ziemi owinięty w szmaty długi przedmiot, palcem wskazującym oraz serdecznym lewej ręki począł przeszukiwać niewielkie zagłębienie. Po kilku chwilach próba ta udała mu się i zabezpieczył on ponownie swój „schowek”. Przełożył pochodnie i klucz do przeciwnych rąk i począł otwierać swój przybytek. Pierwsze co go powitało to dźwięk skrzypiących drzwi. Elf włożył do umieszczonej na ścianie korytarza zardzewiałego uchwytu łuczywo, i wszedł szybko do pokoju przymykając drzwi. Ciemność… Nieprzenikniony mrok witający swego właściciela swym uściskiem… Elf zrzucił z ramion balast, który z głuchym brzdękiem upadł na podłogę i położył na łóżku owinięty przedmiot. Wreszcie w domu – pomyślał ironicznie. Domu… dobre sobie. Kolejne miejsce gdzie długo nie zagrzeje miejsca. Ale przynajmniej mam cisze i spokój… Na razie...

Quel’Dorei skierował swe kroki na balkon. Wciągnął zachłannie do nozdrzy powietrze, chodź wcale tego nie potrzebował. Po burzy zawsze następowało rześkie powietrze, które było alternatywą do tego dusznego, przed zbawienna dla ludzi i przyrody burzą.Dalej odczuwasz więź z naturą elfie, chodź jesteś jej wrogiem, jak wszyscy nieumarli... Jak wszystkie spaczone istoty – myślał enigmatyczny banita.Zabawne… Ty jesteś całkowite zaprzeczeniem swej rasy i dawnego siebie, sądzisz, że dalej natura będzie dla ciebie łaskawa? Jesteś żałosny – pomyślał i oparł się na o kamienną balustradę. Patrzył za horyzont, jednak myślami był znacznie dalej… Tam gdzie wzrok i słuch nie sięga...

Ślepo lojalni elfi paladyni spośród szeregów Krwawych Rycerzy… Równie dumni co głupi upadli Quel’Dorei zwący się teraz „Dziećmi Krwi”… Gawiedź idący za swymi bezmyślnymi przywódcami tacy jak Kael’Thas... Wiodący im ku upadkowi. To dalej mój lud ale… czy muszą być aż tak bardzo patetyczni? Ograniczeni? Krótkowzroczni? Czy to że raz zrobiłem ogromny błąd skreśla mnie z listy sojuszników i czyni wrogiem? Czy każdy paladyn którego spotkam dąży do przelania mej krwi wbiec naukom które się im wpaja? Kodeksowi? Moralności? Czy naprawdę jedynym sposobem przetrwania jest pogląd „Zabijaj albo ty zostaniesz zgładzony”? Zycie to dżungla, gdzie każdy „dzieli się na łowców i ofiary”. „wszech porażająca nas wszystkich pogarda”, paladyni przeciwko swym upadłym braciom – rycerzom śmierci, Sin’Dorei zwalczających nieustępliwie i gorliwie Quel’Dorei popierających Przymierze, Dumni i „honorowi” ludzie mordujący bez litości inne nacje i rasy… A najgorzej mamy my… Nieumarli…Nieważny czy jesteś Opuszczonym , rycerzem śmierci czy może członkiem sił Plagi bez własnej woli… każdy najchętniej wypatroszyłby cię dla samej zasady – elf odwrócił się i oparł ramiona ponownie na kamiennej balustradzie. Zycie, nawet to wieczne jest przereklamowane. Każdy kolejny dzień to walka o bezcelową egzystencję. Jedyną rozrywką może być zabijanie, żeby zaspokoić „wieczny, niezaspokojony głód” trawiący nas rycerzy śmierci od środka. Nieważne… Znowu myślę o jakiś bezsensownych rzeczach na które i tak nie mam wpływu… Chyba czas, żeby wreszcie zakończyć to co zacząłem kilka tygodni temu… Prawda? Prawda!

Rycerz śmierci z trzaskiem zamknął drzwi od balkonu i udał się ponownie do swojego pokoju, gdzie zostawił swój dobytek. Na miejscu przejrzał jeszcze raz zawartość plecaka, wszystkie rzeczy położył na łóżku i wreszcie zdjął kaptur z głowy, który zaczął mu powoli ciążyć, bardziej jako pretekst niż przyczyna. Następna w kolejce była pochwa z runicznym orężem, którą głupotą byłoby nosić we własnej kwaterze. Każdą rzecz z osobna brał do ręki i kładł na jedną z dwóch kupek. Na końcu zaś została mu niewielka, szara urna z nieco zamazaną, wygrawerowaną literą W oraz ów tajemniczy pakunek. Elf chwycił w dłoń ów przedmiot, pokręcił głową i ponownie odłożył na posłanie. Brnąc w ciemnościach Quel’Dorei powoli zbierał i wkładał obie kupki do dwóch rożnych kufrów, w przeciwległych kątach pokoju. Kiedy skończył podszedł ponownie do swego posłania i bardzo delikatnie, jakby z należytą cz czcią składał ofiarę bogom położył ją obok łoża wraz z pakunkiem i sam na dłuższa chwilę na nim legł, oddając się tylko sobie znanym rozmyślaniom…

Shelerin, kiedy skończył swój „należny odpoczynek” w wbitym w sufit spojrzeniem, leniwie najpierw usiadł na skraju posłania i przejechał dłonią po twarzy z cichym stwierdzeniem „To było nieuniknione… Pogód się z tym...” i począł patrzeć na ścianę jakby instynktownie, zaś drugą dłonią delikatnie klepał pościel łoża. W końcu jednak opamiętał się, odwiązał purpurowe szmaty z rąk oraz onuce o podobnym odcieniu z nóg. Zaczał on powoli zbierać pozostałe przedmioty. Już czas – rzucił pod nosem i podszedł do dziury w podłodze obok biblioteczki i zastygł w bezruchu na kilka chwil. Zniesmaczony własnym brakiem racjonalnego myślenia, ponownie położył delikatnie na skraju regału urnę i począł rozrywać pakunek… Oczom rycerza śmierci ukazało się runiczne ostrze wraz z pochwą – niemalże identyczne które on sam dzierżył podczas walki z tajemniczym cieniem. Nawet futerał, był w ciemnym odcieniu, wraz z tym samym symbolem, które nosi on dumnie na piersi – emblemat Rycerzy Ebonowego Ostrza. Ale było coś jeszcze… drobna, zasuszona czarna róża… Quel’Dorei przerzucił obie pochwy przez plecy, zapiał je, sięgnął ponownie po urnę i trzymając się jedną ręką drabiny począł schodzić wgłąb…

Poniżej jego oczom okazał się jego sługa – jeden z wielu ghuli, którzy zasilili szeregi zakonu, spośród ożywionych mieszkańców, wieśniaków czy żołnierzy Szkarłatnej Enklawy, z Nowego Avalonu czy Havenshire. Quel'Dorei podszedł do jednej ze skrzyń z lezącej na niej finezyjnym elfim hełmem, podobnym do tych którzy noszą Krwawi Rycerze oraz rogiem wojennym. Włożył do jej środka urnę, róg, chwycił hełm niepewnie i skierował się do wydzielonego boksu dla swego sługi. Tam nacisnął jeden z kamieni a następnie popchnął ścianę odsłaniająca tajemne przejście. Pochodnia dalej wisiała na miejscu, jednak nie było jej czym oświetlić. Nieważne – rzucił pod nosem. A ty pilnuj… A jeśli ktoś wejdzie… wiesz co masz robić…

Idąc po kamieniach i śmierdzącej stęchlizną ziemią, rycerz śmierci brnął do przodu przez korytarz. Jedną reką podpierając się o ścianę, drugą usilnie trzymając hełm, dotarł w końcu do przeciwległego końca. Stara, zardzewiałą żelazna krata trzymała się nader dobrze, kiedy ów osobnik szybkim szarpnięciem zdołał ją otworzyć. Lekki skrzypt rozległ się po korytarzu, budząc przy okazji kilka ze śpiących nietoperzy, Rycerz śmierci przekroczył bramę i spojrzał na mur – mech oblepił zdecydowaną większość kamiennej ściany w tym miejscu. To chyba dobre miejsce… W miarę daleko od traktu, jednak blisko dla mnie. Kiedyś coś ci obiecałem… Czas dotrzymać słowa…

Quel’Dorei z szacunkiem położył wszystko na ziemi, odpiął jedną z pochw i rękami począł kopać dołek. Po skończonej pracy z należytą czcią wsadził urnę, zakopał ją a następnie silnym ruchem ręki wbił runiczny oręż w ziemię i zawiesił na nim hełm. Chwilę później zdjął on z szyi niewielki amulet, który nosił cały czas i zapiał na czerwonej rękojeści miecza. Został tylko ostatni element – powiedział do siebie. Czarna róża – symbol końca… Coś się kończy coś się zaczyna szkoda tylko, że w taki sposób. Kiedyś byłaś dla mnie bardzo bliska… o ile można być takim dla rycerza śmierci… Warto było? Pojmana przez przymierze, torturowana i wreszcie zgładzona jak ścierwo!... Wiszące na szubienicy zwłoki jako przykład dla innych jak Przymierze respektuje prawo… Sku****ny kiedyś was dorwę po kolei… jednego po drugim! Ale to nie czas na zemstę… czas na opłakiwanie poległych… Kradzież zwłok… a potem? Spłonełaś jak bohaterowie sprzed wieków, niczym wielki wojownik… To jedyne co po tobie zostało… Kilka rzeczy, proch w urnie i pamięć… Zawsze chciałaś taki pogrzeb… chciałaś żebym był przy tobie… Proszę… Nie byłaś dla mnie przyjaciółką, nie byłaś też żoną… Więc kim? Hmm w tym wypadku odpowiedz nie jest jednoznaczna. To ostatnia rzecz jaką mogę ci dać – ostatnie zdanie przeszło z trudem przez gardło elfa. Byłaś ostatnią osobą której zaufałem… Nie chce tego przechodzić jeszcze raz! Chwała poległym! Za to wszystko czego nie było mi i tobie dane… Za Ebonowe Ostrze! - rycerz śmierci począł dąć w róg, dając upust swej wewnętrznej frustracji.Kiedy skończył usunął się na ziemie i począł łkać jak dziecko…

Kiedy już rycerz śmierci zdołał opanować się na tyle aby przestać robić z siebie mazgaja, wpatrywał się w horyzont i myślał o nadchodzącej przyszłości. Ta elfka… Arashi… czemu ona jest tak podobna do Ciebie? Co prawda nie ten kolor włosów ale… - pokręcił głowa. Może właśnie ona i myśli o przeszłości z tobą związane mnie tu trzymają? Kwatera… zawsze można znaleźć nową… twój grób? No cóż… urnę zawsze można wykopać… Ale ona?! Gdyby ona zginęła to wtedy co? Z jednej strony jest ci całkowicie obojętna… z drugiej zarazem łączy mnie z tobą… Jakkolwiek to nie zabrzmi. I ten kruk… Itsuki szukający mnie w Orgrimmar… Czy to nie dużo zbiegów okoliczności? Eh… może to już czas? Czy warto? Przeszłość powinno zostawić się za sobą… ale ja ciągle nią żyje!... Czy naprawdę jest sens rozdrapywać stare rany? – kryształ w drugiej pochwie, na plecach Shelerina ponownie delikatnie zadrżał...

Hmm tak… wiem. „Ty” ciągle tam jesteś. Ta moja druga… lepsza połówka. Co Ciebie a zarazem i mnie tu trzyma?... Niech ci będzie! Zostanę! Zobaczmy co z tego wyjdzie… Eh – westchnął. W takim razie jeśli trzeba przygotować się do bitwy, trzeba wytoczyć najcięższe działa… Dla ciebie i dla mnie… I dla kryształu rzecz jasna!... – dotknął dłonią czerwonego amuletu. Pamiętam… To było tak dawno ale pamiętam. Dałaś mi go, wtedy… po tej walce… kiedy Cie uratowałem… Paradoks! Rycerz śmierci ratuje paladyna!... Powinienem Cię wtedy zabić!... Albo ty mnie. Ale starczy tych rozmyślań. Czas zabrać Się do pracy. I wiesz co… Została jeszcze jedna… Dobrze o tym wiedziałaś, a jednak zaakceptowałaś to… O ile jeszcze żyje… Byłaś niewiarygodna a teraz… jesteś martwa… - rycerz śmierci powoli wstał i skierował swe kroki z powrotem do swego ukrytego kazamatu, gdzie czekało wyposażenie do bitwy, jaka niebawem miała się rozegrać…

z/t

_________________
"Trzeba walczyć dwojako: trzeba być lisem i lwem... Dobra walka nie opiera się tylko na sile, mocy, trzeba być na tyle sprytnym, żeby móc swojego przeciwnika przechytrzyć."
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum corvitempus.forumoteka.pl Strona Główna -> Siedziba Gildii Corvi Tempus -> Prywatne Komnaty Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz dodawać załączniki na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group