Forum corvitempus.forumoteka.pl Strona Główna corvitempus.forumoteka.pl
Opis Twojego forum
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Amoone

 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum corvitempus.forumoteka.pl Strona Główna -> Karty Postaci
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Amoone



Dołączył: 01 Maj 2013
Posty: 2

PostWysłany: Czw Maj 02, 2013 5:44 pm    Temat postu: Amoone Odpowiedz z cytatem

Imię: Amoone
Nazwisko: Liduen
Klasa: Czarnoksiężnik
Wiek: 20
Majątek:
Profesja: Alchemia, zbieractwo
Sztuczka:

Wygląd:
Amoone należy do rasy krwawych elfów, które obdarzone zostały nietypową urodą. Zdążyła już zauważyć, że wielu z jej pobratymców uważa, iż wystarczy im sama uroda, dlatego często zdarza się jej nazywać ich w najlepszym wypadku próżnymi.
Elfka długie, ciemne włosy zaczesuje zawsze na lewą stronę, przykrywając tym samym sporych rozmiarów bliznę na skroni. Dużymi, zielonymi oczyma zwykła przyglądać się każdemu, kto stanie jej na drodze. Stara się jak może, jednak często zapomina, że bezkarne wpatrywanie się w kogoś przez dłuższy czas uznawane jest co najmniej za bezczelne. Kiedy się uśmiecha kąciki jej ust w specyficzny sposób kierują się lekko ku dołowi. Ma drobną sylwetkę, dlatego niewielu podejrzewa, że w takim kruchym, dziewczęcym ciele może kryć się taka moc.
Od najmłodszych lat uczona była, że kobiecie wypada, a wręcz należy nosić suknie. Nie potrafiła pozbyć się niektórych z nawyków, dlatego zazwyczaj można zobaczyć ją w szacie. Kiedy wyrusza w konną przejażdżkę lub musi udać się do oddalonych od głównych traktów lasów czy polan w poszukiwaniu ziół zakłada wygodne, lniane spodnie i prostą koszulę.
Szykując się do walki, czy to z wrogami z Przymierza, czy bestiami atakującymi wioski wieśniaków zawsze ma przy sobie kostur. Z pozoru zwykła laska, służąca wędrowcom do podpierania się, a w rzeczywistości napełniona mocą broń. Dzierży ją zawsze w prawej ręce, gdyż w jednej z potyczek jej lewe ramie zostało okaleczone i nigdy już nie odzyskała w nim pełnej sprawności. Wciąż jednak ma nadzieję, że znajdzie kogoś, kto będzie w stanie uleczyć ją z kalectwa jakie spotkało ją w tak młodym wieku.
Jej nieodłącznym towarzyszem jest demon Grimthyk, który rozsiewa wokół siebie ponurą aurę. Koń Amoone wygląda jakby ledwo wyszedł z otchłani piekieł, jego oczy oraz kopyta dosłownie płoną, a zwierze może sparzyć każdego kto okaże się zbyt dumny i pewny siebie by zbytnio zbliżyć się bez pozwolenia.

Charakter:
Póki co elfka jest nieco zagubiona. Całe życie żyła z dala od reszty ras zamieszkujących Azeroth i dopiero po porzuceniu zakonu zdała sobie sprawę z tego, że jej życie ma szansę naprawdę się zacząć. Dla wielu może wydać się dziecinna, zadając nietaktowne pytania, ale to tylko ze względu na jej wrodzoną ciekawość. Ma przecież tyle do nadrobienia! Najbardziej interesują ją nieumarli, może ze względu na historie, które musiały doprowadzić ich do takiego miejsca w ich życiu, w którym się teraz znajdują? Zazwyczaj jest bardzo pogodna, a żarty, które opowiada najbardziej śmieszą ją samą. Zdarzało się, że uznawano ją za osobę niegodną przyjaźni, bo nie okazywała dostatecznego zainteresowania problemami innych. Ona jednak nie rozumiała tego w żadnym stopniu. Czy fakt, że nie napastowała kogoś całymi dniami by zdradził jej swój problem był czymś złym? Czy to, że wolała zaczekać aż ktoś sam zechce z nią porozmawiać o tym co go trapi, z własnej woli było gorszym podejściem? Nie lubi się naprzykrzać i na siłę zdobywać czyichś względów. Większość życia spędziła bez rodziny i z niewielką garstką przyjaciół, z którymi musiała się zaprzyjaźnić z braku innych możliwości. Prawda jednak jest taka, że bardzo łatwo się przywiązuje, a wydarzenia ostatnich tygodni odcisnęły potężne piętno na jej postrzeganiu innych. W końcu z dnia na dzień została pozbawiona wszystkich, których uznawała za bliskich sercu. Ponownie czuła się zdradzona i nieszczęśliwa. Powiedziała sobie wtedy, że będzie ostrożniej dobierać przyjaciół, szukając wśród tych, którzy nie będą nieznośnie idealni.
Była pełna sprzeczności. Chciała być szczęśliwa, jednocześnie stale myślała o tych, którzy sprawiali jej ból i cierpienie: o ludziach i miejscach, których już nigdy nie zobaczy i o tych wszystkich, którzy mają ją teraz za wroga.
Często nie potrafiła dojść z sobą do ładu i bała się, że nie było możliwości by komukolwiek się to udało. Kiedy nachodziły ją chwile smutku i zwątpienia zaszywała się w najdalszych zakątkach miast, lasów, pól i zanurzała się w lekturze ksiąg.

Historia:
W wieku czterech lat Amoone została wzięta na nauki do zakonu Kapłanów. Odwiedziny i spotkania z członkami rodziny były bardzo ograniczone, dlatego nigdy prawdziwie nie zaznała ciepła przysłowiowego ogniska domowego. Do zakonu razem z nią zostało wziętych jeszcze 3 uczniów. Wszyscy byli dziećmi, którym odebrano słodkie dzieciństwo. Długo nie mogła się zaaklimatyzować. Nie posiadała wrodzonego talentu nawiązywania przyjaźni i dopiero w późniejszym okresie zdołała przekonać do siebie innych. Nad postępami każdego z uczniów czuwał mentor. Miał to być dojrzały członek zakonu, doświadczony kapłan, służący radą i pomocą… Czyli w rzeczywistości ktoś, kto będzie dążył do wyrobienia jednego schematu postrzegania świata w umyśle dziecka. Arthel, który został opiekunem Amoone był jednym z najlepszych elfów jakie dane jej było poznać. Jak na ironię to głównie dzięki niemu młoda elfka zdołała odkryć swoją prawdziwą moc. To on przy każdej okazji powtarzał jej wbrew temu co wpajano jej w czasie nauk, że powinno się szukać swojej ścieżki w życiu. Mawiał, że nie ma nic gorszego niż obudzenie się któregoś dnia mając trudności z pozbyciem się uczucia, że można było zrobić więcej.
Wiele razy pytała go o jego przeszłość, on jednak zawsze odpowiadał jej milczeniem.
Artel wróżył jej świetlaną przyszłość w dziedzinie magii uzdrowicielskiej, dlatego głównie tajniki tej sztuki zgłębiała. W wieku szesnastu lat została zapoznana z podstawowymi zaklęciami, dodatkowo wciąż uczęszczała na zajęcia z innymi uzdrowicielami, jej ulubionym przedmiotem była anatomia.
Poza nauką w zakonie wszyscy mieli każdego dnia przydzielony stos obowiązków. Amoone z radością przyjmowała każdą okazję wyrwania się ze szponów rutyny jaką była dla niej codzienność w zakonie. Najbardziej lubiła pomagać we wsi. Kapłani za pomoc przy zbiorach otrzymywali od ludzi część plonów. Proste i logiczne, zwłaszcza, że sami nigdy nie musieli kiwnąć nawet palcem przy pracy. Elfka często zamiast pracować spędzała całe dnie bawiąc się z dziećmi z wioski, a później zbierała za to surowe kary.
Najbardziej nienawidziła lekcji podczas których każdy udowadniał jej, że to co dla niej jest ważne tak naprawdę jest nieistotne. Wmawiano jej, że nie należy mieć własnych pomysłów, własnych ambicji. Nie powinno się zadawać zbyt wielu pytań, bo to sprawiało tylko kłopot tym, którzy powinni na owe pytania odpowiedzieć. Właściwie to nie powinno się w ogóle myśleć według nieokreślonych schematów, bo jeszcze mogłoby przyjść komuś coś sensownego do głowy. Zakon działał ponad 300 lat na tych samych zasadach i nikt nie zamierzał nic zmieniać, tacy wszyscy byli ograniczeni. I kiedy zrezygnowana wracała do swych pokoi zawsze czekał tam Arthel z słowem, które podnosiło ją na duchu:
-Nie przejmuj się co ludzie myślą, Amoone. Przecież tak rzadko to robią.
Zastanawiała się co ktoś taki jak on robi w miejscu takim jak to, Arthel nigdy nie udzielił jej jednoznacznej odpowiedzi.
Nadszedł jeden z tych dni, w których człowieka nachodzą różne myśli i emocje. Przepełniał ją gniew, złość, skrywany gdzieś w środku żal do ludzi, którzy zdecydowali o jej losie nim jeszcze zakosztowała życia. Wszystkie te emocje wrzały i kipiały z niej jak z przepełnionego naczynia. Wtedy pierwszy raz posłużyła się swoją nową magią – tak bardzo różniącą się od tej, której uczyła się dotychczas. W każdej wolnej chwili studiowała swoją nową moc, udoskonalając ją i posługując się nią tak, by nie wzbudzić niczyich podejrzeń. Aż pewnego dnia stało się. Przywołała go – Grimthyka. To był ostatni dzień jaki spędziła w zakonie. W chwili kiedy Grimthyk pojawił się u jej boku wiedziała już, że tak powinno wyglądać jej życie. Czuła z nim więź, on był jej dopełnieniem, brakującym elementem. Opowiedziała Arthelowi o wszystkim czego zdołała się ostatnio nauczyć. Była taka podekscytowana i szczęśliwa. On jednak zareagował w sposób jakiego się nie spodziewała. Nazwał ją potworem, zdrajcą rasy, zdrajcą zakonu, przeklął ją i wszczął alarm. Wszyscy jej przyjaciele, znajomi, z którymi spędziła większość życia zwrócili się przeciwko niej. Nikt nie spróbował jej zrozumieć, nikt nie chciał widzieć w niej wciąż tej samej Amoone, z którą dzielili gorsze i lepsze chwile. Nawet matka... Nawet ona wyrzekła się jedynego dziecka. Z członka wspólnoty w przeciągu kilku chwil stała się wyrzutkiem, wrogiem, którego należało jak najszybciej zgładzić.
Jeszcze tego samego dnia rozpoczął się pościg.
Amoone wskakując na swojego wierzchowca i rzucając się do ucieczki wiedziała, że prędzej czy później nadejdzie ta chwila. Ktoś jej kiedyś powiedział 'Masz szczęście do pecha, moja Pani' i od tego dnia żyła w przekonaniu, że tak właśnie jest. Popędziła konia, ale ten z każdą chwilą zdawał się biec wolniej. Zastanowiła się jak długo już jest w drodze i dopiero wtedy zdała sobie sprawę z tego, że nie ucieknie. Nie z tak zmęczonym wierzchowcem, nie kiedy sama jest tak zmęczona. Tracąc resztki nadziei przypomniała sobie kawałek pieśni, którą usłyszała kiedyś od jednego bajarza w bajecznym mieście Silvermoon: 'Padniemy krwawiąc z setek ran!'. Nie wiedziała co wtedy tak na nią zadziałało... Może uderzenie adrenaliny? Albo wycieńczenie? Wiedziała jednak co zrobić. Zsiadła szybko z konia, a klepiąc go w zad i popędzając do galopu schyliła głowę błogosławiąc wiernego przyjaciela. Resztką sił, wykorzystując prawie całą moc, którą zdołała zgromadzić w czasie tej szaleńczej ucieczki, wypowiedziała niemal bezgłośnie zaklęcie przywołujące demona. Cień zawisł nad ziemią , a ona skłoniła mu się z szacunkiem. W polu widzenia pojawiło się trzech konnych. Serce ścisnęło ją w bólu, gdy rozpoznała wśród nich swojego byłego mentora – Arthela. Tak bardzo chciała żeby chociaż on ją zrozumiał! Ten, który znał ją najlepiej. Grimthyk rzucił się w stronę nadjeżdżających płosząc konie, które zrzuciły z siebie jadących. Amoone z trudem skupiała się na wypowiadaniu słów zaklęć, które z niewielką siłą uderzały w atakujących. Nim się spostrzegła straciła resztki mocy i to właśnie wtedy, kiedy kapłani zorientowali się, że aby pokonać demona muszą zabić jego pana. W ułamku sekundy poczuła uderzającą falę gorąca. Mdlejąc na szlaku zdołała zobaczyć podnoszącego się z ziemi Arthela, którego odrzuciła do tyłu siła zaklęcia oraz przerażone spojrzenie jednego z kapłanów, który następnie upadł na ziemie z otwartymi oczami, które nie wyrażały już nic. Jeszcze przez chwilę wyczuwała obecność demona własnym umysłem, jakby był jej częścią, a później nie pamiętała już nic.
Otwierając oczy czuła jakby pierwszy raz w życiu kosztowała powietrza, jakby pierwszy raz czuła zapach trawy, nawet kolor nieba wydawał się bardziej niebieski - zwłaszcza jak na to zapomniane przez bogów miejsce. Czyżbym umarła? - Przemknęła jej przez głowę myśl.
Po chwili dotarło do niej, że kolor i zapach krwi na jej sukni również jest bardziej wyraźny... Powoli podniosła się na nogi i złapała za krwawiące ramię. Całe ciało miała obolałe i wiele wysiłku kosztowało ją wykonanie najmniejszego kroku.
Kilka metrów od niej nad ziemią czuwał Grimthyk łypiący groźnie na wszystko. Wokół niego leżały trzy ciała. Z trudem łapiąc oddech podeszła do towarzysza, a nogi ugięły się pod nią kiedy rozpoznała resztę z kapłanów.
-Jak łatwo przyszło nam zapomnieć wszystko co razem przeszliśmy! Wszystko mogło potoczyć się inaczej.
To, że potrafię przywołać demona nie oznacza jeszcze, że jestem potworem – pomyślała żałośnie Amoone.
Nie wiedząc kiedy - łzy zaczęły spływać jej po policzkach. Chociaż bardzo się starała nie mogła tego powstrzymać.
-Niech wasze dusze znajdą spokój, którego nic już nie zmąci.
Zamknęła poległym oczy i odmówiła krótką modlitwę nad ciałem Arthela - przepraszając go za los, który go spotkał. Mimo wszystko był jej najbliższym przyjacielem. Miała świadomość, że on by tego nie chciał, ale nie potrafiła odejść bez tego gestu, bez pożegnania. Pytania odnośnie tego elfa miały dręczyć ją do końca jej dni. To był ktoś, kto musiał walczyć z wieloma swoimi demonami. Jak inaczej wytłumaczyć rolę Arthel w tym wszystkim? Elf o wielu twarzach, tak go zapamięta. Z jednej strony wzorowy kapłan, z drugiej cichy buntownik służący radą młodej elfce, a na dodatek ktoś kto nie mógł zdecydować się, która z twarzy jest jego prawdziwą.
Podniosła się z ziemi, oderwała kawałek płaszcza i przewiązała nim krwawiące ramię. Zwróciła się do demona:
-Odejdź druhu, mam wobec Ciebie kolejny dług wdzięczności.
Po tych słowach jego obecność przestała być dla niej wyczuwalna, a jego obraz rozmył się i zniknął jakby zabrany wraz z podmuchem zimnego wiatru.
Wtedy pierwszy raz w życiu została naprawdę sama.
Sama chwila pożegnania nie była wbrew pozorom najgorsza. Najgorszy był ten czas po niej, kiedy uświadomiła sobie, że coś bezpowrotnie znikło z jej życia i była już zupełnie sama.

Kiedy miała pogrążyć się w całkowitej rozpaczy na horyzoncie pojawiło się bractwo Corvi Tempus budząc w niej iskierkę nadziei.

ABYSS ABYSSUM

_________________
Mo?esz si? w?cieka?, ile chcesz, ale nic nie poradzisz na to, na co nic nie poradzisz.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 03 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 03, 2016 8:45 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Reynevan
Mistrz Gry
Mistrz Gry


Dołączył: 24 Lip 2012
Posty: 105

PostWysłany: Wto Maj 07, 2013 4:18 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Bardzo ładna karta postaci. Oczywiście ją zatwierdzam i dostajesz 600 sztuk złota na początkowe wydatki. Utwórz odpowiednie tematy w Statystykach i Banku.
_________________
Nie jest umar?ym ten, który spoczywa wiekami. Nawet ?mier? mo?e umrze? wraz z dziwnymi eonami.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum corvitempus.forumoteka.pl Strona Główna -> Karty Postaci Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz dodawać załączniki na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group