Forum corvitempus.forumoteka.pl Strona Główna corvitempus.forumoteka.pl
Opis Twojego forum
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Lanthanum

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum corvitempus.forumoteka.pl Strona Główna -> Karty Postaci
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lanthanum



Dołączył: 18 Maj 2013
Posty: 14

PostWysłany: Nie Maj 26, 2013 8:50 pm    Temat postu: Lanthanum Odpowiedz z cytatem

Imię: Lanthanum
Nazwisko: Galadonel
Pseudonim: Lanth
Klasa: Kapłan
Wiek: 120
Majątek:
Sztuczka:
Profesje: Krawiectwo/Zaklinanie Przedmiotów
Wygląd: Czy to uwarunkowane genetycznie czy też czysta iluzja? Dopóki nie zdejmę przed Tobą swoich szat, póki nie dotkniesz mojego ciała, nie dowiesz się czy jestem prawdziwa czy też jestem tylko złudzeniem, które dokonał jakiś mag kryjący się w pobliskich krzakach. To prawda, nie jestem iluzją tylko prawdziwym krwawym elfem, który przeszedł na stronę światła. Jestem dosyć wysoka, patrząc na innych kapłanów, którzy wraz ze mną przystąpili do szkolenia to byłam z nich praktycznie najwyższa. Patrząc co ranek w lustro widzę kobietę, która ma delikatną owalną twarz pozbawioną zmarszczek, ponętne delikatne usta, dosyć mały lekko szpiczasty nosek i piękne nienaturalnie złote oczy. Odgarniając swoje blond włosy, które w świetle zarówno słonecznym jak i księżycowym mienią się stalowym blaskiem widać delikatnie rozbudowane długie uszy a na nich złote kolczyki z zielonymi kamieniami szlachetnymi, zupełnie tak jakby ktoś ów kamienie chciał w tym złocie zatopić. Długie brwi czasami skrywam pod kapturem aczkolwiek wolę je pokazywać, są dumą każdego elfa czyli także i moją. Przejdźmy jednak do budowy mojego ciała. Gdybym teraz przejechała po swoich barkach dałoby się czuć wszelkie kości i kostki, tak jestem szczupła, widać mi żebra i niektóre partie mięśni. Czasami nieliczne blizny, chociaż ta, pozostawiana przez strażnika sanktuarium na ramieniu jest moją największą pamiątką. To nic, mam długie ręce i dosyć chude dłonie, są one niezwykle delikatne, paznokcie czasami pomalowane na biało albo popielato aby wpasować się w noszone przeze mnie stroje. No właśnie ale zanim przejdziemy do strojów spójrz dalej. Ramiona nie są potężne, barki zaś typowo kobiece, wszystko pięknie. Następnie pewnie zjechałbyś w dół, jeden z kilku głównych atutów kobiety, piersi. Duże, kształtne, pewnie jako mężczyzna byś powiedział, że jest co popieścić, a ja bym odpowiedziała, że łapy precz albo Ci je spale światłem. Płaski brzuch i delikatnie wystające kości miednicy sugerują najbardziej o tym, że jestem niedożywiona i mogę cierpieć na anemię. Moja kobiecość, zasłonięta ale rzeknę iż gładka i czekająca na tego jedynego, który zawładnie nie tylko moim serce ale i moją duszą. Krągłe pośladki bez śladu cellulitu i długie, chude nogi, które po założeniu obcasów wyglądają niczym u modelki. Na sam koniec tej mapy ciała stopy, delikatne małe stópki, które z pełnością mogłyby sprawić idealną rozkosz podczas masażu. Tak, w ten sposób wyglądam kiedy jestem w stroju kąpielowym czy też w bieliźnie. Preferuje kolory takie jak biel, czerwień, niebieski i szary. Nie przepadam za czernią, czerń pokazuje iż posiadam mroczną stronę i mogę mieć styczność z magią cienia, wyparłam się jej. Co do strojów, które noszę, aktualnie jestem w pogoni za najwspanialszymi ubraniami dla kapłana, znajdują się one w najgłębszych zakątkach odległej podniebnej krainy, wiem, że ich zebranie może zająć mi lata ale tylko wtedy poczuje się usatysfakcjonowana. Aktualnie na co dzień noszę się w gustownych sukienkach, które sama szyję, z odkrytymi ramionami, albo w bawełnianych koszulach z wykrojonym dekoltem, tak aby mógł podkreślać moje walory fizyczne. Walka jest zupełnie inną historią, lekki pancerz, gustowne naramienniki, które zasłaniają mi moją bliznę, delikatne rękawiczki, odkrywające moje palce, delikatne, płaskie buty, które jednak wytrzymają i największe mrozy, ulewy. Najważniejsza jednak przy tym wszystkim jest broń, biorę tą, która aktualnie znajduje się w moim arsenale, mam ich sporo ale zazwyczaj obnoszę się z różdżkami i długimi laskami, które raczej należą do magów i zaklinaczy, to nic. Wiedz, że jeżeli na drodze spotkasz elfkę o złotych przenikliwych oczach to na pewno będę ja.
Charakter:Kogo we mnie widzicie? Opowiem wam krótko o moim charakterze, nie zdziwcie się ile cech posiadam, posiada je każdy z nas aczkolwiek nie każdy wie, że są one ukryte gdzieś głęboko.
Zawsze jestem taktowna, jest to umiejętność zachowania się, postępowania z wyczuciem, z umiarem, oczywiście stosownie do okoliczności. Niezwykle przydatna w mojej pracy, przecież moim zadaniem jest leczenie poległych towarzyszy a nie raz, przywracanie ich do życia.
Cóż jest bardziej beznadziejne niż doświadczenie, starość i wyłysiała inteligencja. Tej drugiej cechy nie posiadam aczkolwiek wiedzę, którą przekazano mi przez ostatnich kilka lat wykorzystują w stu procentach, bowiem inteligencja jest moją najważniejszą cechą za którą oczywiście idzie mądrość.
Natomiast owocem ducha jest miłość, radość, pokój, wielkoduszna cierpliwość, życzliwość, dobroć, wiara, łagodność, panowanie nad sobą. Przeciwko takim rzeczom nie istnieje żadne prawo. Moje przyjazne usposobienie stało się już chyba legendą aczkolwiek wszyscy doskonale wiedzą, ze jak ktoś skrzywdzi moją siostrę to go spale do zera magią światła.
Mawiają, że łagodna kobieta to niby łapka kocia, uściśnij ją nieco, a uczujesz pazurki. Zgadzam się z tym w stu procentach, jestem łagodna aczkolwiek nie wolno na mnie naciskać bo pokażę na co mnie stać.
Zdrowy rozsądek to rzecz, której każdy potrzebuje, mało kto posiada, a nikt nie wie, że mu brakuje. Tak jest dokładnie ze mną i Cerium, ja posiadam zdrowy rozsądek i często podejmuje decyzje za naszą dwójkę.
Nic tak nie dodaje wdzięku, jak brak kompleksów. Nie mam kompleksów, no o ile ktoś mnie nie zamieni w grubego człowieka i nie będę wyglądać jak w ciąży.
Dobroć polega na szanowaniu i kochaniu ludzi bardziej niż na to zasługują aczkolwiek czasami nóż otwiera mi się w dłoni i chciałabym taką osobę zabić.
Moją domeną jest odpowiedzialność, w końcu przecież jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za to, co robimy, także za to, czego nie robimy.
Nie jestem zdolna do oszustwa, nie potrafię kraść, dlatego też nazwano mnie kiedyś domeną uczciwości.
Uprzejmość jest zbroją damy i chociażbym podała dłoń a odjęto mi cała rękę nadal muszę być uprzejma.
Nie jestem cierpliwa, jestem trochę emocjonalna, nie lubię gdy ktoś mnie krzywdzi dlatego też podchodzę do przykrych sytuacji z delikatnym smutkiem. Często go ukrywam pod maską uśmiechu aczkolwiek ktoś kto mnie dobrze zna wie kiedy zakładam tą maskę.
Nie istnieje wielki talent bez wielkiej siły woli, tak mi mówiono kiedy rozpoczęłam przygotowania do nauki magii światła i rzeczywiście mój mentor rzekł do mnie te słowa, moja postawa i wola walki spowodowała, iż teraz jestem jedną z najwspanialszych kapłanek światła jakie udało mu się wychować.
Niektórzy mówią, że jest ze mnie typowa altruistka, że bezinteresownie dbam o dobro innych ludzi, staram się ich łączyć w pary nie patrząc na to, że sama nadal jestem samotna. Cóż, może i mają cod o tego racje aczkolwiek czy ja wiem czy jestem typową altruistką czy też przejawia się on we mnie w odpowiednich momentach mojego życia?
Skromność jest cnotą wypływającą ze świadomości własnej mocy. Nie chcę rozgłosu, wręcz powiem, że nie powinno być o mnie głośno, może i jestem dobra w tym co robię ale przecież to nie znaczy, że mam rozwiesić w całym królestwie plakaty i nawoływać za pieniądze o przyjeżdżanie, i korzystanie z moich usług.
Nie ukrywam swoich zamiarów, pragnień, uczuć myśli, mówię to co w danej chwili myślę, co podpowiada mi moje serce i pomimo wyrachowania jakie posiadamy my, krwawe elfy są i takie ewenementy na skale światową jak ja.
To chyba wszystko co mogłabym o sobie powiedzieć na chwilę obecną, chyba wszystko. Kto wie jak czas ugruntuje moje cechy charakteru, może jakieś silne przeżycia zmienią go o trzysta sześćdziesiąt stopni?
Historia: Silvermoon, położone na północ od ludzkich siedzib w Lordareonie, Quel'Thalas było odwieczną siedzibą wysokich elfów. Gęste lasy oraz wyszkolone odziały strażników zapewniały wspaniałą obronę dlatego od wielu lat żyli oni w spokoju. W centrum elfiej krainy znajdowała się Studnia Słońca - źródło wielkiej energii magicznej. To właśnie jej elfy wysokiego rodu zawdzięczały swą długowieczność i uzdolnienia magiczne. Jednakże to błogosławieństwo, jakim była Studnia słońca, sprowadziło na elfy kataklizm, w samym jego środku znalazło się rodzeństwo, Cerium i Lanthanum. Bliźniaczki tak różne od siebie charakterami a tak podobne wyglądem. Pomimo tego samego wieku młodziutka Lanthanum wydawała się być o wiele dojrzalsza, zawsze pomocna rodzicom i swoim rówieśnikom, przenigdy nie zadbała swoich obowiązków domowych. Od matki uczyła się szyć a od ojca zaklinać przedmioty, życie jej płynęło spokojnie do momentu gdy na to piękne miasto napadły hordy nieumarłych z człowiekiem na czele. Rozpacz, generałowie i dowódcy postawili wszystkich do boju, obrona Studni Słońca była ich priorytetem.
Pamiętam to, jakby wydarzyło się wczoraj. W popłochu uciekając przez lasy nieskończonej pieśni wraz ze swoją młodszą o kilka minut siostrą dotarłyśmy do wielkiej czarnej wyrwy. Wojsko starało się odeprzeć ataki plagi, jednakże wróg był zbyt liczny i zbyt potężny. Znajdując lukę w linii natarcia przedostałyśmy się na drugą stronę i uciekłyśmy do zachodniego sanktuarium gdzie magowie przygotowywali plan ataku, jednak za późno. Główna brama upadła, plaga przedostała się przez nią i zaczęła wdzierać się do miasta, kolejni nieumarli kąsali krwawych elfów i zamieniali ich w bezmózgie istoty, które pragnęły tylko magii. Minęło kilka dni nim atak został odparty, wówczas matki z dziećmi wracały do zniszczonego miasta, brama została zablokowana a wschodnia część zawładnięta przez nieumarłych odgrodzona od zachodniej. Wszystko po to aby wskrzesić jedną osobę, musiały zginąć tysiące dla jednego. Idąc przez ruiny widziałyśmy jak kolejne rodziny cieszą się ze spotkania, szukałyśmy matki i ojca, bez skutku, dopiero jeden z dowódców, który przybył do nas rzekł tą smutną wiadomość. Nasi rodzice walcząc na pierwszej linii frontu polegli z rąk dowódcy wrogich jednostek, który był potężnym magiem, wraz z nimi zginęło około stu innych osób, dla stolicy to wielka strata. Cios w serce, nie było nas stać na utrzymanie, byłam jeszcze zbyt młoda, niewykształcona, nie potrafiłam szyć aż tak dobrze jak moja matka. Postanowiłyśmy opuścić miasto, wkrótce okazało się, ze wszyscy musieli je opuścić i udać się do pobliskiej wioski gdzie życie mijało spokojnie, w międzyczasie wracając do stolicy zawładniętej przez nieumarłych nadal podkradałam książki, które znajdowały się w bibliotece magów, zaklinaczy i kapłanów. Ze względu na głód wiedzy nauczyłam się władać językiem Draconic, doszłam w tym do perfekcji i pozwoliło mi to na swobodne komunikowanie się z istotami podobnymi do smoków jak i z samymi smokami. Podczas wizyty w Moonglade smok zamieszkujący jezioro rzekł iż mówię zupełnie jak oni co jest niespotykane i miałabym zadatki na prawdziwego smoka.
Lata mijały spokojnie, krążąc po terenach lasu nieskończonej pieśni dowiedziałyśmy się o odbiciu miasta i powrocie jego mieszkańców. W końcu zapędziłyśmy się w kozi róg, podczas jednej z podróży musiałyśmy skryć się w krzakach i modlić aby na nie odnaleziono, w momencie gdy paladyn i kilku wojowników zaczęło zmierzać w naszą stronę uznałyśmy, że to koniec. Nagle strzała wbiła się w pancerz paladyna a nas resztą pojawił się obłok światła, nim zdążyłyśmy się obejrzeć wszyscy rozbiegli się w popłochu a dowódca opuścił broń i ukląkł na jednym kolanie. To było niesamowite, widząc jak łowca wraz ze swoim wiernym towarzyszem przypominającym przerośniętego kota i kapłanem pokonali wrogie jednostki przymierza zapragnęłyśmy obydwie przyjąć takie profesje. Powrót jako nastolatki z zakażonych ziem, które znajdowały się na końcu naszego małego azylu był długi i męczący, jednakże to nic, gdy zobaczył nas ten sam dowódca bardzo się ucieszył a na wieść jakie zawody chcemy przyjąć, rzekł, iż nam pomoże.
Nie rozumiałam jeszcze świata. Podróż rozpoczęłam od innego kontynentu, ziemie pod stolicą orków i trolli były suche i tylko gdzieniegdzie oazy były zamieszkiwane przez okropne potwory. Postanowiłam się jak najszybciej stamtąd ulotnić. Pomimo, iż nadal żywiłam potężną urazę do nieumarłych to właśnie ich ziemie wydawały się idealne do nabierania nowego doświadczenia. Bogate w zdegenerowanych magów miasta Dalaran mogłam polepszyć moje krawiectwo i zaklinanie przedmiotów. Wkrótce nadeszły deszczowe dni. Podróżując na moim wiernym kompanie, strusiu imieniem Illviet zawitałam w jednej z małych wioseczek nieumarłych. Atmosfera była domowa, wszyscy bawili się, pili wino a dzieciaki uczyły się jak tresować chimery, jednakże ta atmosfera była dla mnie bardzo niepokojąca. Czułam się tutaj obco, nieprzyjemnie i miałam ochotę spalić ich magią światła. Opuszczając wioskę zostałam zaatakowana przez worgena, walka była długa i zażarta ponieważ ten reflektował wszystkie moje czary. Po wygranej postanowiłam wrócić do wioski w której początkowo zaczynałam. Deszcz się wzmagał, nagle usłyszałam wycie wilków, większa ilość worgenów na pewno by mnie zabiła. Było to bardzo niepokojące, w tym stanie nie mogłam im stawić czoła i wyjść z tego zwycięsko. Uznałam, że nie warto narażać siebie i swojego kompana na niepotrzebne niebezpieczeństwo. Przyciągnęłam więc do siebie wodze podnosząc głowę zmęczonego strusia. Szepnęłam mu do ucha kilka krótkich komend i ten poderwał się jak szalony do galopu. Biegliśmy przed siebie uciekając przed hordą nieprzyjaznych istot i gdy już dostrzegłam tabliczkę mówiącą o tym, że wkraczam na tereny przynależące do stolicy nieumarłych wywróciłam się wraz z nim wpadając do rzeki.
- Cholera. - wyszeptałam do siebie wynurzając się z wody i mocząc torbę z nowo uszytymi sukniami na zamówienie ważnych nieumarłych osobistości. Postanowiłam, że chwile odpoczniemy nad rzeką nim przyjdzie nam wyruszyć w dalszą drogę, to właśnie wtedy pojawił się dziwny czarny kruk. Spoglądał na mnie swoimi trzema oczyma, przerażało mnie to. Przez najbliższe kilka godzin gdziekolwiek się nie obróciłam tam widziałam ów kruka, podążał za mną aż do miasteczka Brill. Tam w tawernie siedziało kilku nieumarłych, wojownik i łotrzyk, wspominali coś o niejakim Bractwie Kruków i wtedy patrząc na drzewo ptak zaskrzeczał, zainteresowało mnie to. Czyżby t była prawda, ze kruki przylatują do tych, którzy powinni się tam udać? Napoiłam swojego strusia, zjadłam prowiant, który zakupiłam za kilka srebrniaków i podążałam przed siebie ścieżką wytyczoną przez czarnych towarzyszy. Po kilku dniach podróży dotarłam do kolejnej oazy zamieszkiwanej przez nieumarłych. Tarren Mill. To aż dziwne, że kiedyś niedaleko tej wioseczki znajdowało się miasto magów a teraz lewituje ono nad mroźnym kontynentem. Nadal nie wiedziałam gdzie znaleźć ludzi przynależących do tego bractwa, tym bardziej, że kruk zniknął w momencie przybycia do wioski. Spoglądałam na strażników, byli do mnie nastawieni przyjaźnie aczkolwiek ja miałam całkowicie inne odczucie. Podeszłam do pierwszego i westchnęłam głęboko, ten tylko spojrzał na mnie swoim pustym wzrokiem i burknął czego tutaj chcę.
- Przepraszam, poszukuję siedziby Kruczego Bractwa. – powiedziałam spokojnym i stonowanym głosem, byłam szczupła, przecież on mógł mnie powalić jednym machnięciem swojego wielkiego miecza. Przełknęłam głośno ślinę i chyba moja niepewność spowodowała, iż jego wyraz twarzy się zmienił. Uśmiechnął się, chciał czegoś, zastanawiałam się ile pieniędzy przy sobie mam czy też załatwię to swoją urodą, która była nieprzeciętna. Podeszłam do swojego strusia, otworzyłam sakiewkę a Illviet zaskrzeczała głośno podnosząc swoje skrzydła do góry. Uspokoiłam ją delikatnym gestem, trzysta sztuk złota, to niezbyt wiele jak za informacje o jakimś tam bractwie ale czemu nie spróbować?
- Mogę za tą informację zapłacić, powiedzmy.. – przerwałam na chwile kalkulując czy dwieście sztuk starczy. – Dwieście sztuk złota – rzuciłam do strażnika, który się zaśmiał. Zmieszałam się, zadrwił ze mnie.
- Panienka chyba zbłądziła, za dwieście sztuk to nikt CI w tej wiosce nic nie powie. – rzucił oschle i odwrócił głowę w bok patrolując okolicę. Znów zastanawiałam się czy jest on chytry czy mnie sprawdza. Zajrzałam do torby z papierami, miałam wiele kart nasączonych magiczną energią, może gdybym zaproponowała mu jakieś ubrania dla rodziny a miecz ulepszyła to by się zgodził?
- Strażniku jestem krawcową i zaklinaczką przedmiotów. Dwieście sztuk złota, kilka sukienek dla Twojej rodziny oraz ten miecz ulepszę o dodatkowy atak magiczny. – zaklęłam w duchu, przecież zbankrutuje jak nie przyjmie on tej zapłaty. Nieumarły spojrzał na mnie i przeczesał dłonią włosy ułożone w irokeza. Pokazał palcem na naszyjnik, który miałam na szyi.
- I to, moja żona by się ucieszyła. – odetchnęłam w ulgą, naszyjnik ten zakupiłam w stolicy naszej frakcji, bo tak się zwaliśmy. Zdjęłam z szyi naszyjnik i podałam do rąk mężczyzny po czym wzięłam się za zaklinanie jego przedmiotu. Udało mi się, nie będę musiała płacić za jego zniszczenie, zapłaciłam za informację.
- Przez rzekę na północny wschód a za pagórkiem do góry, nie pomyl tylko z wjazdem do wysokich gór. – tak więc wskoczyłam na swojego strusia, ten jeszcze tylko spojrzał na strażnika i gdy odjechaliśmy okazało się, ze trzymał on w pysku moją sakiewkę ze złotem. Uderzyłam dłonią w twarz, kiedy strażnik się zorientuje i mnie ujrzy tam następnym razem to chyba zabije na miejscu za zdradę czy coś w tym stylu. Minęłam więc rzekę, pagórek i dostrzegłam wydeptaną ścieżkę a nim doarłam do tunelu spotkałam elfa, to on mnie zaprowadził dalej..
Uwagi: UWAGA! Historia postaci jest połowiczna, nie jest historią, która zostanie wysłana na stronę bractwa ponieważ ta nadal jest w trakcie Tworzenia a ja mam ochotę z wami popisać ^_^

Abyss Abyssum!


Ostatnio zmieniony przez Lanthanum dnia Pon Maj 27, 2013 4:46 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 04 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Nie Gru 04, 2016 3:15 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Reynevan
Mistrz Gry
Mistrz Gry


Dołączył: 24 Lip 2012
Posty: 105

PostWysłany: Nie Maj 26, 2013 9:41 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Bardzo mi przykro, ale karta jest niezgodna z Regulaminem i nie mogę jej zatwierdzić... Po przeczytaniu Regulaminu Forum polecam również złożyć pod nim podpis ;)
_________________
Nie jest umar?ym ten, który spoczywa wiekami. Nawet ?mier? mo?e umrze? wraz z dziwnymi eonami.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Lanthanum



Dołączył: 18 Maj 2013
Posty: 14

PostWysłany: Nie Maj 26, 2013 10:07 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Jam ślepa Reynevanie, nie wkleiłam całości!
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Reynevan
Mistrz Gry
Mistrz Gry


Dołączył: 24 Lip 2012
Posty: 105

PostWysłany: Nie Maj 26, 2013 10:17 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Teraz już lepiej ;) Karta jest w porządku. Stwórz odpowiednie tematy w Banku i Statystykach, a na start dostajesz sakiewkę zawierającą 600 sztuk złota!
_________________
Nie jest umar?ym ten, który spoczywa wiekami. Nawet ?mier? mo?e umrze? wraz z dziwnymi eonami.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum corvitempus.forumoteka.pl Strona Główna -> Karty Postaci Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz dodawać załączniki na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group