Forum corvitempus.forumoteka.pl Strona Główna corvitempus.forumoteka.pl
Opis Twojego forum
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Kenjase

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum corvitempus.forumoteka.pl Strona Główna -> Karty Postaci
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kenjase



Dołączył: 27 Cze 2013
Posty: 29

PostWysłany: Wto Lip 23, 2013 1:17 pm    Temat postu: Kenjase Odpowiedz z cytatem

Imię: Kenjase
Nazwisko: Drakkainen
Pseudonim: Nitj'sefni
Klasa: Czarnoksiężnik
Wiek: Tyle aby dobrze poznać świat, zostałem ożywieńcem przy upadku Lordaeronu
Majątek:
Sztuczka:
Profesje: Krawiectwo i Inżynieria
Wygląd:
Kenjase - jest nieumarłym o smukłej sylwetce. Ma jasno zieloną cerę, oczy koloru złotego, od szczęki idzie poziomo szrama do nosa pod nią jest mniejsza ma długie jasne brązowe włosy. Na co dzień nosi czarny zniszczony płaszcz, którego kaptur zakrywa mu całą twarz. Strój dopełnia srebrny pas ozdobiony kryształami. Przy jego boku wisi dość duża czarna sakwa, w której trzyma najróżniejsze przedmioty i kilka złotych monet na życie. Czarne buty są dość mocno zniszczone, ale jemu to nie przeszkadza. Na plecach ma wygrawerowany znak. Przypomina mu on o jego dawnym życiu. Przy pasie nosi też sztylet zrobiony z rzadkiego metalu. Na plecach zaś dużych rozmiarów kosę, o pięknym wykończeniu. Na broni tej tuż przy ostrzu wisi łańcuszek wygrawerowanym "KD" i zatartym "SF". Kenjase ma również dobrze schowane w bucie ostrze oraz kilka mniejszych pułapek w sakwie. Pod płaszczem zaś chowa sześć noży do rzucania. Zwykle otacza się czarną magiczną powłoką, która chroni go przed zimnem i niektórymi czarami takimi jak hipnoza oraz strach.

Charakter:
Jest dość małomówny, cechuje go spokój i opanowanie nawet w bardzo trudnych sytuacjach.W wolnej chwili gdy nie ma nic do pracy, wyciąga swoją fajkę i pali. Nigdy się nie śmieje i bardzo rzadko się uśmiecha. I choć nie obchodzą go inne istoty, to próbuje im pomóc mimo obojętności jaką okazuje. Kobiety traktuje jak najlepiej. Uważa, że to one są największym skarbem tego świata. Nienawidzi prowadzić konwersacji z dużą ilością osób chyba, że musi. Postronne osoby stojące obok niego mogą czasem wyczuć przepełniający go smutek, gniew i żal. Ale jego twarz nie wyraża żadnych emocji. Widok krwi wywołuje u niego uśmiech. Być może wynika to z jego drugiej mrocznej strony osobowości...
Budzi się ona w nim gdy wokół jest dużo śmierci, trupów lub krwi. Pragnienie krwi i ukryte negatywne emocje uwalniają się wtedy nagle, a jego oczy nabierają lekko czerwonawego blasku. Wtedy jest silniejszy, bardziej odważny i nie czuje bólu. Wszystkie pozytywne emocje w nim zanikają, a te złe stają się silniejsze. Bezwzględnie kieruje się prosto do celu nie zważając na nikogo. Trudno jest mu wrócić z tego stanu do normalności, a gdy w końcu się to mu udaje jest wycieńczony. Wiadomo również, że nienawidzi krwawych elfów, ale dlaczego tego już nie wiadomo.

Historia:
"Późnym popołudniem, do karczmy w Brill wszedł tauren. Spostrzegłszy przy ladzie nieumarłego ubranego w czarny płaszcz i leżącą obok wielką kosę, uśmiechnął się i podszedł do niego"

Witaj Kenjase!
- zagadnął

Witaj Arlemie.

Coś taki pochmurny? Nigdy cię takiego nie widziałem. Coś cię trapi?

Przypomniało mi się dawne życie

Dawne życie powiadasz. Właśnie. Nigdy nie słyszałem twojej historii. Może mi ją opowiesz?

To naprawdę bardzo długo historia.

Wiesz, że lubię długie historie. No dalej opowiadaj. Durny uśmiech na twarzy taurena powoduj, że słowa same płyną
No dobra słuchaj i nie przerywaj. To co tu usłyszysz nie możesz nikomu powtórzyć, więc zacznijmy od początku. Urodziłem się w Lordaeronie mieście sojuszu trzech ras: Ludzi,Elfów i Krasnoludów. To jego ruiny mieszczą teraz podziemne miasto, ale idźmy dalej. Wiodłem spokojne życie. W wieku dziewięciu lat gdy bawiłem się razem z przyjaciółmi, ganialiśmy się po mieście, aż dotarliśmy pod bramy Akademii Magów. Nikt nie miał tam wstępu oprócz tych, którzy się tam uczą. Strażnicy nas odgonili. Widząc że mój kolega stoi obok kanału z wodą, postanowiłem go dla żartu popchnąć. Gdy byłem blisko niego, poczułem jak przez moje ciało przepływa wielka energia. Przerodziła się ona nagle w falę białego światła, która odepchnęła mojego przyjaciela tak, że wylądował po drugiej stronie kanału. Upadłem i byłem tym bardzo przestraszony. Szybko się jednak pozbierałem. Gdy wstałem, niektórzy patrzyli na mnie, a niektórzy pomagali mojemu koledze, który złamał nogę. Za mną pojawił się zaś wielki cień. Odwróciłem się i zobaczyłem człowieka ubranego w niebieską szatę. Popatrzyłem wyżej i zobaczyłem człowieka o długich czerwonych włosach i długiej brodzie. Schylił się i powiedział coś co odmieniło moje życie.
- Witaj chłopcze, widzę że masz w sobie wielki talent. Jestem nauczycielem z Akademii Magów, widziałem to co zrobiłeś i dam ci propozycję. Dołącz do Akademii Magów. Zastanów się. Daję ci na to jeden dzień. Jutro o tej samej porze bądź tu jeśli podejmiesz decyzję o przyłączeniu się. Jeśli jednak boisz się podjąć wyzwania to zostań w domu i nigdy nie kręć się w okolicy Akademii - powiedział
Dla mnie taurenie było to coś wielkiego. Niewielu bowiem dostawało się do Akademii, a na pewno nikt w moim wieku. Powiedziałem o tym matce i widząc jej uśmiech i łzy szczęścia nie mogłem odmówić. Następnego dnia rozmyślałem nad słowami tego człowieka. Gdy czas się kończył, pożegnałem się z matką i poszedłem tam gdzie miałem iść. Gdy mnie zobaczył bardzo się ucieszył. Przeprowadził mnie przez mury i wtedy zobaczyłem jakie to piękne miejsce. Od razu zaprowadził mnie do mojego pokoju i dał szaty adepta. Gdy przechodziłem przez Akademię wielu ludzi i elfów dziwiło się na mój widok. Tak zaczęła się moja nauka w Akademii. Tu zakończyło się moje życie w mieście, a zaczęło nowe jako mag.

Minęło osiem lat. Nauka w Akademii przychodziła mi z łatwością. Moja niezaspokojona ciekawość, zrobiła ze mnie mola książkowego. Codziennie gdy miałem trochę wolnego siadałem w bibliotece i czytałem o magii żywiołów. Znalazłem nawet księgę magii zakazanej. Czytałem ją ukradkiem, bo czarna magia była surowo zakazana. Zacząłem nawet praktykować wypróbowując zaklęcia. Pewnego dnia nastało wielkie poruszenie w całym Lordaeronie. Podobno do wrót miasta dotarło kilka krwawych elfów, którzy chcieli się widzieć z królem. My jako studenci magii mogliśmy czasami wchodzić do pałacu i słuchać co się tam dzieje. Od razu polecieliśmy do pałacu. Moim oczom ukazało się pięć sylwetek krwawych elfów, czterech mężczyzn i jedna kobieta. Przyszli do Lordaeronu prosząc by ta elfka mogła dołączyć do Akademii Magów. Wszyscy byli bardzo zdziwieni tym co elfy powiedziały. Wiadomo bowiem było, że są znane z tego, że w ich mieście wszędzie praktykuje się magię. Ale jeszcze bardziej zdziwiło wszystkich zaakceptowanie przez króla ich prośby. Spotykałem często tą elfkę w Akademii. Dowiedziałem się także, że miała siedemnaście ludzkich lat. Na początku nie dawała rady więc przydzielono jej osobę, która miała ją oprowadzać i mówić co i jak. To zadanie padło na mnie. Nie za dobrze mówiła w naszym języku. Więc pierwszym co musiałem zrobić to ją podszkolić w naszej mowie. Później było już łatwiej. Rok później zaczęły się zajęcia praktyczne. Pierwszego dnia studenci magii, którzy jej nie lubili puścili w jej stronę dość mocną kulę ognia, która pewnie by ja zabiła, gdyby nie ja. Szybko rzuciłem się w jej stronę i wypchnąłem z toru kuli ognia, a sam dostałem w rękę. Wiem tylko że zemdlałem i obudziłem się w swoim pokoju, a on siedziała obok. Widziałem jej troskę i zmartwienie w oczach, więc zapytałem.

Nic ci się nie stało ? - powiedziałem

Dlaczego się martwisz o mnie? Przecież wiesz, że nie jestem tutaj mile widziana. W ogóle po co się rzuciłeś, aby mnie ratować?

Dla mnie nie istnieje ten cały podział na Hordę i Przymierze. Nie uważam cię za złą. Masz wielki talent do magii i nie powinno się go zmarnować przez jakiś ludzi, którzy cię nienawidzą. Jesteś dość szczególna, nie tylko z powodu tego, że król pozwolił ci się tu uczyć. Nikogo nie można dzielić. Dla mnie każda rasa, którą spotkam jest mile widziana.

To było dość poważne - zrobiła zdziwioną minę i parsknęła śmiechem - Nie bądź taki poważny bo to wygląda tak śmiesznie

Śmialiśmy się bardzo długo i wtedy pierwszy raz usłyszałem jej imię.

W ogóle jak się nazywasz, człowieku - spytała

Kenjase Drakkainen, a ty?

Nazywam się Sylfana Fëfalas

Sylfana... Piękne imię.

Dziękuje - odpowiedziała

Od tamtego czasu zawsze trzymaliśmy się razem. Zacząłem studiować książki na temat inżynierii, później zacząłem znosić różne narzędzia i przedmioty oraz robić własne pułapki. Książki wiele nie dawały,aż kiedyś spotkałem gnoma w mieście, który zgodził się pod uczyć mnie w inżynierii. Nauczyłem się robić bomby,miny i wszelkie pułapki.

Minęło pięć lat i zostałem pełnoprawnym magiem, Sylfana również nim została. Wszyscy uczniowie świętowali całą noc, później mieliśmy się rozejść. Moje przywiązanie do Akademii i Mistrza było zbyt duże, więc zatrudniłem się jako wykładowca, oczywiście Sylfana też to zrobiła. Nasza praca długo nie trwała. Zostałem powołany pewnego dnia do ochrony króla przy pewnej podróży. W połowie drogi zaatakowali nas zbóje, których musiałem zabić. Posłużyłem się magią i własnymi bombami, walka więc nie była zbyt długa. Przez cały już okres trwania podróży nic złego się nie stało. Gdy wróciłem do miasta od razu zostałem skierowany do pałacu króla. Menethil II zaproponował mi pracę jako członeka jego elitarnego oddziału. Dał mi cały tydzień na zastanowienie się.
Od razu poleciałem się przywitać z Sylfaną i spotkać z uczniami, bo takowych akurat miałem. Sylfana trochę się zmartwiła nagłą sytuacją, ale jednak w końcu przyznała, że jest to dobry wybór. Minęły zaledwie dwa dni, ruszyłem do pałacu poinformować króla o mojej decyzji przyłączenia się do oddziału. Minęło dziewięć lat, podczas których ożeniłem się z Sylfaną, kupiłem dom. Wiesz wszystko szło dobrze. Dobiłem nawet trzydziestki.

Może się coś napijemy, Arlemie? Strasznie zaschło mi w gardle, wrócimy do opowieści za godzinę.

Dobrze, ja stawiam !

"Godzinę później słońce już zaszło, w karczmie zrobiło się ciemno"

To co dokończysz swoją opowieść - zaproponował Tauren

Już, już. Skończyłem na...A już pamiętam.


Wiesz, pół roku po tych wydarzeniach stała się najstraszniejsza rzecz w moim życiu. Zabicie króla przez jego własnego syna Arthasa i śmierć wielu niewinnych osób w tym również mnie i Sylfany. Ale dokładniej. Pewnego dnia gdy przechadzałem się po murach miasta z daleka spostrzegłem dziwny czarny kształt. Wyciągnąłem z sakwy mojego małego mechanicznego szpiega, który wyglądał jak ptak i wysłałem go w tamtą stronę. Kiedy powrócił mogłem zobaczyć czym jest ten czarny kształt. Okazało się, że jest to armia prowadzona przez czarnego jeźdźca. Jak najszybciej przekazałem te informacje jednemu z żołnierzy i wysłałem go do króla. Armia się zatrzymała,a jeździec jechał dalej. Przy bramie okazało się, że był nim Arthas Menethil, syn Terenasa Menethil II. Strach odszedł ponieważ był do wielki bohater, ludność się ucieszyła, a on wmaszerował do miasta i poszedł prosto do pałacu. Poleciałem skrótem i byłem przed nim w pałacu. Ukryłem się w cieniu i obserwowałem. Po drodze wziąłem sztylet. Widziałem jak Arthas wmaszerował do środka. Widziałem jak wyciąga ostrze i od razu poznałem to ostrze, przeklęte ostrze, Ostrze Mrozu. Wyszedłem z mroku i zaatakowałem go wszystkim co miałem przy sobie. Magia i bomby. Rzucił się na mnie ledwo sparowałem ostrze moim sztyletem. Wymówiłem inkantację i wypuściłem z dłoni czar ognia, który podpalił go na chwilę i od razu zgasł. Dostrzegłem jak król wyciąga miecz i rzuca się w stronę syna. Krzyknął do mnie.

"To moja walka. Nie chroń mnie. To moja wina, że taki się stał i to ja go powstrzymam. Zostaw mnie, uciekaj. Nie umieraj dla człowieka który i tak jest już bliski śmierci" - po jego słowach zacząłem uciekać. Ostatni raz się odwróciłem i zobaczyłem jak się uśmiecha i ułamek sekundy później zostaje przeszyty ostrzem."Tak zakończył swój żywot Wielki Król Terenas Menethil II ostatni król Lordaeronu , zdradzony przez własnego syna Arthasa"

Biegłem ile sił w nogach, miałem nadzieję, że nic jej nie jest, gdy dobiegłem wszedłem szybko do domu i ją zobaczyłem. Była już przygotowana, na stole leżały dwa plecaki. Powiedziałem


Ruszajmy, król nie żyje. Oddał życie w walce.


Po moich słowach wybiegliśmy z domu. Przedzieraliśmy się uliczkami, gdzie hulała śmierć i hordy nieumarłych. Gdy byliśmy już blisko wyjścia przed nami stanęła postać ubrana w pancerz o kolorze czerni. Od razu wiedziałem, że to jeden z Rycerzy śmierci. Wyciągnął ostrze, uśmiechnął się i rzucił się na mnie oraz Sylfanę. Szybko dobyłem sztyletu i sparowałem ostrze, Sylfana zdążyła wypowiedzieć inkantację i wypuściła w jego stronę czar mrozu. Czar uderzył w niego, ale nic mu nie zrobił. Odskoczyłem. Wymówiłem co trzeba i wypuściłem w niego kulę czarnej materii. Ta zadziałała i zrobiła mu niewielką dziurę w pancerzu. Rycerz śmierci wypowiedział tylko kilka słów i ziemia pod nami rozstąpiła się, a z dziur wokół wypłynęły macki, które złapały mnie i ją. Rycerz podszedł do mnie i powiedział " Spoczywaj w pokoju", po tych słowach przeszył mnie mieczem. Kilka chwil później to samo zrobił Sylfanie. Czułem jak moje ciało robi się zimne, jak uchodzi ze mnie energia życiowa. Ostatnimi siłami przyczołgałem się do ukochanej, ostatni raz ją pocałowałem, jej oczy już były zamknięte, nie żyła. Nadszedł i mój czas, umarłem.


Obudził mnie powiew powietrza, otworzyłem oczy. Zobaczyłem wiele ciał, a obok mnie leżała ona. Miała otwarte oczy i patrzyła na mnie. W jej oczach było coś dziwnego. Straciły swój piękny zielony blask, a zamiast niego był jasny niebieski. Nie wiem ile czasu minęło. Powiedziała.

Kenjase, tak się martwiłam. Myślałam że to koniec. Dłuższy czas się nie budziłeś, myślałam, że cię straciłam - po jej słowach ja przytuliłem i pocałowałem. Zaczęła płakać. Nagle zrobiła się poważna i powiedziała - Twoje oczy Kenjase. Nie wygadają normalnie ten złoty blask, twoja twarz.... Jesteś cały blady. Czy my nie żyjemy?
Najwyraźniej nie. To, że zostały nam emocje i nie czuje tego, abym musiał służyć liszowi jest nadzwyczaj dziwne. Może to jakiś cud lub być może nasza więź była zbyt silna i zdążyliśmy się wyswobodzić z jego okowów. Nie to jest teraz ważne. Musimy uciekać jak najdalej stąd! - po tych słowach uciekliśmy z dala od miasta. Zamieszkaliśmy na ziemiach z daleka od Lordaeronu, w małej chatce - To koniec Arlemie.

Jak to? A gdzie jest Sylfana? - zapytał Tauren

Rozstaliśmy się to tyle.

Rozumiem, że nie chcesz mi powiedzieć wszystkiego. Dziękuję za piękną opowieść. Mam coś jeszcze do zrobienia. Żegnaj niedługo się znowu spotkamy.

Dziękuje, że rozumiesz. Żegnaj przyjacielu. - odprowadził taurena wzrokiem. Po chwili rozpamiętywał dalszy ciąg swej historii.

Minęło może sześćdziesiąt może więcej lat. Żyliśmy w wiosce tych, którzy nie pokłonili się królowi Liszowi. Pracowałem jako krawiec. Pewnego dnia wybrałem się po pewne zioła, o która prosiła mnie żona. Minęło kilka godzin. Gdy wróciłem okazało się, że wioska została zaatakowana i spalona. Przedzierałem się przez płomienie, aż w końcu dotarłem do swojego domu. Obok niego leżała Sylfana. Nie wyczuwałem w niej życia, ciało miało ranę kłutą bardzo dużą. Nigdy czegoś takiego nie widziałem. Nie wyczułem jej duszy, nic. Ona już nie żyła, a jej dusza odeszła na zawsze. Wtedy usłyszałem jakiś szmer, jeden z mieszkańców dalej żył. Podszedłem do niego. Powiedział co się stało. Powiedział,że i tak zaraz umrze więc niech mu nie pomagam.

Przybył tu Arthas z sporym oddziałem. Nikogo nie zabijali tylko łapali i przyprowadzali prosto do niego. Jak się później okazało, zabierał im dusze, po prostu je wysysał, wbijając swoje ostrze w nich. Z twoją żoną było tak samo. Więcej nie udało mi się zobaczyć, mnie nie wzięli bo dostałem, jak widzisz mam dziurę w brzuchu i umieram. Możesz coś dla mnie zrobić?

O co chodzi? Co mam zrobić?


Zakończ mój żywot, proszę

Po tych słowach, podszedłem do leżącego nieopodal mieczu, podniosłem go, wróciłem do niego, przeprosiłem i zakończyłem jego żywot

Spoczywaj w pokoju, przyjacielu.

Później podszedłem do jej ciała i przysiadłem.Gniew, smutek, żal, tęsknota wszystko nagle się wzmocniło. Siedziałem przy jej ciele długi czas, a gdy chciałem z tego wszystkiego odebrać sobie życie. Usłyszałem w głowie głos jakiejś istoty.

Nie lękaj się, znam sposób na ożywienie twojej żony, będzie cię to dużo kosztowało, zawrzesz ze mną pakt i oddasz mi swoją duszę, czasami będę nad tobą kontrolę. Pomogę ci jeśli będziesz potrzebować pomocy. Czy zgadasz się na to?

Zgadzam się - powiedziałem do siebie w myślach, nagle po tym poczułem w sobie inną osobowość - Nie lękaj się będę ci pomagał, moja nagrodą przy twojej śmierci będzie twoja dusza.

Po tym co usłyszałem, wstałem. Godnie pochowałem ciało żony i poszedłem w świat. Kilka lat podróżowałem po świecie i odkryłem dużo ciekawych miejsc, zwiedziłem Kalimdor, byłem również na Eastern Kingdoms zobaczyłem dawny Lordaeron, zobaczyłem wspaniałe królestwo elfów. Aż pewnego dnia gdy zatrzymałem się w karczmie w Brill przy wejściu siedział kruk i patrzył się na mnie. Wszedłem do środka nie zwracając na niego uwagi, zjadłem,porozmawiałem z przyjacielem, wypiłem i poszedłem do pokoju. Miałem sen że jestem krukiem, usłyszałem o Bractwie i o tym że na mnie czekają. Następnego dnia ruszyłem w ich stronę, mam nadzieję że oni pomogą mi w moim celu

Uwagi:

Abyss Abyssum


Ostatnio zmieniony przez Kenjase dnia Nie Sie 18, 2013 4:36 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 04 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Nie Gru 04, 2016 3:17 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Arashi
Mistrz Gry
Mistrz Gry


Dołączył: 25 Sie 2012
Posty: 159

PostWysłany: Czw Lip 25, 2013 6:05 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kata postaci do przyjęcia. Choć będziesz musiał popracować trochę nad stylem. Zobaczymy jak sobie poradzisz. Załóż odpowiednie tematy w statystykach i Banku. Na początek przydzielam Ci 450 sztuk złota.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Kenjase



Dołączył: 27 Cze 2013
Posty: 29

PostWysłany: Wto Mar 18, 2014 4:51 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wygląd mojego stróża demona w formie człowieka i demona.

http://greyhues.deviantart.com/art/Feolan-336812769 - człowiek

http://giye.deviantart.com/art/THE-GENESAI-149310038 - demon
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum corvitempus.forumoteka.pl Strona Główna -> Karty Postaci Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz dodawać załączniki na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group