Forum corvitempus.forumoteka.pl Strona Główna corvitempus.forumoteka.pl
Opis Twojego forum
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Lochy

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum corvitempus.forumoteka.pl Strona Główna -> Siedziba Gildii Corvi Tempus
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Reynevan
Mistrz Gry
Mistrz Gry


Dołączył: 24 Lip 2012
Posty: 105

PostWysłany: Wto Sie 07, 2012 1:14 pm    Temat postu: Lochy Odpowiedz z cytatem

Piwnice siedziby zostały przekształcone w niewielkie lochy. Kilka cel aktualnie zieje pustką, a jedyne dźwięki jakie stamtąd dochodzą to wycie hulającego w nich wiatru. Całość spowija mrok rozświetlany jedynie słabym blaskiem pochodni.



Wejście do lochów znajduje się na tyłach głównej sali. Kręte kamienne schody prowadzą do małej salki, w której na ścianach wiszą zadzierzgnięte pochodnie. W tym pomieszczeniu znajdują się drewniane drzwi z metalową kratownicą przez które trzeba przejść by dostać się do samych lochów. Za nimi panuje niezmącony niczym mrok, który rozproszyć może jedna z pochodni wiszących w przedsionku. Gdy mrok ustępuje miejsca światłu pochodni, oczom przybysza ukazuje się długi korytarz. Po obu jego stronach znajdują się niewielkie cele. Zazwyczaj stoją one puste i niewykorzystane, lecz czasem wtaczane są tutaj pijane zwłoki któregoś z członków bractwa Corvi Tempus. Po takiej pobudce w lochu zazwyczaj odechciewa się pijackich ekscesów. Dalej na ścianach korytarza gdzieniegdzie ujrzeć można dziwnie wyglądające ryty i zadrapania. Pochodnia nie oświetla końca korytarza i tam nadal czai się mrok. Jest on na tyle gęsty i skrystalizowany, że światło pochodni zdaje się od niego nieśmiało odsuwać. Zazwyczaj nikt dalej się nie zapuszcza, lecz gdyby tak było zobaczyć można koniec korytarza przeradzający się w usianą naciekami jaskinię prowadzącą głęboko w dół...
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 04 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Nie Gru 04, 2016 3:18 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Itsuki



Dołączył: 19 Sie 2012
Posty: 106

PostWysłany: Sob Sie 25, 2012 9:43 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Paladyn niósł zbója w postaci owcy, gdy ten nagle zaczął wracać do ludzki kształtów.
Lecz nadal coś z nim było nie tak - nadal żuł trawę i co jakiś czas wydawał z siebie charakterystyczny dźwięk: "Beeeeeee!"
„Co do cholery ?!”- pomyślał Itsuki.
Przyłożył zbójowi fangę prosto w nos po czym ten stracił przytomność - Będziesz spokojny i trochę mniej wyrywny - powiedział do siebie paladyn.
Kierował się w kierunku schodów prowadzących do lochów, ponieważ schody były kręte stwierdził, że nie zniesie zbója na plecach. Zrzucił więc go na ziemię, po czym kopnął go z całej siły w zadek. Zbój potoczył się bezwładnie po schodach do małej salki znajdującej się na ich końcu. Paladyn zszedł na dół, wziął w rękę jedną z pochodni, drugą chwycił zbója za kołnierz i zaczął ciągnąć go w kierunku drewnianych drzwi z metalową kratownicą. Otworzył je powoli z strasznym piskiem i jego oczom ukazał się korytarz z celami. Zaciągnął nieprzytomnego zbója do pierwszej z brzegu celi, następnie zamknął ją na klucz tkwiący w drzwiach i opuścił ciemny, wilgotny loch.

(z/t)

_________________
SEMPER FIDELIS: zawsze wierni.
Da?e? mi Panie zbroj? Dawny ku? p?atnerz j?
W wielu pogi?ta bojach Wielu ochrzczona krwi?
W wykutej dla giganta...
J.Kaczmarski "Zbroja"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Arashi
Mistrz Gry
Mistrz Gry


Dołączył: 25 Sie 2012
Posty: 159

PostWysłany: Sob Mar 16, 2013 6:09 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Powoli schodziła krętymi schodami w dół. Ostrożnie stawiała stopy, a w jej głowie kłębiły się myśli. „Mój ostatni demon z przeszłości… Ostatni… Wreszcie będę wolna…”. Kiedy doszła do małej sali na końcu zatrzymała się. Zdjęła pelerynę by nie krępowała jej ruchów i odłożyła na bok pod ścianę. Na nią położyła zawiniątko z mieczami. Wyprostowała się i zamknąwszy na chwilę oczy głęboko odetchnęła uspokajając emocje i myśli jakie się w niej kłębiły. Otworzywszy oczy wzięła jedną z płonących pochodni i stanęła przed drewnianymi drzwiami z metalową kratownicą. Pchnęła drzwi. Uchyliły się z piskiem. Skrzywiła się słysząc ten dźwięk. Chwilę stała nasłuchując. Lecz z głębi korytarza nie dobiegł żaden odgłos. Przekroczyła próg „Nie mam już odwrotu” pomyślała a oczy jej rozbłysły wewnętrznym ogniem. Zrobiła parę kroków naprzód. W mdłym blasku pochodni dostrzegła cele ciągnące się w głąb po jednej i drugiej stronie. Czuła zapach stęchlizny i chłód z nieoświetlonej części korytarza. Umocowała pochodnię w uchwycie przy ścianie. Bezszelestnie podeszła do jednej z cel. W nikłym blasku jaki dawała pochodnia dostrzegła w środku rosłą postać siedzącą tyłem i mamroczącą do siebie przekleństwa. Jej najgorszy koszmar … Woland. Ostatni z jej katów i najbardziej okrutny. Znów wspomnienia uderzyły w nią całą mocą, znów poczuła fizyczny ból jak wtedy…Zagryzła wargę do krwi, a ręce położyła odruchowo na głowni sztyletów. Podeszła i małym ostrzem przypominającym wytrych cicho bez jakiegokolwiek szmeru przekręciła zamek. Wślizgnęła się niezauważenie do środka. Stała za jego plecami na wyciągnięcie ramienia. Już miała zadać jeden cios, cios który miał zakończyć wszystko. Ale w ostatniej chwili zmieniła zdanie. Chciała by cierpiał, by choć przez chwilę poczuł to co ona…wtedy…. Cofnęła się na bezpieczną odległość i cicho powiedziała –Wreszcie znalazłeś miejsce godne ciebie…Wolandzie Azazelth. Zerwał się na równe nogi i odwrócił. Górował nad nią sylwetką i siłą. Przypatrywał się jej przez chwilę po czym zaśmiał się głośno. Rozstawił nogi stając w rozkroku i podpierając się pod boki rzekł – Mała suczka wróciła… Czyżbyś zatęskniła za naszymi zabawami ? Szydził i nagle doskoczył w jej kierunku próbując chwycić za gardło. Lecz była szybsza, odskoczyła tnąc mu w półobrocie nadgarstek. Cofnął się. Teraz jego twarz przybrała wściekły wyraz – Za mało Cię oćwiczyłem dziewko ! Nie ma tu mego Pana więc wytoczę z Ciebie ostatnią kroplę krwi… Znów uderzył, lecz i tym razem uchyliła się przed ciosem, wyginając ciało pod nieprawdopodobnym kątem. Siła ciosu mogła jej rozłupać czaszkę, lecz nie dotarła do celu zmuszając mężczyznę by ponownie zrobił rozkrok łapiąc równowagę. – TY ! Ty elfii pomiocie ! Wypatroszę cię ale przedtem się zabawię ! Ryknął - Nie. Mam lepszy pomysł. Zetnę tę twoją główkę, jak głowę tamtego śmiecia i zrobię sobie z niej pucharek ! Głośny rechot i kolejny stek wulgarnych słów… Cofała się i nie słuchała tego co mówił. Słowa, które miały ranić padały nie dosięgając jej. Zamknęła swoje uszy koncentrując się na jego ruchach. Już dwa razy próbował jej dosięgnąć i dwa razy robiąc unik zadała mu drobne rany…Znów na chwilę zatrzymał się w szerokim rozkroku… - Dość - wyszeptała i wykonała jeden z trików jaki nauczył ją Ged. Było to bardzo niebezpieczne i wymagało doskonałego poczucia równowagi, ale jedynie w ten sposób mogła zniwelować jego przewagę fizyczną… Zrobiła wślizg na jednej ugiętej nodze wyginając ciało prawie równolegle do podłoża. Prześlizgnęła się między jego nogami wbijając jeden ze sztyletów od dołu w krocze po samą rękojeść. Gdy za jego plecami przeniosła ciężar ciała powracając do pionu ciachnęła po ścięgnach podkolanowych tak, iż padł na kolana. Wszystko to trwało sekundy… Mężczyzna klęcząc wył trzymając się za przyrodzenie. Jednym saltem przeskoczyła nad nim i stanęła wprost naprzeciwko. Wreszcie jego oczy były na wysokości jej oczu. Wycie ustało. Stała blisko patrząc w jego twarz. Nagle poczuła ból. Chwycił ją i wychrypiał – Zabiorę cię ze sobą dziwko… Pochyliła się i mimo bólu w boku wyszeptała przejeżdżając niezauważalnym ruchem dłoni po jego szyi - Wracaj do piekła. Gdy cofnęła dłoń, w której trzymała mały sztylet, na szyi pokazała się najpierw mała czerwona lina by po chwili trysnąć czerwienią. Oczy mężczyzny otwarły się szeroko. Po chwili jego dłonie powoli ześliznęły się i jego ciało drgając upadło u jej stóp. Kiedy znieruchomiał zapragnęła nagle opuścić ten ciemny loch. Potrzebowała powietrza by odetchnąć, by uspokoić myśli. Odwróciła się i nie patrząc na nieruchome zwłoki wyszła z celi. Czuła się jakby ktoś wyłączył jej myślenie. Tak jakby znów patrzyła na wszystko spoza stając z boku.
Kiedy się pochyliła mechanicznie zabierając pelerynę i miecze z miejsca gdzie je wcześniej odłożyła zakręciło się jej w głowie. Oparła się o mur i oddychała głęboko. Znów poczuła ból w boku a w ustach metaliczny smak. Plunęła krwią. Dotknęła boku i skrzywiła się. Skoncentrowana na swoim celu nawet nie zwróciła uwagi, kiedy ją zranił. "Dałam się ponieść emocjom" pomyślała. "Kiedyś przypłacę to życiem". Rana była głęboka, ale czuła, że arterie są nietknięte. Westchnęła. "Wygoi się". Znów plunęła krwią. "Muszę wyjść z tej nory". Pchnęła drzwi i znalazła się z powrotem na dziedzińcu.

z/t
drobna zmiana1 raz


Ostatnio zmieniony przez Arashi dnia Nie Mar 17, 2013 1:22 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Hubaksiss



Dołączył: 05 Lis 2012
Posty: 71

PostWysłany: Sob Kwi 13, 2013 5:34 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Uchyliwszy drzwi zszedł po schodach na dół. Przeszedł przez kolejne otwarte drewniane drzwi z metalową kratownicą. Zobaczył korytarz ginący w mroku, a po bokach cele ciągnące się po jednej i drugiej stronie. Na ścianie z boku zatknięta o metalowy uchwyt paliła się jedna pochodnia dając trochę światła. Czując zapach stęchlizny zmarszczył nos. – Lochy – sapnął sam do siebie – nieprzyjemnie miejsce. Taureni z reguły nie przepadali za ciasnymi i ciemnymi pomieszczeniami. A to było wyjątkowo paskudne. Skupił się. Nie wyczuł nic niepokojącego więc postanowił, iż nie będzie zagłębiać się w mroczny korytarz. Już miał się wycofać, kiedy dostrzegł otwartą celę. Złapał pochodnię i ruszył w tamtą stronę. Nagle pod kopytem zachrzęściło coś. Pochylił się i podniósł przedmiot. Przyświecił sobie pochodnią. Na jego łapie leżał nóż pokryty zakrzepłą krwią. „Ciekawe skąd się tu wziął” – pomyślał i podniósłszy pochodnie nad głowę przekroczył próg celi. Widok zaszlachtowanego draba nie wstrząsnął nim. W swoim życiu widział wiele ran, wiele trupów i okrucieństwa. Ale zaciekawił go sposób w jaki to zrobiono Pochylił się oceniając zadane rany. Przypatrując się zwłokom ocenił, iż istota, która pozbawiła życia tego wielgachnego draba musiała być niewysoka. Wskazywały na to drobne rany na rękach i fakt, iż przecięto ścięgna podkolanowe. Oceniając dalej ułożenie ciała stwierdził, że gardło podcięto mężczyźnie kiedy nie mógł już stanąć na nogi. Wzdrygnął się patrząc na ranę krocza - To musiało boleć – szepnął do siebie. Chmmm. Nie wiem co zrobiłeś, ale musiało to być naprawdę coś paskudnego. Zamyślił się. Spojrzał na nóż, który znalazł. – Tak. To ma sens. Znów spojrzał na truchło. - Coś mi się zdaje Arashi, że złożyłaś tu nieoczekiwaną wizytę. Schował nóż. - Trzeba będzie z tobą porozmawiać. Ale … sądząc po tych ranach to musiałaś mieć naprawdę ważny powód dziewczyno. Powiedział cicho odwracając się i kierując do wyjścia. Zgasił pochodnię i otworzywszy drzwi wyszedł z powrotem na dziedziniec.


z/t
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum corvitempus.forumoteka.pl Strona Główna -> Siedziba Gildii Corvi Tempus Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz dodawać załączniki na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group