Forum corvitempus.forumoteka.pl Strona Główna corvitempus.forumoteka.pl
Opis Twojego forum
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Szlak Północny
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum corvitempus.forumoteka.pl Strona Główna -> Trakty Podróżne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Reynevan
Mistrz Gry
Mistrz Gry


Dołączył: 24 Lip 2012
Posty: 105

PostWysłany: Wto Sie 14, 2012 12:33 am    Temat postu: Szlak Północny Odpowiedz z cytatem

Szlak prowadzący od Rozdroży do Kruczego Gniazda

Jest to najmniej uczęszczany z obecnych traktów. Jest on również w najgorszym stanie. Głownie kamieniste i sypkie podłoże nie pomaga jeżdżącym tym traktem wozom. Prowadzi on przez równinne tereny później przechodząc w tereny górzyste. Przemierzając pierwszy odcinek trasy nie trzeba się niczego obawiać jednak wkraczając w górzysty teren można natknąć się na dzikie zwierzęta.

_________________
Nie jest umar?ym ten, który spoczywa wiekami. Nawet ?mier? mo?e umrze? wraz z dziwnymi eonami.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 03 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 03, 2016 8:46 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Finaesh



Dołączył: 19 Sie 2012
Posty: 31

PostWysłany: Nie Sie 26, 2012 10:02 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Finaesh i Aeszma pędzili traktem prowadzącym do Rozdroży. Fin nie mające czego się trzymać owinął swoje ręce dookoła bioder Elfki. Głowę położył na jej ramieniu. Bacznie obserwował tereny przez które przejeżdżają. Szlaki niby były bezpieczne, ale różnie to bywało w tych terenach. Fin kazał Ochłapowi zwolnić, gdy zaczęły się bardziej kamieniste tereny. Teraz wierzchowiec z gracją maszerował, a pasażerowie mogli spokojnie pooddychać.
Fin nie zmienił pozycji, cały czas był wtulony w Elfkę.
-Zatrzymamy się na noc w Crossroads - zaczął Elf - a potem z samego rana ruszymy do stolicy. No a potem... -miał dokończyć, ale powstrzymał się. - Mam nadzieje, że nie masz choroby morskiej - zapytał Elf i uśmiechnął się. Spojrzał na Aeszme i czekał co odpowiedź.

_________________
Mój ma?y, g?upi braciszku. Je?li chcesz mnie zabi? – nienawid? mnie, nie cierp mnie, a teraz uciekaj, uciekaj i ?yj, ?yj w ha?bie.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Aeszma



Dołączył: 19 Sie 2012
Posty: 53

PostWysłany: Nie Sie 26, 2012 10:27 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Nie, nie mam. A dlaczego pytasz? - zapytała zdziwiona. Robiło jej się co raz cieplej, jednak ani słowem się nie odezwała by Elf odsunął się odrobinę. W końcu on miał konia, a ona potrzebowała jak najszybciej dostać się do Orgrimmar.
- Nie wiem czy zatrzymywanie się na noc jest dobrym pomysłem. Chyba chciałabym jak najszybciej dotrzeć do celu naszej wyprawy. - po tych słowach zamilkła. Przypominała sobie wszelkie wydarzenia z siedziby, jedno za drugim. Nie myślała nawet, że tyle rzeczy na raz może się jej kiedykolwiek przytrafić. Aż strach pomyśleć co jeszcze ją czeka. Zdziwiło ją również to, że zupełnie obcy ludzie od razu otworzyli się dla niej jak rodzina, że nie zważali na jej pochodzenie. No i ona sama... Również pewnie wkroczyła w ich szeregi, zdobyła się na wiele odwagi w walce ze zbójami. Skąd to wszystko się brało? Nie wiedziała. Wiedziała jedno. Chce pozbyć się tej cholernej trucizny, by móc żyć i wraz z bractwem Corvi Tempus nauczyć się tajników magii, którą ma w sobie. Kto wie? Może i o niej usłyszy kiedyś świat. Słyszała już w głowie pieśni bardów na jej cześć. To by było coś... Kurtyzana z Silvermoon okazała się być jednym z potężniejszych magów jakich widziały oczy ludzkie, Elfie i wszelkich innych ras! Ale marzenia lepiej pozostawić za sobą. Aeszma wyrwała sie z transu i rozejrzała się. W oddali było widać górzyste tereny. Spróbowała odnaleźć się w ich położeniu i odgadnąć ile jeszcze drogi przed nimi, jednak te wszystkie zdarzenia oraz długa podróż zrobiły swoje. Zmęczenie nie pozwalało jej jasno określić ich sytuacji ani położenia. Przyłożyła lewą rękę do ust i leciutko ziewnęła. Odwróciła się by spojrzeć na Fina i uśmiechnęła się do niego ze słodko rozleniwionym wyrazem twarzy.

_________________
"Od poca?unków m??czyzny usta kobiety nie bledn?, raczej odnawiaj? si? jak ksi??yc."
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Finaesh



Dołączył: 19 Sie 2012
Posty: 31

PostWysłany: Nie Sie 26, 2012 10:48 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

-No to dobrze - uśmiechnął się Elf i już nic nie mówił. Sięgnął po bukłak wody przymocowany przy siodle i podał go Aeszmie. Z każdym metrem słońce grzało coraz mocniej... Powoli zbliżali się do granicy Barrens.
-Jesteś przemęczona. Chociaż zatrzymajmy się tam, by na chwilę odpocząć, a ruszymy jak zajdzie słońce, żebyśmy nie padli z gorąca - powiedział Elf z powagą. - Na pewno zdążymy... Już raz widziałem bramy śmierci i nie mam zamiaru ich oglądać po raz drugi - dodał i posmutniał. Jego wzrok był teraz na wszystko obojętny. Wpatrywał się w jedno miejsce i odpływał wraz z wspomnieniami. Tymi dobrymi, ale i tymi złymi. W końcu się otrząsnął i spojrzał na Elfkę.
-Może spróbuj zasnąć? Na siedząco jest dość ciężko, ale można się nauczyć.

_________________
Mój ma?y, g?upi braciszku. Je?li chcesz mnie zabi? – nienawid? mnie, nie cierp mnie, a teraz uciekaj, uciekaj i ?yj, ?yj w ha?bie.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Reynevan
Mistrz Gry
Mistrz Gry


Dołączył: 24 Lip 2012
Posty: 105

PostWysłany: Czw Sie 30, 2012 11:59 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Reynevan podpierając się swym kosturem parł do przodu po kamienistym szlaku. Na głowę zawadiacko narzucony miał kapelusz. Ubrany był w swój podróżny czarny płaszcz, a kaptur zwisał z tyłu i opadał na plecy. W jednej z wielu kieszeni płaszcza znalazł swą szczęśliwą kość do gry i jął podrzucać ją w zadumie. Podróżował już od dłuższej chwili i był już tym nieco zmęczony. Przysiadł więc na kamieniu leżącym tuż obok traktu i zdjął z pleców lutnie, opierając ją o tenże kamień. Kostur położył sobie n kolanach by w razie konieczności mieć go pod ręką. Siedząc i odpoczywając o mało co a by nie zasnął, jednak sen z powiek zdjęły mu rozmyślania o tym co zastanie w siedzibie. Miał nadzieje, że nikt podczas jego nieobecności nie puścił ich nowego domu z dymem. Kamienne bloki ciężko podpalić. Niestety jednak jest to wykonalne. Przypomniały mu się szalone pomysły szamana Neex'a i myśląc o tym wzdrygnął się.
- No cóż co ma być to będzie. Za chwilę czas znów ruszyć szlakiem ku naszej wspaniałej stercie kamieni, którą nazywamy siedzibą bractwa. - powiedział do siebie z przekąsem w głosie. Po chwili jednak na trakcie usłyszał odgłosy zbliżającego się wierzchowca. Jednego wierzchowca. To go uspokoiło gdyż raczej bandyci poruszają się pieszo i to zazwyczaj lasem tak by nie było ich słychać. Jeden wierzchowiec zaś zwiastował najczęściej jednego podróżnego. Prosta kalkulacja niewymagająca zbytniego wysiłku. Reynevan postanowił siedzieć i poczekać na podróżnego niczym się nie przejmując.
- Może przyniesie mi jakieś wieści z okolic siedziby? - pomyślał w duchu. Pozostawało mu tylko czekać aż wierzchowiec wraz z jeźdźcem zbliży się na tyle by mógł dostrzec któż to podróżuje traktem w strone Rozdroży. Słońce mile ogrzewało plecy chyląc się ku zachodowi a Reynevan czekał...

_________________
Nie jest umar?ym ten, który spoczywa wiekami. Nawet ?mier? mo?e umrze? wraz z dziwnymi eonami.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Aeszma



Dołączył: 19 Sie 2012
Posty: 53

PostWysłany: Nie Wrz 02, 2012 12:57 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Owszem, jestem zmęczona- powiedziała Elfka - jednak póki co, nie mam czasu na odpoczynek. Muszę cieszyć się życiem, nie wiadomo ile mi go jeszcze zostało. - skrzywiła się nieco na samą myśl o śmierci. Była młoda, piękna... Szkoda by było tak wcześnie umierać. Dlatego każda chwila zwłoki była dla niej nie do pomyślenia. Ale to w końcu jego wierzchowiec.
Pędzili tak i pędzili. Słońce otulało ich swoim ciepłem, a końskie kopyta wydawały charakterystyczny, miarowy dźwięk, który ich uspokajał. Nagle na horyzoncie Aeszma dostrzegła jakąś sylwetkę. Zmrużyła swoje oczy by lepiej dostrzec jakieś szczegóły. Jednak promienie słoneczne skutecznie jej to uniemożliwiały. Spojrzała na Fina, jakby chcąc się upewnić czy on również coś widzi, czy może ją z tego zmęczenia ogarnęły jakieś omamy wzrokowe. Przelotnie zerknęła jeszcze w stronę postać sprawdzając czy przypadkiem nie zniknęła w przeciągu tej krótkiej chwili. Na szczęście nie. Zwróciła się do Elfa:
- Widzisz? Tam daleko! Tam ktoś chyba stoi! Może potrzebuje pomocy? Musimy to sprawdzić! - odezwała się w niej chęć niesienia pomocy innym. Gdy byli już całkiem blisko niego, mogła dokładnie zobaczyć obcego. Był to nieumarły o ziemistej cerze, z odchodzącą gdzieniegdzie z twarzy skórą i w prostych podróżnych ubraniach do których zaliczał się między innymi czarny płaszcz. Dostrzegła również jego kostur oraz lutnię.
*Hmmm... Wygląda, jakby nas oczekiwał.* pomyślała odrobinę zmieszana Elfka i spojrzała na Fina.

_________________
"Od poca?unków m??czyzny usta kobiety nie bledn?, raczej odnawiaj? si? jak ksi??yc."
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Finaesh



Dołączył: 19 Sie 2012
Posty: 31

PostWysłany: Nie Wrz 02, 2012 9:40 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

-Nie martw się - powiedział Fin - Będzie dobrze.
Po jakimś czasie Fin zauważył jakąś dziwną postać. Po gestach Aeszmy stwierdził, że ona też go widzi. Chwycił miecz przy pasie i ostrożnie wyjął drugi znajdujący się pod siodłem. Trzymał je teraz schowane na plecami
-Potrzebuje pomocy? - zaśmiał się Elf po nosem - W tych rejonach mało kto potrzebuje pomocy. Raczej szukają okazji by kogoś ograbić.
Fin wymamrotał pod nosem zaklęcie ochronne. Aeszma była na tyle blisko, że mogła usłyszeć słowa "Diogelu eich corff ac enaid". Oczy Elfa zalśniły błękitem.
Kiedy się zbliżyli, Ochłap zwolnił, a Fin odetchnął z ulgą, gdy zobaczył znajomą twarz umarlaka.
-Nie ma się czego bać - wyszeptał do ucha Aeszmy i zszedł z wierzchowca.
-Czegoż tu szukasz zagubiony wędrowcze - powiedział Fin z szyderczym uśmiechem na twarzy do nieumarłego i stanął naprzeciw niego.

_________________
Mój ma?y, g?upi braciszku. Je?li chcesz mnie zabi? – nienawid? mnie, nie cierp mnie, a teraz uciekaj, uciekaj i ?yj, ?yj w ha?bie.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Reynevan
Mistrz Gry
Mistrz Gry


Dołączył: 24 Lip 2012
Posty: 105

PostWysłany: Nie Wrz 02, 2012 12:42 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Jednak podróżnych była dwójka. Fineasha Reynevan doskonale znał i to jeszcze z czasów Leth mori Aiwe, lecz osoby mu towarzyszącej nigdy przedtem nie widział. Jedyne co można było o niej powiedzieć to to, że była pewnego rodzaju wynaturzeniem. Z reszta w towarzystwie Fineasha mogło to uchodzić za powszechne, gdyż on sam nie był przykładem normalności. Podróżni poruszali się na grzbiecie jakiejś wychudłej szkapy, która najprawdopodobniej należała do Fineasha. Po usłyszeniu pytania milczał przez dłuższą chwilę. Poprawił kapelusz na głowie tak aby widzieć swego rozmówcę i podparł się kosturem dla zachowania równowagi.
- Ciekawe dokąd mogą zmierzać? - pomyślał nieumarły po czym rzekł - A cóż to Fineashu czyżbyś podróżował z człekiem jakimś? No dobrze już dobrze nie patrz tak na mnie... W każdym razie widzę, że znalazłeś sobie podobną. Jaki jest cel waszej podróży, gdyż ja zmierzam właśnie w stronę naszego poczciwego zamczyska. Usłyszałem stukot kopyt na kamienistym trakcie, więc pomyślałem, że poczekam na podróżnych i może się dowiem od nich czegoś ciekawego.
Reynevan z premedytacją nie podał swego imienia gdyż miał nadzieję, że zostanie prędzej czy później przedstawiony.
- A Ty młoda damo uważaj na tego tutaj. Gdziekolwiek się wybieracie on jak nikt inny przyciąga kłopoty. No, ale na wystraszoną to Ty nie wyglądasz. I dobrze.. - Reynevan uśmiechnął się wypowiadając ostatnie słowa. - Dokądkolwiek jedziecie nie jest to na pewno wycieczka krajoznawcza. Czyżbym zgadł?
Reynevana nie bardzo obchodził cel wyprawy tej dwójki jednak możliwość rozmowy z kimś na szlaku rozwiązała mu język i teraz wyczekiwał odpowiedzi. Odpowiedzi, która mogła zawierać w sobie informację o siedzibie, z której wszak wyruszyli. Przynajmniej taką nadzieję miał nieumarły. Zbliżał się wieczór a nie chciał on spędzić go nocując na szlaku. Nerwowo poruszył się na swym siedzisku dając znak swym rozmówcom, że chciał usłyszeć odpowiedź jeszcze dzisiaj.

_________________
Nie jest umar?ym ten, który spoczywa wiekami. Nawet ?mier? mo?e umrze? wraz z dziwnymi eonami.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Aeszma



Dołączył: 19 Sie 2012
Posty: 53

PostWysłany: Wto Wrz 04, 2012 10:09 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Aeszma zeszła z konia i podeszła do Reya z zamiarem przywitania się. Jednak widząc ignorancję i pogardę w oczach nieumarłego ledwie się powstrzymała, żeby nie przywalić mu leżącą niedaleko lutnią. Spoglądała na niego skrzywiona i nie miała zamiaru nawet udawać, że jego osoba przypadła jej do gustu. Jednak widząc, że dobrze zna Fina, zacisnęła zęby i posyłała mu tylko złowrogie spojrzenia, starając się pozbyć ze swojej głowy obrazu miażdżenia jego czaszki jakimś ciężkim głazem uniesionym przy pomocy magii. Słysząc jednak, że jegomość kieruje swoje słowa do niej, otrząsnęła się z zadumy i zaczęła w końcu go słuchać.
*Ciekawski, stary dziad! Cholerny truposz! Co go obchodzi gdzie się udajemy?!* mniej więcej o tym myślała, jednak słowa które wypowiedziała były zupełnie inne:
- Jedziemy do Orgrimmar załatwić kilka spraw i niestety nie mamy czasu na pogaduszki, prawda Finie? - dwa ostatnie słowa powiedziała z takim naciskiem, że mogło to się wydać wręcz komiczne. Odwróciła się, a końcówki jej włosów zafalowały tuż przed twarzą wędrowca. Podeszła do Ochłapa i siegnęła do swej torby z której wyjęła otrzymany niedawno płaszcz z symbolem gildii. Spojrzała na towarzyszy i jakby od niechcenia powiedziała:
- Robi się chłodno - jakby wyjaśniając swoje postępowanie. Zarzuciła pelerynę na ramiona i wyczekująco spojrzała na Elfa.

_________________
"Od poca?unków m??czyzny usta kobiety nie bledn?, raczej odnawiaj? si? jak ksi??yc."
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Reynevan
Mistrz Gry
Mistrz Gry


Dołączył: 24 Lip 2012
Posty: 105

PostWysłany: Sro Wrz 05, 2012 3:34 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Towarzyszka Fineasha podeszła bliżej przy czym zaniechała powitania. Reynevana trochę to zirytowało jednak nie na tyle żeby zabrał w tej sprawie głos. Z bardzo lakonicznej wypowiedzi elfki, bo chyba jednak po części elfką była ta buńczuczna istota, dowiedział się on, że razem z Fineashem zmierzają do Orgrimmar. Nie jego była to rzecz, ale wydawało mu się to co najmniej dziwne. Najciekawiej zrobiło się jednak gdy kobieta wyciągnęła z juków płaszcz z herbem bractwa. Jego bractwa.
- Cóż rzeczywiście robi się chłodno. Wieczorami już tak bywa Panienko. Czas się w związku z tym zbierać, gdyż widzicie mnie również wzywają sprawy nie cierpiące zwłoki. - mówiąc to podróżnik wstał i ukłonił się Fineashowi i jego towarzyszce.
- Ciekawe kto ją przyjął do Corvi Tempus - pomyślał nieumarły - W każdym razie szlacheckich manier to ona nie posiada. Niewielka to jednak strata.
Reynevan zabrał opartą o kamienny głaz lutnię oraz do ręki chwycił swój podróżny kostur. Odszedł parę kroków po czym obrócił się i popatrzył chwilę na oddalających się powoli samotnych wędrowców.
- Życzę powodzenia na szlaku! - krzyknął po czym dodał już ciszej - Fineashu a z Tobą chciałbym się widzieć zaraz po tym jak załatwisz swoje sprawy, jak mniemam związane z tą oto dziewką. Podczas gdy Ty błąkałeś się po świecie część z nas składała do kupy to co pewien nieumarły spieprzył. Cholera by go jasna wzięła tfu! No nic podróżujcie w spokoju...
Po tych słowach Reynevan obrócił się na pięcie i ruszył w swoją stronę zostawiając za sobą podróżujących w kierunku Rozdroży Fineasha i dziwną elfią kobietę. Musiał się spieszyć, gdyż należało przekazać parę spraw pozostającym w siedzibie bractwa ziomkom. Był bardzo ciekawy co zastanie na miejscu.

z/t

_________________
Nie jest umar?ym ten, który spoczywa wiekami. Nawet ?mier? mo?e umrze? wraz z dziwnymi eonami.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Finaesh



Dołączył: 19 Sie 2012
Posty: 31

PostWysłany: Sro Wrz 05, 2012 7:39 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

-Tak... zmierzamy do Orgrimmar - powiedział lekko zdezorientowany Fin. Widział, że Aeszma i Rey nie zbyt się polubili, a atmosfera zrobiła się dość dziwna.
-Później Ci wszystko wyjaśnię - dodał po chwili i ruszył za Elfką. Poczekał, aż Aeszma wejdzie na Ochłapa, po czym zrobił to samo. Schował miecze tam skąd je zabrał i powoli ruszyli przed siebie.
-I Tobie życzę powodzenia - zaczął Fin, a gdy usłyszał ostatnie słowa Reya krew w jego żyłach przyśpieszyła - Tak, przyjdę do Ciebie, ale nie oczekuj, że nastąpi to prędko. Gdy, Wy składaliście to, co po nas zostało, ja szukałem żony... Pamiętasz Ją jeszcze? Zresztą nie ważne... Do zobaczenia za jakiś czas. - Fin dał znak, że Ochłap ma przyspieszyć, lecz w ostatnim momencie odwrócił głowę i krzyknął.
-Gratuluje awansu...
Ruszyli przed siebie, lecz już nie z taką szybkością co wcześniej. Wiatr był coraz zimniejszy, a po za tym Fin chciał, żeby Aeszma trochę się zdrzemnęła, a na pędzącym wierzchowcu jest to dość trudne. Wtulił się w nią, a głowę jak wcześniej oparł na ramieniu. Na jego twarzy zawitał smutek, a oczy miał skierowane w jedno miejsce. Elf wyglądał, jakby teraz znajdował się w innym świecie... Świecie wspomnień.

_________________
Mój ma?y, g?upi braciszku. Je?li chcesz mnie zabi? – nienawid? mnie, nie cierp mnie, a teraz uciekaj, uciekaj i ?yj, ?yj w ha?bie.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Aeszma



Dołączył: 19 Sie 2012
Posty: 53

PostWysłany: Sob Wrz 22, 2012 9:54 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Elfka spoglądała jeszcze chwilę na rozmawiających. Jednak po chwili, jakby przestało to być ważne. W oddali dostrzegła kilka dzikich zwierząt. Zafascynowana wpatrywała się w nie z zachwytem. Te ich ruchy były... Takie... Naturalne... Piękne... Proste... Po chwili poczuła jak coś ciepłego usiadło za nią na koniu i wtuliło się w nią. Jej spięte mięśnie rozluźniły się, a na jej twarzy pojawił się błogi uśmiech. Kiedyś we śnie mijała pięknego anioła o czerwonych oczach i czarnych włosach. Był inny niż wszyscy, lecz taki sam jak ona. Czuła tę więź. Na jej twarzy uśmiech gościł bez końca, myślała że to on za nią siedzi i pilnuje jej. Nagle wszystko się rozmyło. Pędzili z niewiarygodną prędkością, a jej włosy zaczęły niemalże płonąć srebrnym blaskiem. Dookoła niej emanowała aura jasności, dookoła niego zaś aura ciemności. Nagle wszystko ucichło. Ich ruchy stały się nienaturalnie powolne, flegmatyczne, sztuczne... Zobaczyła syrenę która się o nią najbardziej troszczyła gdy była dzieckiem. Ta piękna istota uśmiechała się do Aeszmy kusząco i wyciągała do niej rękę. Elfka poczuła ukłucie strachu w sercu, jednak ufała jej i wyciągnęła w jej kierunku swoją dłoń. Gdy ta ją chwyciła, natychmiast wyszczerzyła swoje zębiska gotowa do ataku. Elfka spojrzała tylko w drugą stronę by nie widzieć jaki los ją czeka i zobaczyła pędzącego w ich kierunku czarnego anioła. Wydała ze swych ust niemy krzyk i pogrążyła się w ciemnościach...

Fin usiadł za Aeszmą i wtulił się w nią. Elfka początkowo chciała wyrazić swoje niezadowolenie z powodu tego opóźnienia, jednak po chwili zaczęła czuć się jakoś dziwnie szczęśliwa. Przyglądała się zwierzętom. Półelf był tak zamyślony, że nie zauważył niczego co się z nią działo. Gdy na horyzoncie widać było już Crossroads, Elfka nagle straciła przytomność i gdyby nie to, że on ją trzymał, spadłaby na ziemię. Trucizna zaczęła działać szybciej niż przypuszczali. Wytworzyła w jej umyśle obrazy, które tak naprawdę się nie wydarzyły. Straciła świadomość i była zdana na łaskę bądź niełaskę towarzysza jej podróży.

z/t (w zależności od tego jak postąpi Finaesh)

_________________
"Od poca?unków m??czyzny usta kobiety nie bledn?, raczej odnawiaj? si? jak ksi??yc."
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Finaesh



Dołączył: 19 Sie 2012
Posty: 31

PostWysłany: Sob Wrz 29, 2012 8:06 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Fin powrócił ze świata marzeń, gdy Aeszma niemal spadła z wierzchowca. Elf objął ja swoimi rękoma.
-Cholera... straciła przytomność - mówił do siebie. W jego głosie słychać było przerażenie. Nie wiedział co robić. Crossroads niby widniało już na horyzoncie, ale jeszcze mieli spory kawałek do niego. Zresztą co to by dało? Tam są jedynie tępe orki, a antidotum na tą truciznę posiadał tylko Neex.
-Co robić... co robić... ku**a myśl... - jego głos był teraz przesiąknięty smutkiem i rozpaczą... Zszedł z Ochłapa i położył Elfkę na ziemi.
-Nie mogę Cie stracić... Drugi raz tego nie przeżyje... - mamrotał pod nosem, a z oczu płynęły mu łzy.
-NIE! - wykrzyknął... - NIE TYM RAZEM!
Fin objął Aeszmę i zaczął wypowiadać ciąg dziwnych słów.
*Wybacz Mal'ach... To koniec* - pomyślał, lecz nic nie usłyszał. Dopiero po dłuższym czasie w głowie zaczęły mu dudnić trzy słowa.
*Niech tak będzie*
Fin uśmiechnął się szeroko i w tym momencie nastąpił wybuch dwóch mocy...
Mrok i Światło... zaklęte w tańcu...
-Żegnaj - wymamrotał Fin na koniec i zamknął oczy, pochłaniając cała truciznę do swojego ciała.

z/t

(Postać Finaesh Deskrobe umiera, ratując przy tym Aeszmę)

_________________
Mój ma?y, g?upi braciszku. Je?li chcesz mnie zabi? – nienawid? mnie, nie cierp mnie, a teraz uciekaj, uciekaj i ?yj, ?yj w ha?bie.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Arashi
Mistrz Gry
Mistrz Gry


Dołączył: 25 Sie 2012
Posty: 159

PostWysłany: Pią Paź 05, 2012 6:30 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Przytulona do grzbietu Pranka, rozkoszowała się pędem wiatru i poczuciem swobody. Nagle wielki kot parsknął. Uniosła się w siodle i zatrzymała zwierzę, czujnie rozglądając się dookoła. Dostrzegła stojącego na poboczu czarnego rumaka, a na ziemi dwie nieruchome postacie. Nie dostrzegła żadnych niepokojących oznak, więc kierując kolanami swoim wierzchowcem podjechała bliżej. Teraz dopiero, z bliska rozpoznała wierzchowca i nieruchome ciała. Widziała już tę kobietę i mężczyznę wcześniej, kiedy z dachu siedziby bractwa obserwowała dziedziniec. – Co się tu do diabła wydarzyło ? – zadała w myślach pytanie. Dookoła nie widać bowiem było jakichkolwiek śladów wypadku, walki czy innych nieoczekiwanych gwałtownych zdarzeń. Zeskoczyła z grzbietu kocura i przyklękła przy nich. Mężczyzna o czerwonych włosach, obejmował czule kobietę. Jego twarz była pełna spokoju a na ustach zatrzymał się delikatny uśmiech. Kobieta wyglądała jakby spała, a jej włosy rozsypane dookoła głowy delikatnie lśniły srebrną poświatą. Ich klatki piersiowe nie poruszały się. Dotknęła ich, poczuła chłód i nie wyczuła tętna. Wyjęła za paska sztylet i przyłożyła klingę płaską stroną do nozdrzy mężczyzny. Po chwili sprawdziła ostrze. Było gładkie i błyszczące. – Odszedł – szepnęła cicho, muskając delikatnie jego włosy, tak bardzo przypominające jej brata. Potem przyłożyła ostrze do twarzy kobiety. Klinga pokryła się delikatną mgiełką, ulotną i prawie niezauważalną. Odetchnęła głęboko – Jeszcze tli się w niej iskra życia, ale duchem stoi na granicy. Jest bardzo słaba. Zapadła chyba w jakiś letarg zawieszona pomiędzy światłem i mrokiem – pomyślała – może się już z tego stanu nie ocknąć i zgasnąć. Jeszcze raz spojrzała ze smutkiem na leżącą - Naprawdę jest zjawiskową niewiastą. Szkoda – westchnęła. Nagle usłyszała w oddali warkot motoru. – Itsuki się zbliża - powiedziała do Pranka odwracając się w kierunku hałasu.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 03 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 03, 2016 8:46 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Itsuki



Dołączył: 19 Sie 2012
Posty: 106

PostWysłany: Nie Paź 07, 2012 11:24 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Paladyn jechał powoli rozkoszując się widokami gdy wtem zauważył, że Arashi się zatrzymała. Dołączył do niej i jego oczom ukazał się przerażający widok.
Na ziemi leżał Finaesh i nowa członkini bractwa Aeszma…
- Co tutaj się stało?- zapytał współtowarzyszkę swojej podróży.
Nie czekając na odpowiedź podszedł do ciała Fina i stwierdził, że jego przyjaciel nie żyje…
Aeszma ledwo oddychała ale tliła się w niej iskra życia.
- Co tutaj zaszło, co się stało?- pytania te nie dawały spokoju Itsukiemu.
Trzeba będzie znaleźć miejsce na pochowanie ciała Fina…
- Ja zajmę się ciałem Fina, a Ty zaopiekuj się Aeszmą do mojego powrotu - powiedział do elfki.
- Prank do mnie ! - krzyknał do swojego kota.
Wszedł w las okalający trakt w poszukiwaniu miejsca gdzie mógł by dokonać pochówku ciała swojego przyjaciela...

_________________
SEMPER FIDELIS: zawsze wierni.
Da?e? mi Panie zbroj? Dawny ku? p?atnerz j?
W wielu pogi?ta bojach Wielu ochrzczona krwi?
W wykutej dla giganta...
J.Kaczmarski "Zbroja"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum corvitempus.forumoteka.pl Strona Główna -> Trakty Podróżne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
Strona 1 z 3
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz dodawać załączniki na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group