Forum corvitempus.forumoteka.pl Strona Główna corvitempus.forumoteka.pl
Opis Twojego forum
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Karczma "Pod Psim Ochłapem"
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum corvitempus.forumoteka.pl Strona Główna -> Crossroads
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Reynevan
Mistrz Gry
Mistrz Gry


Dołączył: 24 Lip 2012
Posty: 105

PostWysłany: Nie Sie 05, 2012 1:38 am    Temat postu: Karczma "Pod Psim Ochłapem" Odpowiedz z cytatem

Karczma "Pod Psim Ochłapem" oferuje swe usługi strudzonym podróżnikom za niezbyt wygórowaną cenę...



Do karczmy "Pod Psim Ochłapem" prowadzą drewniane drzwi wykonane z niezbyt dobrze pozbijanych ze sobą desek. Gdy już się przez nie przejdzie oczom przybysza ukazuje się główna jej sala. Widok z wejścia nie oszałamia w żadnym stopniu tego kto staję w jego progu, lecz wszystko jest w miarę solidne i praktyczne. Widocznie mające tu miejsce burdy skłoniły właściciela do wzmocnienia umeblowania. Jednak stoły jak i ławy, na których można posadzić swój styrany wielodniowymi podróżami tyłek wyglądają schludnie i w miarę czysto. W miarę znaczy mniej więcej tyle, że nie wszystko jest wyglancowane na błysk, ale przynajmniej w karczmie nie zalęgło się zbyt wiele robactwa, tak więc stawiając swoje kroki nie trzeba się zbytnio martwić o to, że zamiast na twardą podłogę trafimy na chrzęszczącego pod butem wyrośniętego karaczana. Dalej przy wysokiej dębowej ladzie stoi rząd wysokich krzeseł dla tych którzy nie znaleźli miejsca przy wieloosobowych ławach bądź po prostu stronią od towarzystwa. Za potężną ladą można zazwyczaj zobaczyć uwijającego się jak w ukropie karczmarza, który w przerwach w rozlewaniu do glinianych kufli złocistego i uroczo pieniącego się piwa, czyści rzeczoną ladę brudną szmatą plując na nią raz po raz. Po wypełnieniu swych trzewi różnorakimi alkoholami można się tu oczywiście posilić. Nie są to może królewskie posiłki, lecz kto by po długiej podróży pogardził gulaszem drobiowym, bądź potrawką z kuropatwy czy też królika? Karczma oferuje również podróżnym kilka pokoi na piętrze. Pokoje te dzielą się na jednoosobowe bądź dla większej ilości gości. Karczmarz przygotowuje tyle sienników i posłań ile sobie zażyczą płacący za nocleg. Oczywiście zapłata musi zostać uiszczona z góry! Dla krnąbrnych gości karczmarz ma przygotowaną na podorędziu sporą drewnianą pałkę, która z reguły odstrasza co żywszych krzykaczy skłonnych do bitki.
Tak, to z pewnością jest lokal o wysokim standardzie biorąc pod uwagę inne parszywe przybytki, na które można natrafić na szlaku...

Cennik usług:

Piwo (kubek) - 1 sz
Piwo (dzban) - 4 sz
Wino (kubek) - 2 sz
Wino (butelka) - 8 sz
Nocleg - 16 sz


Ostatnio zmieniony przez Reynevan dnia Sob Lis 17, 2012 1:02 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 03 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 03, 2016 8:44 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Reynevan
Mistrz Gry
Mistrz Gry


Dołączył: 24 Lip 2012
Posty: 105

PostWysłany: Nie Sie 19, 2012 11:39 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

W karczmie goszczącej podróżników zatrzymujących się w Rozdrożach było gwarno. Przy ukrytej w ciemnym kącie ławie siedziała samotna, zakapturzona postać. Sączyła w zadumie, serwowane tutaj powszechnie, jasne słodowe piwo. Myślami była z dala od tego miejsca. Zakapturzony myślał o swym nieżyjącym już bracie. A jego brat nie żył już czas spory. Zakapturzony był nieumarłym a jego brat skonał jeszcze za jego życia. Nigdy nie lubił tego zapatrzonego w siebie i jakże idealnego skur**syna. Cóż nigdy również nie przyznał się nikomu, że jego rodzina była pełniejsza niż sam to przedstawiał. Jednak w dzień rocznicy śmierci tego cholernika wypadało wychylić kufelek ku jego czci, choćby nawet o tym wiele nie myśląc. Każda okazja do napicia się była dobra. Już dawno nie miał możliwości odetchnąć od natłoku pracy jaką został obarczony. Nieumarły miał na imię Reynevan i był założycielem bractwa zwącego się Corvi Tempus. Był to odłam, który pozostał po znanym wszem i wobec Czarnych Zastępach - Leth mori Aiwe. Odkąd założył własne bractwo ratując tym samym swych towarzyszy od nieskończonej samotnej tułaczki, miał wiele na głowie. Obowiązki mówiąc prosto i zwięźle przytłaczały go toteż czasem musiał po prostu wyrwać się z siedziby gildii i w samotności przemyśleć parę spraw. Oczywiście nigdy na trzeźwo. Wielkim problemem okazało się dotarcie do wszystkich uchodźców z Leth mori Aiwe tak aby przekazać im wiadomość, że mają gdzie się schronić , gdyż po rozpadzie dawnego bractwa powstał wielki chaos a nawet niektórzy członkowie byli prześladowani. Jednak Reynevan nie miał czasu o tym myśleć ponieważ wyrósł przed nim problem wielki. Mianowicie w jego kuflu zaczynało brakować napoju na tyle zauważalnie, że denko zdawało się przezierać poprzez resztki płynu wypełniającego naczynie. Nieumarły pospiesznie zastukał glinianym kuflem o stół i czekając na dolewkę trunku wyjął spod siedziska lutnie i rozpoczął delikatnie uderzać jej struny aby ukoić swe skołatane nerwy. Po zagraniu paru akordów odłożył instrument, na którym zwykł grywać i podszedł do lady by rzucić karczmarzowi 2 sztuki złota. Jedna pokrywała koszty wypitego kufla a druga miała wystarczyć na kolejną kolejkę tego smakowicie pieniącego się trunku. Po odczekaniu chwili Reynevan doczekał się momentu, w którym jego kufelek został napełniony po brzegi i wrócił na swoje miejsce znów zaszywając się w cieniu. W milczeniu obserwował drzwi karczmy, które w każdy momencie mogły stanąć otworem. Na razie jednak nic nie burzyło spokoju panującego w karczmie o dźwięcznej nazwie "Pod Psim Ochłapem".
_________________
Nie jest umar?ym ten, który spoczywa wiekami. Nawet ?mier? mo?e umrze? wraz z dziwnymi eonami.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Reynevan
Mistrz Gry
Mistrz Gry


Dołączył: 24 Lip 2012
Posty: 105

PostWysłany: Czw Sie 30, 2012 11:37 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Reynevan dopijając piwo zachodził w głowę dlaczego nikt od dłuższego czasu nie zaglądał do karczmy w Rozdrożach. W końcu miasteczko leżało na, jak sama jego nazwa wskazywała, splocie kilku często uczęszczanych, a także w miarę bezpiecznych traktów podróżnych. Sądząc jednak po obłożeniu w knajpie karczmarz na pewno nie narzekał na doskwierającą mu biedę. Kapłana nie obchodziło to jednak w żadnym stopniu dopóki można się tutaj było napić za przyzwoitą cenę. Niestety czas wyruszenia w podróż zbliżał się nieubłaganie przyprawiając tym samym nieumarłego o spory ból głowy. Jednak czasem trzeba było powrócić do zamczyska, który w swe posiadanie objęła gildia przez niego założona. Co jak co , ale trzeba było poszukać w tamtym miejscu jakiegoś własnego kąta gdzie mógłby się zaszyć a także gdzie mógłby bez przeszkód przyjmować , chcących zapewne uprzykrzyć mu życie, petentów. Reynevan zastanawiał się również czy któryś z bardziej utalentowanych członków bractwa znalazł sposób by usunąć tajemniczy glif z drzwi strzegących wejścia do wieży opodal siedziby. Miał nadzieję, że tak się nie stało. Po pierwsze stracił by możliwość zbadania pomieszczeń w niej się znajdujących jako pierwszy, a po drugie mogłoby się to dla niektórych źle skończyć. Jakiegoś typu zła aura otaczała to miejsce i ciężko było wyjaśnić jakie przeznaczenia mogłaby mieć ta złowroga wieża. Podczas tych rozmyślań kufel zdążył zostać opróżniony całkowicie. Przez chwilę nieumarły kapłan siedział przy stole w głębokiej zadumie, jednak po czasie, w którym piasek zdążyłby się przesypać w niejednej klepsydrze, wstał i ruszył do wyjścia. Na odchodne rzucił jeszcze barmanowi jedną sztukę złota napiwku i pchnął drzwi karczmy, tym samym z niej wychodząc.

z/t

_________________
Nie jest umar?ym ten, który spoczywa wiekami. Nawet ?mier? mo?e umrze? wraz z dziwnymi eonami.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sakos



Dołączył: 12 Lip 2013
Posty: 22

PostWysłany: Nie Lip 21, 2013 6:57 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Przed wejściem do karczmy już słyszał dobiegający ze środka hałas, który nasilił się tym bardziej, gdy elf wszedł do środka. Jego oczom ukazało się skromne, ale przyjemne pomieszczenie. Karczma była w miarę schludna. Tu i ówdzie siedzieli orkowie, którzy zakończyli dzisiejszą pracę i postanowili spędzić wieczór w karczmie. Gdy ujrzeli Sakosa, pochylili się do siebie i zaczęli szeptać czasem zerkając na przybysza. "Nie dobrze". Nie chciał zwracać na siebie zainteresowania. Niektórzy obrzucili go złowrogimi spojrzeniami. Przekaz był jasny. Nie przepadają za intruzami. "I słusznie, bo mogą wam wbić sztylet w plecy". Ignorując spojrzenia orków ruszył szybko do lady, za którą stał barman. Ten czyścił właśnie kufel. Ork odezwał się pierwszy. - W czym mogę służyć? - Sakos spoglądał na niego spod kaptura, który zarzucił ponownie na głowę, gdy opuszczał siedzibę Thorka. Karczmarz nie wyglądał zbyt groźnie. Wręcz przeciwnie, budził sympatię. Windrunner wcześniej zatrzymywał się tutaj, gdy wypełniał zadania zlecone przez jego Czarnych Braci. Wiedział, że mógł się dowiedzieć od orka wielu przydatnych rzeczy, ale teraz potrzebował innej informacji. Nie ściągał też kaptura, bo nie miał pewności czy inni goście w karczmie nie przybyli z Orgrimmaru i nie widzieli wywieszonej tam jego podobizny. - Słyszałem, że zatrzymał się tutaj pewien alchemik. Mógłbyś mi go wskazać? Muszę z nim porozmawiać. - Ork pokręcił głową. - Nie ma go tutaj. Pewnie przybędzie za jakiś czas. Cały dzień spędza na zbieraniu jakiś ziół, które podobno w jego stronach są rzadkie. Coś jeszcze mogę dla ciebie zrobić? - Sakos poczuł nagłe ukłucie strachu, gdy dowiedział się, że alchemika nie ma, ale zaraz się opanował. Musiał zaczekać cierpliwie na jego powrót. Jego syn mógł jednak tego już nie doczekać. - Tak, chciałbym wynająć pokój dwuosobowy na jedną dobę. Przydałby się też kubeł wina, jeśli łaska. - Ork odpowiedział i wyciągnął rękę. - To będzie siedemnaście sztuk. - Sakos wyciągnął sakiewkę i odliczył monety do zapłaty. Wręczył je karczmarzowi. - Miło się z tobą robi interesy - powiedział i odwrócił się, aby pójść do kuchni odłożyć pieniądze lub po czyiś posiłek. Sakos już miał ruszyć po syna, gdy zauważył mieszek wiszący z boku pasa orka. Podziałało to na elfa jak impuls i instynktownie wyciągnął sztylet i dyskretnie przeciął pasek łączący woreczek z pasem karczmarza. - Z tobą także.

Znów zostawił syna na dworze. Potem zaniósł go do wynajętego pokoju. Oczywiście nie obyło się to bez zdziwionych spojrzeń w głównej sali. Sam karczmarz też był nieco zaskoczony, ale to wszystko nie miało znaczenia. Pokój był skromny, ale wystarczał elfowi. Dwa słomiane łóżka, stół i krzesło. Z okna miał dobry widok na miasto. Z góry mógł też obserwować wchodzących do karczmy, gdyż okno znajdowało się nad wejściem. Położył syna do łoża i wpatrywał się w niego długi czas. Czuł brzemię na ramionach. Jego życie zależało od czynów Sakosa. Pragnął porozmawiać z synem, pocieszyć go, przytulić. Gdy zszedł do głównej sali alchemika jeszcze nie było. Usiadł przy jednym ze stołów i popijał sobie wino. Nigdy nie siadał tyłem do wejścia. Przez całe życie uczono go, że ma być czujny i to był jeden z elementów szkolenia. Gdyby pojawili się agenci elfów mógłby ich łatwo zaskoczyć, gdyż nie obyłoby się bez rozlewu krwi. Tymczasem spoglądał na orków, którzy siłowali się na rękę. "Co za prymitywy". Nie rozumiał orków. Z resztą chyba mało kto to potrafił. "Są waleczni to prawda, ale jaki jest pożytek z chwalebnej śmierci? Cenią też honor nad życie, co jest głupotą. Honorem się nie najesz. Nie utrzymasz rodziny i nie zapewnisz jej przyszłości. Wspaniali z nich wojownicy, to prawda, ale są ślepi. Nie wiedzą ile warte jest życie. On dowiedział się tego, gdy wreszcie zdobył rodzinę. Zaczął wtedy troszczyć się nie o siebie, lecz o żonę a potem syna. Wiedział też ile zabierał swoim ofiarą, które nieszczęśliwie zalazły za skórę miastu Silvermoon albo po prostu zasługiwało na śmierć. Pozbawiał ich wszystkiego. Zachciało mu się naglę rozwalić stół na którym stał jego kufel. - Gdzie jest ten cholerny alchemik?! - Na zewnątrz zachował spokój, ale w środku trwała burza. Był to strach o życie syna, który przeradzał się w gniew. Zaczął powoli oddychać. Musiał zachować spokój. "Ale tu przecież chodzi o mojego syna". Napił się jeszcze, żeby stłumić emocję. Przestał się gapić na orków i wbił wzrok w drewniane drzwi frontowe. Po chwili ogarnął go spokój. Był zbyt zmęczony podróżą, walką i wszystkimi dzisiejszymi wydarzeniami. Zamknął oczy. Trening zabójcy przekazywał umiejętność spania w każdej pozycji. Sakos wykorzystując chwilę zaczął drzemać.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Arashi
Mistrz Gry
Mistrz Gry


Dołączył: 25 Sie 2012
Posty: 159

PostWysłany: Sro Lip 24, 2013 5:52 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Mistrz Gry

"Drzwi otworzyły się gwałtownie i do karczmy wkroczył dość dziwaczny osobnik. Na pierwszy rzut oka rysy twarzy wskazywały na orka. Sylwetka jednakże była pomieszaniem różnych dość dziwacznie wyglądających razem cech. Jego organizm sprawiał wrażenie, że jest syntezą cech różnych ras. Być może był to efekt naleciałości kumulujących się przez lata a wynikłych z połączeń osobników pod wpływem świadomego wyboru ( bądź co bądź uczucia czasem się zdarzały ) lub gwałtów na niewiastach dokonanych przez żołdaków i zbirów ( co miało miejsce dość często w niespokojnych czasach ). Pochylony osobnik poruszał się kołyszącym chodem. Sylwetkę miał dość szczupłą w porównaniu do orków, a zbyt masywną jak na elfa. Ręce nieproporcjonalnie długie w stosunku do reszty ciała. Kiedy uniósł głowę rozglądając się wokoło błysnęły jego różnokolorowe oczy. Prawe ciemnobrązowe, a lewe zielone. Przykuwał uwagę swoją jaskrawą szatą i ogromną sakwą przewieszoną przez ramię. Osobnik poprawił torbę i ruszył w kierunku lady i stojącego tyłem Karczmarza. Nie przejmował się spojrzeniami nielicznych gości. - Nalej mi piwa Rakor. Ochrypły głos sprawił, że Karczmarz szybko się odwrócił. - Znów na mój koszt, co Berkkazi. Warknął - I pewno mi jeszcze wciśniesz marny eliksir na moją niemoc. - Przecież, Ci pomógł - dziwaczny przybysz uśmiechnął się wyszczerzając kły. - Pomógł. Pomógł...- mruknął niechętnie Karczmarz. - Ale ile Ty sobie za to paskudztwo liczysz. Westchnął - Jak masz tej mazi więcej to wezmę na zapas. - Zebrałem dość zielska - Przybyły klepnął torbę - Więc Ci może uwarzę jeszcze co nieco przed dalszą drogą. Wypił jednym haustem piwo i odstawił pusty kufel. - Dobra. Idę do pokoju. Jakby co. To Twoja córka wie gdzie mnie szukać . Mruknął uśmiechając się szelmowsko i mrużąc kolorowe oczy, odwrócił się by udać się na spoczynek. Karczmarz, aż zatrząsł się ze złości - Co !!! Jak śmiesz łachudro jeden. Też mi alchemik co wypadł z pod ogona kodo !!! Dziwaczny osobnik odwrócił się, ukłonił i roześmiał w głos - I tak do mnie przylecisz, by Twoja panna nie zaczęła tyć tu i ówdzie. Zdanie podkreślił odpowiednim gestem. Wszyscy goście co to widzieli ryknęli śmiechem. Karczmarz zaś zrobił się purpurowy i nagle kufel poleciał w stronę bezczelnego osobnika. Ten uchylił się w porę i wzruszywszy ramionami skierował się do swego pokoju. Kufel zaś łupnął w ścianę niedaleko miejsca gdzie siedział Sakos."
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sakos



Dołączył: 12 Lip 2013
Posty: 22

PostWysłany: Sro Lip 24, 2013 7:51 pm    Temat postu: Karczma "Pod Psim Ochłapem" Odpowiedz z cytatem

Po długim czasie drzwi otworzyły się wreszcie i Sakos zobaczył dziwną istotę, która wkroczyła do sali. Nie zdziwił się zbytnio jej wyglądem, gdyż widział sporo dziwacznych rzeczy w ciągu swojego życia. "Nie ważne jak wygląda. Ważne, że może pomóc Daemonowi. Osobnik przeszedł przez salę i nawiązał rozmowę z karczmarzem. Windrunner obserwował i słuchał. W takich pogawędkach można było nieraz wyłapać jakąś cenną informację. Rozmowa toczyła się dalej, a z słów karczmarza elf dowiedział się, iż to rzeczywiście alchemik. Rozejrzał się dookoła i wywnioskował, że nie tylko on obserwuje przybysza. Robili to wszyscy goście. Gdy wszyscy ryknęli śmiechem po żarcie alchemika, tylko Sakos się nie śmiał. Jego oblicze było ukryte we wnętrzu kaptura, więc nikt tego nie dostrzegł. Elfowi nie było do śmiechu, gdyż cały czas jego głowę zajmowały myśli o synu. Zobaczył kufel lecący w jego stronę, ale nie zagrażało mu zderzenie. Usłyszał łupnięcie i zobaczył jak alchemik udaje się w stronę pokojów. Wstał i szybko ruszył za nim. Po drodze minął karczmarza, który nie był w najlepszych humorze. - Przydałoby się poćwiczyć - wypalił nawet nie patrząc na karczmarza i nie zatrzymując się. Złapał alchemika za ramię. Niektórzy z zakonu "Czarnych Braci" wciągnęliby niejakiego Berkkaziego na górę i kazali mu robić co trzeba. Inni by go zastraszyli, a jaszcze inni najpierw starali się z nim zaprzyjaźnić, aby potem go wykorzystać. Nie brzmi to zbyt ładnie, ale tak właśnie było, ale Sakos chciał zrobić to inaczej. Gdy alchemik się odwrócił, elf złożył mu niski ukłon. - Przepraszam pana, ale pilnie potrzebuję pańskiej pomocy. - Nie musiał nawet wkładać maski zatroskanego ojca, gdyż właśnie taki teraz był. Podszedł bliżej tak, aby rozmówca mógł zobaczyć jego oczy, teraz przepełnione smutkiem i nadzieją. - Mój syn jest śmiertelnie ranny. Zapłacę panu każdą cenę, tylko niech go pan uratuje. - Wiedział, że z Daemonem jest już krucho i niewiele czasu mu zostało. Ostatnie zdanie powiedział prawie błagalnym tonem. Miał gdzieś co powiedzą o nim inni. Wziął głęboki oddech i opanował emocje. - Zostało mu raptem kilka godzin. - Spuścił na chwilę wzrok, po czym znów spojrzał prosto w oczy alchemikowi. - Proszę. - Pomyślał, że wciągu tej rozmowy chyba po raz pierwszy w życiu nie skłamał. To płynęło z głębi jego serca i teraz wiedział, że zmienił się od czasu nieudanej egzekucji syna. Miał też nadzieję, że alchemik nie przestraszy się przebrania Sakosa i tego całego uzbrojenia. - Pomoże mi pan? Jest w naszym pokoju. Zaraz pokażę.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Arashi
Mistrz Gry
Mistrz Gry


Dołączył: 25 Sie 2012
Posty: 159

PostWysłany: Pon Lip 29, 2013 6:38 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Mistrz Gry
"Zatrzymał się w pół kroku odwracając. Słuchał uważnie słów Nieznajomego, który go zaczepił. W jego głosie wyczuł determinację i rozpaczliwą prośbę. Znał ten ton głosu. "Tak może prosić jedynie rodzic lub... zakochany. W każdym bądź razie ktoś komu los drugiej osoby jest bliski i drogi"- pomyślał. Zmrużył różnokolorowe oczy. Pomimo błagalnego tonu głosu Nieznajomego czujnie oceniał jego posturę, mowę ciała i sposób poruszania. Wprawnym oczom nie uszło, że elf porusza się zwinne i cicho oraz, że jest uzbrojony. "To człek obeznany z walką. Może cichy zabójca...Tak... Może być niebezpieczny" Przebiegło mu przez głowę. - Cóż... Moje usługi są bardzo drogie, Nieznajomy - mruknął, słysząc jak proponuje zapłatę. - Ale... zawiesił na chwilę głos, by następnie dokończyć - chyba się zgodzę...Chmmm...Nie będę chyba miał zbytniego wyboru zanim mnie do tego nie przymusisz... Co ? - Roześmiał się chrapliwie wskazując palcem na sztylet wiszący u boku Elfa. - Tylko uprzedzam nawet ja nie zdziałam cudu, jeśli przyszedł na Niego czas. Więc nie wbij mi sztyletu w plecy, jeśli rokowania nie będą pomyślne. Wzruszył ramionami i poprawiając torbę zwrócił się do Sakosa. - Prowadź."


Ostatnio zmieniony przez Arashi dnia Wto Lip 30, 2013 5:51 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sakos



Dołączył: 12 Lip 2013
Posty: 22

PostWysłany: Wto Lip 30, 2013 10:09 am    Temat postu: Karczma "Pod Psim Ochłapem" Odpowiedz z cytatem

Pomimo kłębiącej się w nim nadziei i rozpaczy nie umknęło Sakosowi spojrzenie, jakim obrzucił go alchemik. Elf wiedział, że nie budzi zaufania swoim wyglądem, ale miał nadzieję, że towarzysz o różnokolorowych oczach się zgodzi. Na żartobliwą uwagę alchemika uśmiechnął się, chociaż nie był to do końca szczęśliwy uśmiech. - Pieniądze nie grają roli - W Sakosie zapłonął ponownie ogień nadziei. - Pozwól za mną. - Ruszył po schodach na górę, a potem skierował się pośpiesznie do swojego pokoju. Po drodze opowiadał co się stało. - Na szlaku napadły nas świnioludy. Mieli ponad czterokrotną przewagę, ale bogowie nam sprzyjali i jakimś cudem wyszliśmy z tego cało. Zabiliśmy może czterech, a reszta uciekła. Mój syn został ranny w bok. Rana jest szeroka, ale płytka. - Padła kolejna seria dobrze przygotowanej opowieści. Wprawdzie Sakos nigdy nie wierzył w przychylność bogów. Pokładał zaufanie w doświadczeniu i umiejętnościach. Elf skończył w chwili, gdy weszli do pokoju. Unosił się tu nieprzyjemny zapach wydobywający się z rany Daemona. Gdy Sakos spojrzał na syna, ogarnął go jeszcze większy smutek. - Nazywa się Daemon - powiedział do alchemika. Pomyślał, że mógłby sam się też przedstawić, ale nie mógł podać przecież swojego prawdziwego nazwiska. - Na mnie przyjaciele mówią Windrunner. - Podszedł do alchemika. - Wiem, że nie potrafi pan czynić cudów, ale proszę dać z siebie wszystko. - Popatrzył jeszcze raz na syna i stwierdził w myślach, że nie wytrzyma długo tego widoku. Żal ściskał mu serce, gdy patrzył jak jego jedyny potomek i dziedzic jest tak blisko śmierci, więc podszedł do okna i zaczął obserwować otoczenie. Było już ciemno, ale w komnacie panował półmrok, a w pomieszczeniu jedynym źródłem światła była świeca paląca się na stoliku. Oczy Sakosa przyzwyczaiły się do półmroku i ten czuwał teraz. Wypatrywał ukrytych agentów Silvermoon, ale chyba jeszcze żaden nie dotarł tak daleko. W końcu złapał się na tym, że wpatruje się w jedno miejsce. Czekał w napięciu na to, co powie alchemik.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Arashi
Mistrz Gry
Mistrz Gry


Dołączył: 25 Sie 2012
Posty: 159

PostWysłany: Czw Sie 01, 2013 6:52 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Mistrz Gry

Już na progu poczuł ten zapach. Zapach rozkładu. Znał go. Westchnął. „Za intensywny. Krew jest już skażona” – ocenił w myślach, ale nic nie powiedział. Słuchał mimochodem tego co Nieznajomy opowiadał. Podszedł do posłania. Położył torbę na ziemi i pochylił się nad nieprzytomnym. Odkrył go i najdelikatniej jak potrafił zdjął opatrunek z rany. Smród gnijącej tkanki uderzył ze zdwojoną siłą. Alchemik przypatrzył się dokładnie, lekko dotknął napuchniętego ciała. Kiedy to zrobił na ranie pojawiła się zielona wydzielina. Zranienie nie było głębokie, ale rana była szeroka, a od zakażenia napuchła. Skóra przybrała czarny kolor przechodząc w brąz i dalej w zaognioną krwistą miazgę. Daemon jęknął cicho i poruszył się niespokojnie. Berkkazi westchnął - Ma wysoką gorączkę – powiedział cicho – Jest bardzo wyczerpany. Odwrócił się i spojrzał na Elfa. – Nie sądzę by tą ranę zadali Świnoludy… Wzruszył ramionami. - Znam się na ranach. Oni nie mają takich ostrzy, nie zostawiają takich obrażeń, ale nie moja to rzecz. Nie obchodzi mnie kim jesteś Windrunner, ani skąd i dlaczego tu jesteś. Nie kłam jednak bo muszę wiedzieć parę rzeczy… Dokładnie kiedy go zraniono ? I od kiedy wydobywa się z rany ten zielony płyn, który tak cuchnie ? Podszedł do Elfa i śmiało patrzył mu w oczy czekając na odpowiedź. „No dalej, jeśli nie minęła doba to jest szansa. Nikła ale jest, ale jeśli czas jest dłuższy to…”- przebiegło mu przez głowę, głośno jednak nie wyjawił tej myśli."
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sakos



Dołączył: 12 Lip 2013
Posty: 22

PostWysłany: Sob Sie 03, 2013 9:52 am    Temat postu: Karczma "Pod Psim Ochłapem" Odpowiedz z cytatem

Gdy alchemik zaczął mówić, Sakos kiwał tylko głową i nadal obserwował świat poniżej. "Dobrze dla niego, że nie zadaje pytań". Co by mu odpowiedział, gdyby zapytał jak została zadana rana? Dziwnie by wypadło, gdyby powiedział, że jeszcze zostali napadnięci przez bandytów. Na szczęście nie musiał mówić nic takiego. Czuł zapach zgnilizny świdrujący w jego nozdrzach . Wiedział, że z Daemonem jest źle. Bardzo źle. Po poliku spłynęła mu samotna łza, której wcale się nie wstydził. W zakonie starali się ukrywać wszelkie słabości, które mogłyby zostać potem wykorzystane przeciwko nim, ale teraz nic takiego nie obowiązywało. Berkkazi podszedł do niego. Sakos spojrzał na niego nie odwracając twarzy od okna. "Kiedy go zraniono?". Odpowiedź nie była jednak pocieszająca. - Zbyt dawno - odparł jedynie. Odpowiedzi na drugie pytanie alchemik się już nie doczekał. Sakos usłyszał cichy jęk dobywający się z łóżka. Minął Berkkaziego i podbiegł do łóżka, gdzie jego syn otworzył lekko oczy. - Odpoczywaj Daemonie - powiedział cicho. - Wszystko będzie dobrze. Wiedział, że syn jest o krok od śmierci, ale zdesperowany człowiek chwyta się nadziei, nawet jeżeli nadzieja jest głupstwem. Daemon był rozpalony, ale sprawiał wrażenie, że rozumie, co mówi ojciec. Jego wargi się poruszyły, ale nie wydobyło się z nich żadne słowo. Sakos uronił kilka łez przyglądając się temu. Za chwilę jednak twarz Daemona wykrzywił grymas bólu, jakby zbierał się na ogromny wysiłek. Otworzył szerzej oczy i odezwał się cicho. - Ojcze - powtarzał - ojcze. Sakos ścisnął mocniej jego dłoń. - Jestem przy tobie Daemonie. Bądź silny. Wyliżesz się - mówił, ale jego głos się nagle załamał. Z gardła młodszego elfa dobiegł cichy rechot. - Nie jestem już dzieckiem, ojcze. Wiem co mnie czeka. - Jego twarz wykrzywił kolejny grymas bólu. - Chcę ci tylko powiedzieć, że jestem dumny, że jestem twoim synem. - Na co Sakos odpowiedział. - A ja jestem dumny, że jestem twoim ojcem, Daemonie. - Spuścił nieco wzrok. - Nie byłem jednak dobrym rodzicem. Poświęcałem ci mało czasu, a większą wagę przywiązywałem do obowiązków. - Spojrzał mu prosto w oczy. - Wiedz, że żałuję i przepraszam. - W oczach syna zobaczył smutek, a później ukazało się tam przebaczenie, którego tak bardzo Sakos potrzebował. Zauważył, że syn słabnie. Miał wrażenie, że widzi, jak wycieka z niego życie. - Moim ojcem jest słynny Windrunner - powiedział Daemon powoli zamykając oczy, ale nagle otworzył je tak intensywnie, że Sakos myślał, iż młodszy elf wyskoczy zaraz z łóżka. Ten jednak pozdrowił go starym, znanym wszystkim członkom zakonu powiedzeniem. - Żyj wolny, bracie. - Sakos dobrze wiedział co odpowiedzieć. - Aż do śmierci, synu. - W oczach Daemona znalazł ulgę. Młodszy elf zamknął powoli oczy, żeby już nigdy ich nie otworzyć. - Aż do śmierci... - Gdy ostatnie krople życia wypłynęły z ciała młodszego elfa, Windrunner podszedł powoli do alchemika, a na jego twarzy malował się spokój. Wlepił spojrzenie w coś za oknem i odezwał się, ale nie miał pewności, czy mówi do siebie czy do Berkkaziego. - Nie żałuję, że mój syn zginął ranny w walce. Szczególnie, że mieliśmy do pokonania dwa tuziny strażników. Żałuję tylko, że nigdy mu nie powiedziałem, jak bardzo go kochałem. Zmienił nieco pozycję. - Że człowiek dożył takich czasów, gdy młodzi i silni umierają, a starzy nadal trzymają się życia. - Nie zauważył nawet, gdy po jego twarzy zaczęły spływać łzy. Jedną ręką zakrył twarz zaczął cicho szlochać. - Mój jedyny syn. Jedyny syn - powtarzał cicho. Zaraz znalazł się na ziemi, oparty plecami o ścianę. Twarz ukrył między dłońmi i nie przestawał szlochać.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Arashi
Mistrz Gry
Mistrz Gry


Dołączył: 25 Sie 2012
Posty: 159

PostWysłany: Pon Sie 05, 2013 7:14 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Mistrz Gry

"Przełknął ślinę i milczał obserwując pożegnanie ojca i syna. "Gdybyś przepalił ranę zaraz po zranieniu może by przeżył"- pomyślał patrząc na płaczącego elfa. Odwrócił głowę. Nie chciał zakłócać chwili opłakiwania, chwili kiedy ojciec doświadcza ogromnego poczucia straty. Straty, której nie zrozumie nikt, kto nie jest rodzicem. Westchnął. Podszedł ponownie do łoża. Wyjął z sakwy białe płótno i bandaże, puszkę z jakąś mazią i pęczek czerwono - filetowych kwiatów. Płótno zmoczył w misie z wodą stojącą obok okna. Delikatnie obmył ranę, klatkę piersiową, ręce, szyję i twarz młodego elfa. Ranę posmarował maścią i nałożył świeży opatrunek. Potem namaścił delikatnie ciało i natarł roztartymi kwiatami. Zapiął ubranie i wygładził szatę. Wyciągniętym z sakwy grzebieniem rozczesał spocone włosy. Zapach zgnilizny osłabł przytłumiony zapachem maści i słodko-orzeźwiającym aromatem ziół. Ciało młodego Elfa po zakończeniu zabiegów alchemika, wyglądało jakby nadal tliło się w nim życie. Twarz Daemona rozpogodziła się i wyglądał jakby spał. Berkkazi spakował torbę i odwróciwszy się pochylił się nad Windrunnerem i dotknąwszy jego ramienia cicho się odezwał. - Musimy go pochować i to szybko. W tej temperaturze...nie dokończył. - Lepiej żebyś go zapamiętał w taki sposób. Zrobiłem co mogłem. Chodź, pomogę Ci. Nie wiedział dlaczego to zaproponował. Może dlatego, że nie pamiętał swoich rodzicieli i być może po nim nikt tak nie zapłacze. Zamrugał nerwowo. "Ja cynik i żartowniś ofiaruję Ci pomoc. Kto by pomyślał..." - przeleciało mu przez głowę."
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sakos



Dołączył: 12 Lip 2013
Posty: 22

PostWysłany: Sro Sie 07, 2013 11:21 am    Temat postu: Karczma "Pod Psim Ochłapem" Odpowiedz z cytatem

Miał wrażenie, że minęła wieczność od czasu, gdy jego syn zmarł do momentu, kiedy Berkkazi położył mu dłoń na ramieniu. Z początku elf nie wykonał żadnej reakcji, ale słowa alchemika powoli do niego docierały. Miał racje. Sakos podniósł głowę i spojrzał na niego. Gdyby nie kaptur, to alchemik mógłby zobaczyć poczerwieniałe gałki oczne. Łzy, które spływały po twarzy elfa, były widoczne dzięki płomykom świec odbijających się w nich. Sakos powoli wstał i próbował uspokoić emocje, chociaż było to piekielnie trudne. Przecież przed chwilą stracił syna. Całe życie uczył się ukrywać emocje i panować nad nimi, a teraz te nauki poszły w las. Udało mu się jakoś powstrzymać strumień łez, ale jego serce było pełne żalu i jego mina, skrywana pod kapturem, świadczyła o tym. Spojrzał jeszcze raz na syna. Gdy Sakos się zbierał do powstania, alchemik najwidoczniej wysmarował czymś ciało Daemona i teraz chłopak wyglądał jakby spał. Sakos miał wrażenie, że syn zaraz wstanie i pozdrowi go machnięciem ręki, ale nie było to możliwe. Przecież on odszedł. Na zawsze. Elf podszedł do alchemika. - Będzie jak mówisz. Znajdę gdzieś łopatę, potem jakieś dobre miejsce na... Na... - Głos mu się załamał, więc przestał mówić, dopóki znów się nie uspokoił. Nie odrywał spojrzenia od syna. - Zawiń go w coś proszę. Potem znieś go na dół. - Po czym skinął głową alchemikowi i wyszedł z pokoju. Udał się schodami na dół i nic teraz nie wskazywało na to, że przed chwilą stracił syna. Tylko w środku Sakos prowadził prawdziwą bitwę. Biada teraz temu, kto sprowokuje tego elfa, gdyż nie panował do końca teraz nad swoimi emocjami. Na każdą obelgę mógł doznać wybuchu gniewu i w tej złości nie zawahałby się wbić komuś sztyletu w oko. Na szczęście nic takiego nie było konieczne. Pożyczył łopatę od karczmarza i przeszedł niezaczepiony przez główną salę. Goście byli pochłonięci rozmową na temat zarządcy miasta, który podobno został otruty. Jeszcze pół godziny temu Sakos uśmiechnąłby się słysząc to, ale teraz był w całkiem innej sytuacji. Wyszedł z budynku i okrążył go, po czym ruszył, z łopatą na ramieniu, w głąb sawanny. Niedaleko znalazł samotne drzewo, które było dość młode. Było wyższe od Sakosa tylko dwukrotnie i kiedyś może osiągnąć dużo większe rozmiary. Na sawannie pełno było od drapieżników takich jak lwy, hieny i raptory, ale elf nie podejrzewał, żeby ośmieliły się podejść tak blisko miasta. Popatrzył w górę, w gwiazdy. Wiele razy musiał radzić się ich o drogę, kiedy był zmuszony obozować w dziczy. "Arual jest w tym prawdziwym mistrzem.". Nie był tak obeznany w lesie jak młodszy elf, ale za to był mistrzem działania w cieniu miasta. Jako duet zawsze się dopełniali i byli niesamowicie zgrani. "Mam nadzieję, że zrozumie, czemu tak się to potoczyło". Popatrzył na ziemię i ścisnął mocniej łopatę, po czym zaczął kopać. "Zabiję każdego, kto stanie mi na drodze".
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Arashi
Mistrz Gry
Mistrz Gry


Dołączył: 25 Sie 2012
Posty: 159

PostWysłany: Sob Sie 17, 2013 8:03 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Mistrz Gry

"W zaroślach ktoś się przyczaił. Nie wdać było jego twarzy skrytej pod kapturem. Obserwował bacznie jak Elf wykopywał dół. Osobnik przez chwilę obserwował go uważnie, potem ręką pokazując jakiś gest dał sygnał swemu towarzyszowi, który również niezauważony skradał się z drugiej strony. Kiedy byli już blisko, przypadli do ziemi i zastygli w oczekiwaniu. W końcu jeden z nich zdecydował się. Wyprostował się i zwinnym krokiem podszedł. - Widzę Sakosie, że oszczędzisz mi zachodu i sam szykujesz sobie pochówek - głos przybysza był zimny jak stal. - Czy warto było dla tego zdrajcy, poświęcić wszystko ? - osobnik dokończył z ironią i rzucony sztylet wbił się w drzewo przelatując koło głowy Elfa. - Czas dokończyć nasze rachunki druhu - głos przeszedł w syk."
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Arual



Dołączył: 12 Lip 2013
Posty: 9

PostWysłany: Wto Sie 20, 2013 8:17 pm    Temat postu: W poszukiwaniu informacji Odpowiedz z cytatem

Rozdroża, w których Arual gościł pierwszy raz nie zachwyciły go zbytnio. Może, dlatego, że elf przyzwyczajony był do majestatycznych budynków w Silvermoon. Nie dawał jednak tego po sobie poznać, ponieważ od razu, gdy wjechał do miasta, zarzucił kaptur na głowę, tak, że widać było tylko jego usta.
Tuż po wjeździe zaczepił przechodnia – Gdzie mógłbym uzyskać kilka informacji – spytał obojętnym tonem.
Nie wiem, kim jesteś, ale tutaj takie rzeczy kosztują – odparł. Arual zsunął kaptur z głowy, zszedł ze swego konia i powolnym krokiem ruszył w stronę rozmówcy. Szybkim ruchem ręki wyciągnął saksę i wymierzył ją w stronę nieznajomego.
Może, gdy poczujesz ostrze mojej saksy, które powoli będzie się przesuwać po twoim gardle zmienisz zdanie? A! Przecież wtedy nie będziesz już żył – zagroził mu - Hmmm… Szkoda, że w tym mieście nie ma nikogo innego, kto mógłby mi powiedzieć, gdzie mógłbym zdobyć potrzebne mi informacje.
Dobra! Już! Przepraszam! Już! Idź do Gospody „Pod Psim Ochłapem”. Tam zdobędziesz wszystkie informacje, które są ci potrzebne – odpowiedział lekceważąco.
Widzisz? Tak nie łatwiej? Dziękuję bardzo. Proszę mały napiwek dla ciebie – podziękował, po czym rzucił nieznajomemu srebrną monetę i oddalił się wolnym krokiem. Ten złapał monetę i zaczął obracać ją w palcach. Po kilku sekundach zorientował się, że coś w niej nie gra. Przyjrzał się jej dokładniej i okazało się, że jest to wyszlifowana część złamanego miecza z napisem: "Powodzenia w kupieniu czegoś za to".
Wtedy przechodzień przeklął i splunął na ziemię. Jeszcze zanim ślina spadła na ziemię, czarna strzałą wylądowała tuż koło jego głowy. Przestraszony przechodzień spojrzał ma strzałę, a potem w stronę, w którą odjechał nieznajomy. Zobaczył tam tylko konia.
Tuż po tym stalowa ręka złapała go za żuchwę i ktoś przemówił zimnym głosem:
Lepiej pilnuj swojego języka – pouczył go, po czym ta sama saksa, która była w niego wymierzona teraz powoli przesuwała się przed jego oczami, – bo kiedyś, może ci go zabraknąć, – po czym szybkim ruchem ostrze przecięło powierzchnię jego języka, z którego powoli wypłynęła ciepła krew – Rana zasklepi się za 2 dni. Przez ten czas radzę się nie odzywać – rzucił mu szybkie spojrzenie i odszedł.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 03 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 03, 2016 8:44 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Sakos



Dołączył: 12 Lip 2013
Posty: 22

PostWysłany: Sro Sie 21, 2013 1:02 pm    Temat postu: Karczma "Pod Psim Ochłapem" Odpowiedz z cytatem

Ciężko było opanować to, co działo się w sercu Sakosa, ale na zewnątrz widać było dyscyplinę i opanowanie. Szybko złapał dobry rytm do kopania. To zagłębiał łopatę i wyciągał ją, aby odrzucić kolejne kupki ziemi na bok. Po kilku minutach dół był już dość wielki. Usłyszał szelest w krzakach, ale nie dał tego po sobie poznać. Poza tym wiał lekki wiatr, który mógł być przyczyną wywołanego dźwięku. W dodatku nawet gdyby to byli agenci z Silvermoon, to i tak nie miał by zbyt wielkich szans na przeżycie. Znał ich metody lepiej niż oni sami, w końcu był ich mistrzem, ale nie mógł przewidzieć z której strony nadleci bełty wymierzony w jego klatkę piersiową. Usłyszał głos za plecami. Znał go bardzo dobrze. Przestał kopać i obrócił się powoli nie wypuszczając z ręki łopaty. Zobaczył elfa ubranego do niego podobnie, ale jego twarz była ukryta pod kapturem, niemniej jednak potrafił ją sobie wyobrazić. Ile to razy wykrzywiała się w grymasie wściekłości, gdy Sakos okazał się w czymś lepszy, gdy obaj uczyli się jako wyrostki na członków zakonu. Zapomniał na chwilę o wszystkim. - Proszę, proszę - zaczął. - Czyżbyś zapragnął nagrody za moją głowę Jardirze? Myślałem, że jesteś bardziej rozsądny - powiedział obojętnym tonem. Zależało mu teraz na czasie, żeby zaplanować każdy ruch. Nie liczył na sprowokowanie starego rywala do szybkiego ataku. Każdy członek Czarnych Braci musiał wiedzieć co to opanowanie i rozsądek. Nawet nie drgnął, gdy koło jego głowy przeleciał sztylet. Uwagę o swoim synu też puścił mimo uszu. Nie chciał dać przeciwnikowi satysfakcji. Cały czas obserwował uważnie elfa. "Noże do rzucania, dwa sztylety, może ma też ten krótki miecz na plecach, którym lubił wykańczać swoje cele. Może mieć też kusze, ale w tym cholernym mroku nie widać!" W istocie nie mógł być pewny czy dostrzega rękojeść kuszy nad prawym ramieniem Jardira. Musiał się tego dowiedzieć, żeby zaplanować i przewidzieć każdy ruch przeciwnika. Musiał być pewny, czy Jardir będzie miotał w niego nożami, jeżeli zerwie się do biegu, czy użyje kuszy. Każdy detal był ważny a najmniejsza pomyłka mogła kosztować go życie. "Przydałby się Arual. Ten to był mistrzem improwizacji". Dotarło do niego jak tęskni za swoim byłym uczniem. "Mam nadzieję, że zrozumie". Tak bardzo chciałby mieć go teraz u swego boku. Towarzysza, jakiegoś człowieka, któremu mógłby zaufać, który by go wysłuchał i pocieszył, gdyby było to konieczne. "Nie Sakosie. Teraz jesteś zbiegiem. Nie masz przyjaciół, tylko wrogów. Każdy jest wrogiem. Zabiję każdego kto wejdzie mi w drogę". Być może Jardir uważał, że zaskoczy swojego byłego mistrza zakonu starą sztuczką z odwróceniem uwagi. Trik miał polegać na tym, że jeden przeciwnik odwraca uwagę ofiary, podczas gdy drugi napastnik ma przypuścić atak od boku na nic niespodziewający się cel. Nie sądził też, że wysłali Jardira samotnie, żeby zlikwidował jednego z najlepszych zabójców. To by było skazanie go na śmierć. "I tak zginie, ale dla niego nie wykopie grobu. Niech pożrą go szakale". Jardir mógł też przybyć tu na własną rękę z powodu nienawiści i chęci zemsty na Sakosie. Od dziecka byli rywalami, ale gdy na miejsce mistrza wybrano Sakosa, Jardir nie mógł mu temu darować. Zawsze próbował uprzykrzyć mu życie. Windrunner miał wrażenie, że słyszy gdzieś po lewej dźwięk napinanej cięciwy. "Czas wcielić plan w życie" - Nigdy się nie lubiliśmy Jardirze, ale w jednym się zgadzamy - wyrzucił łopatę na bok i ruszył powoli w stronę przeciwnika. - Czas dokończyć porachunki. - Błyskawicznie rzucił dwa noże celując w Jardira i nie sprawdzając czy trafił, pognał w jego stronę ze sztyletem w ręku.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum corvitempus.forumoteka.pl Strona Główna -> Crossroads Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz dodawać załączniki na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group